W najnowszym numerze...

Karolina Sałdecka - Psi Blues

Do najnowszej książki Karoliny Sałdeckiej – Psi Blues – podchodziłam kilkakrotnie. I każde następne podejście było inne od poprzedniego, co raczej nie ułatwia formułowania jakiejś spójnej, klarownej opinii. Mam problem z tym tomem, chyba nawet kilka problemów, ale są one niestałe: raz coś mi przeszkadza, innym razem nie; raz pojawiają się zgrzyty, przy następnej lekturze tekst okazuje się niespodziewanie przystępny. Nigdy nie skończyłam jednak czytania  z poczuciem pełnej satysfakcji. Psi Blues zostawiał we mnie zawsze zadry – i dobre, i złe. Więc o tych zadrach teraz parę słów.

Na tylnej stronie okładki poprzednia publikacja poetki – Na własne oczy – określona została jako „zbiór wierszy”. I chyba tak samo można powiedzieć o tegorocznej publikacji. To nie jest historia, która się zaczyna i kończy (choć w finalnych wersach ostatniego wiersza pojawiają się dość znamienne słowa: może koniec to tylko cienkie nitki // makaronu / na oczach). To zapis różnych sytuacji, pomysłów, uczuć. Tu nie rozwija się jeden czy kilka tematów, choć część motywów jest niewątpliwie mocniej wyeksponowana. Nie mówię, że to źle, ale wydaje mi się, iż ten brak zdecydowania oraz pewna rozrzutność prowadzą do pobieżności – żaden wątek nie ma szans się rozwinąć, czytelnik się w tym gubi, a ponieważ Sałdecka nie w każdym temacie czuje się jak ryba w wodzie, dostajemy książkę nierówną jakościowo, ujmującą dużo, lecz płytko. Autorce nieobcy jest liryzm ani wulgarność, operuje liryką bezpośrednią i liryką roli, pisze wiersze intymne i zaangażowane. Nie widzę tu żadnego wytrychu, bo Psi Blues raczej nim nie jest, choć rzeczywiście tematyka poruszana w książce zbliża się do tej charakterystycznej dla bluesa. To chyba jednak trochę za mało, by uznać blues za słowo-klucz otwierające nam pomieszczone w tomie sensy.

Jest u Sałdeckiej jakieś nadmierne umiłowanie szczegółu, przesadne dążenie do wierności opisu. Czasem wywołuje to wręcz niesmak – przywołam tylko jeden z kilku opisów, żeby nie być gołosłowną: gorący mocz zmieszany z kałem / gęsta krew w ciemności pokoju / była jak czekoladowy budyń / o osłabiającym słodkawym zapachu // (przyprawiona starannie obranymi cząsteczkami mózgu). Często te detale nie wprowadzają żadnych znaczących treści, wydają się zbyt prywatne, by mogły zostać właściwie odczytane przez odbiorcę. Mnie, również mieszkance Bydgoszczy, mówi coś tytuł 64 (numer linii autobusowej) i przystanek Morska – przystanek Barwna, ale ludziom mieszkającym poza miastem już raczej niekoniecznie. Ta skłonność do tworzenia jak najdokładniejszych opisów skutkuje również używaniem wielu metafor i porównań. Część z nich niestety niebezpiecznie zahacza o banał i brzmi dosyć pretensjonalnie, jak na przykład taka fraza: przyjdź i chroń mnie / dopóki ciemne ciasto nocy / nie spłynie po brzegach okien. Jednak największy problem poetka ma z tworzeniem point, kończeniem opowiadanej historii. Rzadko udaje jej się zaskoczyć czytelnika finałem (duża w tym wina źle skonstruowanych tytułów). To niestety psuje wiele naprawdę dobrze zapowiadających się utworów. Wiele do życzenia pozostawiają również pojawiające się kilkakrotnie miniatury poetyckie (każda po pięć wersów). Tak naprawdę całość spokojnie obyłaby się bez nich.

Po tych wszystkich „ale” najwyższy czas na wskazanie tych dobrych zadr, które powoli kiełkują po lekturze, zostawiają z jakimiś pytaniami, niedosytem. Sałdecka dużo lepiej radzi sobie wtedy, kiedy wchodzi w jakąś konwencję, reinterpretuje mit, przyjmuje maskę, tworzy konkretną opowieść. W Psim Bluesie jest kilka wierszy odwołujących do – powiedzmy dosyć oględnie – kultury hispanoamerykańskiej, które wprowadzają elementy dla nas nieco egzotyczne i naprawdę przenoszą w świat innej religii i tradycji, w inny krajobraz. Jest też próba przetworzenia po raz enty historii Salome. Dodajmy – próba naprawdę udana i dokładająca do bardzo bogatej tradycji kolejną (nową!) cegiełkę. Prywatnie to chyba mój ulubiony wiersz z tego tomu (choć ma silną konkurencję, ale o tym za chwilę). Autorka umiejętnie łączy tu i teraz z przeszłością. Potrafi uaktualnić to, co minione, a jednocześnie z tego, co aktualne wyciągnąć wnioski na przyszłość. Mimochodem wplata w wiersze ważkie współcześnie problemy i to na szeroką skalę: od katastrof naturalnych (np. Miasto ruin) aż po religię (np. Amerykańscy kaznodzieje). Trzeba też oddać poetce, że oprócz przegadanych, zbyt zmetaforyzowanych opisów pojawiają się licznie takie, w których użyte przenośnie budują niezwykle subtelne i oryginalne obrazy za pomocą niewielu słów. Sałdecka potrafi jednak angażować nie tylko wzrok, ale tak naprawdę wszystkie pozostałe zmysły, ciekawymi skojarzeniami prowadzić czytelnika do doświadczeń wręcz synestezyjnych.

Wspomniałam o silnej konkurencji dla Salome. O jakim wierszu mowa? O jednym z tych hispanoamerykańskich, Corridos. Dotyka mnie on jakoś bezpośrednio, chyba dlatego, że pojawiająca się w nim Santa Muerte była bohaterką jednego z moich poetyckich cykli. Sałdecka – zapewne o tym nie wiedząc – rozpisała historię, która w jakiś przedziwny sposób koresponduje z moją, wydaje się jej kontynuacją, tylko z innego punktu widzenia. (Notabene na najnowszej płycie Moniki Brodki również znajdzie się utwór Santa Muerte. Najwyraźniej zdążyłam o tym napisać, zanim zrobiło się modne.)

Bydgoska pisarka zafundowała mi swoją nową książkę małe zamieszanie, zapewniła huśtawkę doznań, w której złość i obrzydzenie mieszały się z zadziwieniem i autentycznym wzruszeniem. Żeby ten blues brzmiał, jak trzeba, przydałoby się nad nim jeszcze popracować, z większą świadomością mocnych i słabych stron poetyckiego warsztatu. Życzyłabym sobie w następnej książce tylko tej lepszej – a wówczas naprawdę dobrej – Karoliny Sałdeckiej. Potrzebna jest chyba pewna konsekwencja w działaniu i nietraktowanie książki jako „zbioru wierszy”, który może pomieścić wszystko, co zechcemy w nim upchnąć. Ale Psi Blues to nie kocia muzyka. Trzeba tylko porządnie nastroić instrumenty. Więcej harmonijki! Więcej harmonii!

Anna Mochalska

 

Autor: Karolina Sałdecka
Tytuł: Psi Blues
Wydawca: K.I.T. Stowarzyszenie Żywych Poetów, Brzeg 2016
ISBN: 978-83-61381-860

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.