W najnowszym numerze...

Joanna Lech - Trans

O tym, że będę pisała recenzję najnowszej książki Joanny Lech, wiedziałam już jakiś czas. Ten tom szedł do mnie okrężnymi drogami, po drodze zaliczał wszystkie możliwe dyskoteki, więc musiałam na niego trochę poczekać. Koniec końców szczęśliwie się złożyło, bo dzięki temu udało mi się uczestniczyć w spotkaniu z autorką i Edwardem Pasewiczem w trakcie tegorocznego Miasta Poezji w Lublinie. Miałam nadzieję, że ta rozmowa trochę rozjaśni mi sytuację i pozwoli jakoś ukierunkować moje widzenie tych wierszy. Tak się jednak nie stało, jestem więc zdana na siebie. A zatem – do boju!

Dwie osoby uczestniczące w Mieszkaniu Poezji z Lech niezależnie od siebie stwierdziły, iż jest w tych wierszach silna biologiczność, cielesność, somatyczność, czy jakkolwiek inaczej byśmy tego nie nazwali. Przyznam, że mnie ten trop w ogóle nie rzucił się w oczy. Trans poświęcony jest relacjom międzyludzkim, może nawet ściślej: relacji damsko-męskiej. To właśnie ten aspekt wydaje mi się przyczynkiem do zahaczenia o kwestie ciała, raczej nie odwrotnie. Punktem wyjścia byłby zatem związek kobiety i mężczyzny, a jego naturalną konsekwencją relacja także fizyczna. Uczucie pustki również w tej sferze staje się najsilniej – bo realnie – odczuwalne i stąd tak mocno się wysławia. Nieobecność drugiego ciała okazuje się pierwszym doświadczeniem rozstania: Albo nagle ten układ: nie mogę cię znieść / ani znieść braku ciebie między palcami. Kwestia ciała nie wydaje mi się kluczowa ani nawet zbyt znacząca dla Transu. Skupmy się zatem na samej „transowości” tej książki.

Joanna Lech zaopatrzyła swój tomik w soundtrack. Każdy wiersz pod tytułem posiada motto odsyłające czytelnika do konkretnego utworu muzycznego. Poetka, czytając teksty, nie uwzględniała tych piosenek w żaden sposób, to znaczy nie towarzyszyły nam one jako podkład ani ich obecność nie była sygnalizowana werbalnie. Ja czytałam Trans zarówno z towarzyszeniem muzyki, jak i bez. Osadzenie tych wierszy w linii soundtracku wydaje mi się dosyć znaczące. Nie zawsze ta relacja jest całkowicie czytelna, ale niejednokrotnie wpływy są bardzo widoczne, także w tkance tekstu, w której pojawiają się cytaty lub przetworzenie oryginalnych słów, polemika z nimi. Sam pomysł wydaje mi się ciekawy i wart uwagi, chociaż pogodzenie muzyki i wierszy sprawiło mi duży kłopot, ale to z racji tego, że jestem po prostu totalnie monozadaniowa, a to przecież nie wina Lech; zresztą przymusu czytania książki z soundtrackiem nie ma. Niemniej związki są czasem tak silne, iż rezygnacja z wyjścia poza tekst mogłaby pozbawić te wiersze wielu ważnych dla nich elementów. I tu dochodzimy do interesującego nas słowa „trans”. Co ono oznacza w kontekście całej książki?

Możliwości jest co najmniej kilka. Trans jako stan pewnego podniecenia, energii, uniesienia, nawet ekstazy; po prostu odmienny stan świadomości, wywoływany często przez rytmiczną powtarzalność dźwięku (a zatem przy użyciu muzyki). Trans, który udzielił się autorce i jego produktem jest książka lub trans, którego doświadczyć ma odbiorca pod wpływem bodźców muzycznych i słownych, a najpewniej oba te transy. Za taką interpretacją przemawiałby fakt, że ponoć czytanie tych wierszy w klubach spotyka się z zainteresowaniem i przychylnością. Może to być też wykraczanie poza coś, przez, poprzez, itd. A zatem wyjście zza obszaru literatury w stronę kultury – ściślej: muzyki, przekroczenie czegoś, ruch prowadzący na zewnątrz. Trans jawi się wówczas jako tom, który chce być więcej niż tylko poezją, który nie godzi się ze stwierdzeniem, że literatura musi się mieścić w jakichś granicach odtąd-dotąd. Idąc jeszcze dalej, pozwala nam się to odwołać do idei transkulturowości Welscha i na to też znajdziemy potwierdzenie, ale zagłębiać się w to chyba nie ma potrzeby. Każda z tych interpretacji stawia mnie przed tym samym problemem: na ile najnowsza książka Lech jest bytem samodzielnym, a na ile zależnym od elementów muzycznych, elementów „transowych”?

Nie jest tak, że te wiersze nie bronią się same. To sformułowanie chyba jeszcze nigdzie bezpośrednio nie padło, więc żeby nie było wątpliwości: to jest dobra książka, którą można czytać bez słuchania proponowanych w mottach piosenek. Ale jednak wówczas jej czegoś brakuje, ma się poczucie, że nie posiadamy jakiejś ramy, na której można rozpiąć treść przekazu. Zależność Transu od elementów zewnętrznych potęguję się jeszcze przez to, że autorka czerpie np. z prasy czy ogłoszeń internetowych. Tytułowy wiersz wygląda tak:

 

Trans

Klaszczę w dłonie
Variété

„Podejrzany w sprawie śmierci popełnił samobójstwo.”
Nagłówek z Gazeta.pl z 14.06.2014.

 

Oczywiste jest, że współcześnie nie da się uniknąć nawiązań do innych tekstów, że się pożycza, bierze bezzwrotnie, kradnie. Ale w przypadku tego typu utworów, jak zacytowany powyżej, wkład odautorski jest jednak niewielki (nawet przy założeniu, że Lech nas wkręca i nieco przetwarza oryginalny tytuł artykułu), a wyobrazić sobie istnienia tego wiersza bez nagłówka z gazety oraz przywołanej piosenki wprost nie sposób, gdyż są to niemal jedyne jego składniki.

Joanna Lech pozwoliła sobie w tym tomie na zabawę, na popadnięcie w trans, na coś nowego. Przyznam, że mnie w ten trans popaść się nie udało, ale ja jestem ciężkim przypadkiem, raczej odstępstwem od normy, niż regułą. Wiersze z Transu są zgrabnie skonstruowane, językowo ciekawe, w pewien sposób subtelne; po prostu dobre. Ocena ich transowości – i tego, czymże ta transowość jest – zależy już od bardzo subiektywnego spojrzenia. Powinna pojawić się taka recenzja, w której Trans zostanie poddany próbie baunsu: wyobrażam sobie jak z głośników leci Taniec lekkich goryli, a w samym środku tańczącego tłumu ktoś czyta Szybkich i ślepych. Może ja w ten sposób się wylansuję w jakimś klubie, kto wie. W każdym razie sprawdzajcie, czy Trans działa w warunkach ekstremalnych. Powodzenia!

Anna Mochalska

 

Autorka: Joanna Lech
Tytuł: Trans
Wydawca: Instytut Mikołowski, Mikołów 2016
ISBN: 978-83-65250-12-4

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.