W najnowszym numerze...

Tomasz Dalasiński - Copyright

Zdawać się dziś może, iż wszystkie idee przekroczyły swoje stadium krytyczne. Przyjmuje się zazwyczaj, że ogólny egzamin abstrakcyjnych pojęć człowieka wyczerpał je stopniowo, że ludzka wiedza przeniknęła wszędzie i że powszechnemu temu zjawisku nie umknęło nic, co nadawałoby się do dalszej weryfikacji. Widzimy też upór, z jakim krytycy, podejmując najmniejsze bodaj z zagadnień, obstają przy wykładaniu i odpieraniu wszystkiego, co powiedzieli na ten temat poprzednicy. Codziennie dojść można wprawdzie do wniosku, że ci, którzy uczynili z myśli swoją domenę, przelotnie zdali sobie sprawę z niewystarczalności sposobów dialektycznych, z ich nieskuteczności w poszukiwaniu jakiegokolwiek pewnika. Lecz przeświadczenie takie skłaniało ich jedynie do sporu o sposoby dialektyczne, nie zaś o samą dialektykę i jej przedmiot – prawdę. Albo też, kiedy się nią jakimś cudem zajmowali, potrafili rozpatrywać ją jako cel, ale nie dla niej samej.

A tu, proszę Państwa, niespodzianka, w żadnym razie nie mówiłem tego ja, tylko Louis Aragon w przekładzie Artura Międzyrzeckiego. Wstęp do nowoczesnej mitologii, Wieśniak paryski. Pozwoliłem sobie dla zabawy podmienić tylko „filozofów świata” na „krytyków”. Na tym możemy poprzestać, przelecieć szybko przez © Tomasza Dalasińskiego, a to właśnie ta książka nas interesuje, przyjąć pozycję mędrca, wziąć co obce, oddać co ludzkie, dodać: shit happens i zgodzić się na propozycję Karola Maliszewskiego, który na skrzydełku książki stwierdza: „Współczesny poeta komunikuje, że nie komunikuje”. Ale, ale!

To bzdura. Po raz drugi, tym razem jawnie, Wieśniak paryski:

„Nie chcę powstrzymywać się dłużej od błędów moich palców, od zbłądzeń moich oczu. Wiem już, że są one nie tylko prostackimi sidłami, że są również niezwykłymi drogami prowadzącymi do celu, jaki one jedynie mogą mi objawić. […] Czy długo jeszcze towarzyszyć mi będzie to poczucie codziennego cudu? Widzę jak zatraca się w każdym z ludzi, gdy dąży przez własne życie niby drogą coraz lepiej ubitą, dąży przez zwyczaje świata z coraz swobodniejszą wprawą, wyzbywa się stopniowo smaku niezwykłości i nie potrafi jej wreszcie wchłonąć. Pytam o to beznadziejnie i nigdy się nie dowiem”[1].

Dalasińskiego nie należy czytać ani przez pryzmat „aktu komunikacji”, „natury języka” ani przez pryzmat „nieoczywistej okazjonalności”. Wolałbym czytać jego książkę jako w gruncie rzeczy pogodne opowiadanie (lub opowiadanie o opowiadaniu) o tym „jak jest”, a bywa różnie (w końcu, shit happens).

Dlaczego? Tak wiersze, jak ich podmiot, doskonale zdają (sobie) sprawę z tego, że aby być, muszą (!) mówić i nie trzeba tu sięgać do wyrafinowanych koncepcji podmiotowości. Tak samo przedstawia się sprawa okazjonalności – „ja” doskonale wie, że co rusz staje się kimś/czymś innym w każdych innych ustach, w każdych innych przesuwających się po wierszu oczach; więcej – wie, że te same prawa mają zastosowanie do niego samego. I co z tego?

Odpowiada(m): „(i wszystko jedno, kto to powiedział// do kogo?)". Książkę Dalasińskiego otwiera takie właśnie, znakomite i proste Motto (s. 7). Nawias, pytajnik i kropka nie są tu tylko poprawnym, wysoce stosownym użyciem zasad interpunkcji polskiej. W tym nawiasie, pytajniku i kropce wyraża się bowiem wiedza podmiotu o samym sobie, wierszu i jego odbiorcy. Dalasiński – „twórca tekstów poetyckich”, jak głosi nota biograficzna – chociaż (udaje, że) komunikuje, że nie jest poetą, tylko copywriterem, dobrze wie, co robi. Jak stwierdzał kiedyś znany autor: „jesteśmy pisani”, a Dalasiński dobrze o tym wie, lecz pyta: kto? po co? Po czym odpowiada:

Utworzyć wiadomość i wcale nieważne,
co i jak w niej napisać. Ważne: do kogo?
E-mail, s. 48.

Albo:

i masz już tylko język, który tylko boli,
i wszystko jak na dłoni. Lecz czyja to dłoń?
Traktat, s. 21.

Albo inaczej:

jedz pij żuj sraj pod siebie nadaj sobie imię
wymyśl kogoś kim jesteś wtedy gdy cię nie ma

tutaj weź się i domknij tutaj znajdź różnicę
tutaj żyj tutaj umrzyj Tu jest twoje miejsce
Miejsce, s. 49

Albo jeszcze inaczej:

Ale jestem cierpliwy i jestem łaskawy,
daleki od zagniewań i pełen miłości,
kiedy wyłączam tablet i idę na spacer,
słysząc, jak głośno bije we mnie twoje serce.
©, s. 8.

I wszystko prawda, i nic nieprawda, tylko że Dalasiński to nie katolicki święty imieniem Augustyn, który dla domknięcia swojej filozofii musi dodać do substancji i formy pojęcie serca, bez którego nic nie zgadza się z niczym. © zresztą to nie książka wzniosłych tęsknot i metafizycznych iluminacji. „Serce” jak serce, idzie po prostu o odnalezienie siebie w innym. Cała reszta to przygody podmiotu, który mówi – a mówić przecież musi – o swoich przygodach. O czym konkretnie?

Książka cechuje się stosunkowo monotematyczną i monotonną warstwą problemową: co chwila mówi się tutaj o miłości i śmierci, a sporadycznie – co znakomicie udowodnił jeden z recenzentów – o kebabach. […] „Dalasiński usiłuje uczynić z kebabu wielką metaforę kultury płynnej nowoczesności”. Ta teza recenzenta w świetle prac badawczych rzeszy filologów z ośrodków krajowych i zagranicznych jest dyskusyjna – literaturoznawcy twierdzą bowiem, że taką wielką metaforą jest raczej dla Dalasińskiego sushi[2].

Dalasiński w poprzedzających tom © Nieopowiadaniach tak (i nie tylko tak) drwił z „tematów”, „problemów” i „motywów”, o których można by długo i/lub uczenie mówić. Pełna zgoda na to. Najnowsza książka dorzuca do zestawu wielkich metafor frytki (s. 17, 40), hot dogi i lody (s. 11), twixa (s. 16) oraz gumę orbit (s. 8, 49), do której sloganu „jedz pij żuj” dodaje jeszcze „sraj”, albowiem bierze co obce, oddaje co ludzkie, a shit happens jak zawsze staje się udziałem wszystkich.

„O czym konkretnie” nie jest więc w wypadku tomiku © właściwie postawionym pytaniem. Chodzi o to „jak” mówić wtedy, gdy zbiór „co” okazuje się w gruncie rzeczy węższy niż ten pierwszy. Przede wszystkim ma tu zastosowanie pradawne stwierdzenie, że „wierszy nie robi się z obrazów, pomysłów czy idei, wiersze robi się ze słów”, choć nigdy nie będzie to zastosowanie pełne:

Mógłbym starczyć za całość, gdyby jakaś całość
była częścią tej części tonącej w keczupie,

mógłbym starczyć za całość, gdyby jakaś całość
była częścią tej części tonącej w keczupie,

mógłbym starczyć za całość, gdyby jakaś całość
była częścią tej części (i tak dalej, aż do
Frytyki, s. 17.

I dobrze wiedzieć to dobrze. I dobrze przeczytać tę książkę. Dlatego, że tutaj nie wszystko jest jedno. Wcale nie trudno zadomowić się w idiomie tych wierszy, a przy tym wcale nie jest łatwo z nich wyjść. Czy to jest właśnie to? Chociaż pytam o to beznadziejnie i nigdy się nie dowiem, tak, to chyba właśnie to.

Michał Pranke

Autor: Tomasz Dalasiński
Tytuł: Copyright
Wydawca: Wydawnictwo WBPiCAK, Poznań 2016
ISBN: 978-83-64504-69-3

 



[1] L. Aragon, Wieśniak paryski, przeł. A. Międzyrzecki, Warszawa 1971, s. 13–14.

[2] T. Dalasiński, Nieopowiadania, Szczecin 2016, s. 55.

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.