W najnowszym numerze...

Tomasz Jastrun - Kolonia karna. Sceny z życia małżeńskiego

Najnowsza książka Tomasza Jastruna pt. Kolonia karna. Sceny z życia małżeńskiego, wrażliwego estetycznie odbiorcę może przyciągnąć już dobrze prezentującą się szatą graficzną. Dwustronna, zawierająca dwie fotografie, okładka w kolorze białym, starannie zaprojektowana przez Magdalenę Kuc – skądinąd jedną z graficzek wybijających się na tle innych, współpracujących z wiodącymi wydawnictwami krajowymi - nie tylko zachęca wizualnością, lecz przede wszystkim zapowiada treść książki, dobrze oddaje jej specyfikę, w końcu także, za pomocą określonej emblematyki, kształtuje nastawienie czytelnika, od niej bowiem zwykle rozpoczyna się przecież kontakt z dziełem, ferwor lektury, proces komunikacyjnej wymiany pomiędzy autorem a odbiorcą.

Z jednej strony (powiedzmy: strona A) widzimy suknię ślubną w asyście kajdanek i noża, na drugiej zaś (powiedzmy: strona B) odnajdujemy czarny frak otoczony atrybutami męskości: pistoletem i więzienną kulą. Przedmioty te, pełniące najogólniej rzecz biorąc funkcję obronną albo przeznaczone do walki, dobrze oddają charakter życia emocjonalnego bohaterów-antagonistów tej powieści. Ich uczucia, warunkowane szeregiem zmiennych kontekstów, ulegają ciągłym przemianom. Na przemian więc – ona i on – angażują się w bitwę werbalną, raz zwieńczoną ucieczką, innym razem zakończoną rozejmem, pozwalającym na relatywne wyciszenie sytuacji, zawieszenie głosu (i broni) w toczącej się na linii frontu swoistej potyczce. Tytułowe „sceny z życia małżeńskiego” przedstawione zostały z dwu pespektyw: żeńskiej i męskiej. Toteż książka podzielona została na dwie niemal równe (odpowiednio fragmentów: Strona A: 88.; Strona B: 94.) i odrębne części, w gruncie rzeczy nie będące czymś ze sobą niezgodnym, czymś przytroczonym i przypadkowo złączonym, bo jest to ta sama opowieść przedstawiona z różnych points of view. Luźny układ wspomnień sprawia, że można potraktować je jako rejestr zatrzymanych w pamięci wrażeń, ale umożliwia też dowolną (niekoniecznie chronologiczną) lekturę, bowiem rdzeniem tej książki, zapewniającym spójność i wiążącym opowieść, jest małżeństwo.

Bohaterowie tej książki, to ludzie bez imion, bez określonego bliżej wieku, mieszkający gdzieś, posiadający jakąś pracę, są jednostkami pozbawionymi „bytu dla siebie” (jak mawiał J.P. Sartre), żyją z obserwacji, przypuszczeń oraz nabytej wiedzy. Żona i mąż zachowują się stereotypowo, ich świat – albo ich małżeństwo – organizowane są w sposób konwencjonalny, wszystko w ich relacji jest przewidywalne i powtarzalne, wspólne tematy i pasje zastąpiły rozmowy prowadzone z konieczności, dotyczące wydatków, remontów czy dzieci. Przedstawia się to mniej więcej tak: ona obwinia jego o brak zaangażowania podczas codziennych obowiązków domowych: „w sprawach domu mąż nigdy nie ma inicjatywy, nigdy się nie domyśli, że potrzebuję pomocy. To kobiety muszą wszystko spinać w całość […]”. On twierdzi, że żona go infantylizuje, przypominając przy pierwszej z brzegu okazji, że nie potrafi niczego zrobić: „nie myj nigdy w ręku, do zmywarki nie wstawiaj, nie umiesz….”, „warzywa niedomyte, za dużo soli, za wiele przypraw, złe składniki, inaczej mieszaj, umyłeś ręce? Pokaż”. Z kolei on wypomina żonie, że przez jej zachcianki nadwerężają budżet domowy: „ona godzinami suszy włosy i maniacko włącza piecyk olejowy, bo dzieci się przeziębią, a jej zawsze jest zimno […]. Pieniądze nam uciekają także dlatego, że ona ciągle biega do fryzjera, manikiurzystki, kosmetyczki, na masaże. Robi zakupy jedynie w drogich sklepach […]”, jej zdaniem – zgodnie z zasadą symetrii – za finansowe deficyty w domu odpowiada on: kupuje bilety na mecze piłki nożnej, nie jeździ oszczędnie samochodem, wykupił dodatkowe kanały satelity, które interesują tylko jego.
Jest to, rzecz jasna, jedynie przedsmak tego, o czym możemy przeczytać w Kolonii karnej, bowiem nie tylko o podział obowiązków czy kwestie finansowe się rozchodzi, powodem codziennych spięć są także dzieci, teściowa, metody wychowawcze, sąsiedzi i … seks.

Tomasz Jastrun wyposażył swoich bohaterów w dyskredytujące cechy, które nie pozwalają sympatyzować z żadnym z nich; klasyczny podział na złego i dobrego (na ciemny i jasny charakter) ulega tu nadwątleniu. Każda wersja wydarzeń, zostaje przez drugi głos wyjaśniona i w efekcie trudno jednoznacznie osądzić, kto jest prowodyrem konfliktu. Sprawdza się i w tym wypadku stare porzekadło, że wina leży po dwu stronach….

Jest coś znanego przy zetknięciu się z postaciami Jastruna, pewne powtarzające się wrażenie: otóż, czujemy, że są one w sposób szczególny bliskie czytelnikowi. Są to twarde, mocnymi rysami kreślone, charaktery. Wydaje się, że Autorowi towarzyszy silne poczucie odpowiedzialności za swoich bohaterów, nie traci nad nimi kontroli, prowadzi ich od początku do końca, podtrzymuje na solidnych rusztowaniach zdań, które nie drgną nawet na moment, nie spłoszą się. Ta swoista bliskość autora i bohaterów, ich jakiś szczególny związek, w przypadku tej książki wyczuwalne są mocniej, a wyznania uzyskane przez Beatę Klimowicz w rozmowie z autorem, jedynie potwierdzają teorię mówiącą o autoterapeutycznych możliwościach aktu twórczego: bodźcem – mówił Jastrun – który skłonił go do napisania Kolonii karnej były także jego własne doświadczenia. Lecz o ile autor uzyskał upragniony spokój i pozbył się goryczy duszy, o tyle czytelnik czytając summę ważnych kwestii małżeńskich (niekiedy nawet śmiejąc się tu i ówdzie) postawiony zostaje przed ścianą i sprowokowany do pytania o sens związków międzyludzkich, relacji w ogóle, bo tak naprawdę jest to opowieść o człowieku, nieustępliwym i stanowczym, człowieku w kryzysie.

Książka ta została w interesujący sposób emocjonalnie wycyrklowana: nie wieje od niej ani optymizmem, ani przesadnym pesymizmem; co nie oznacza wcale, że w warstwie wydźwięku, światopoglądu jest doskonale obojętna. Następujące po sobie zdania i akapity umacniają mnie w przekonaniu, że książką Jastruna w nie mniejszym stopniu niż wartość terapeutyczna rządzi reguła świadectwa, zamiar polegający na przedstawieniu natury „naszych czasów” (jak czytamy na obwolucie książki), który przypomina, że szczególnie w erze chronicznego pośpiechu utrzymanie dobrych relacji, stosunków, związków z drugą osobą wymaga poświęcenia i starań.

Sześćdziesięcioparoletni pisarz, mąż i ojciec, opisał losy miłości, będącej przede wszystkim dziejami zaprzepaszczonego życia i straconego szczęścia. „Sam nie wiem, kiedy uciekło mi tyle lat….” – powie bohater. I choć z założenia książka ta nie ma aspiracji rewolucyjnych, nie zmierza bowiem do portretu małżeństwa w ogóle, to miejscami potrafi jednak przejąć, jak choćby w kodzie tekstu: „Szukaliśmy oboje i znaleźliśmy siebie, żeby się okazało, że nasz związek jest bez sensu, podobnie jak milion innych związków. Kiepska pociecha, a jednak pociecha. […] Żona lubiła myśleć, że jestem odnalezioną drugą połówką. Chyba nawet w to uwierzyłem. Teraz wiem, ze niemal w żadnym miejscu do siebie nie pasujemy […]. Tam, gdzie zadawało nam się, że jesteśmy identyczni, były pozory”. To głos ostrzegający, że o miłość i bliskość powinniśmy niezmiennie i nieprzerwanie zabiegać (a wysiłek nie ma dziś najlepszej prasy).

Angelika Łuszcz

 

Autor: Tomasz Jastrun
Tytuł: Kolonia karna. Sceny z życia małżeńskiego
Wydawnictwo: Czarna Owca, Warszawa 2015
ISBN: 978838015-148-2

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.