W najnowszym numerze...

Marcin Ostrychacz - Zamiatając pod wiatr

I

Zamiatając pod wiatr to debiutancki zbiór wierszy Marcina Ostrychacza. Wydana w 2013 roku książka zyskała przychylność jury konkursu poetyckiego im. Klemensa Janickiego odbywającego się w ramach festiwalu Poznań Poetów. Nie zetknęłam się wcześniej z twórczością Ostrychacza, dlatego do lektury tomu podeszłam z niemałym zainteresowaniem, ale też – z ostrożnością. Każdy debiut może bowiem otworzyć czytelnikowi drogę do nowego poetyckiego świata, jednostkowego i włączającego się w uniwersalny strumień zdarzeń jednocześnie. Może też tę drogę szybo uczynić trudną do przejścia.

 

II

Przeczytawszy debiutancką książkę Ostrychacza, postanowiłam przypomnieć sobie wiersze ze zbioru Teraz będziemy spać, leżeć bez ruchu lub ubierzemy się na powrót Briana Pattena w opracowaniu Jerzego Jarniewicza. Patten jest autorem cyklu Little Johny’s Confession. W jednym z wierszy czytamy:

Przez okno sypialni, jak później potwierdzono,
Johny uleciał w pewien poniedziałkowy wieczór
Wysoko ponad śpiący świat.

(…)

Wpadł na wspaniały wykręt:
siedzi po tamtej stronie,
dziecko o oczach wielkich jak planety
którego sny zgadzają się
na każdą formę nauki,
na każdą formę kłamstwa.[1]

Poetyki obydwu książek są oczywiście odmienne, różne jest w nich podejście do języka i spektrum doświadczeń. Jest jednak w przytoczonym wierszu obecny szczególny rodzaj wrażliwości na odbierany i doznawany świat, który realizuje się także w ujęciu indywidualnego doświadczenia podmiotu wierszy Ostrychacza. Chodzi mianowicie o trudną do zdefiniowania świadomość utraty dokonującej się nieustannie w procesie dojrzewania, a więc i poznawania różnych stron życia. Mały Johny z cyklu Pattena jest marzycielem, jego dziecięca wyobraźnia karmi się kreskówkami i komiksami, opowieściami o niesamowitych miejscach i zdarzeniach. Pewnego dnia przenosi się za jej sprawą na inną planetę, skąd może obserwować dziki wszechświat.

Doświadczenie utraty spowodowane wkraczaniem w rzeczywistość obcą, nieprzyjazną, ale też to samo doświadczenie będące wynikiem wtargnięcia tej rzeczywistości w życie bohatera uzmysławia, jak istotna jest obecność jakiegoś „ty”, bliskość, przywiązanie do wybranych ludzi, miejsc, wspomnień. Są to w tomie Zamiatając pod wiatr między innymi: dziadek, mama, Ania, czy też ja – mały chłopiec, chłopak, mężczyzna w różnych momentach życia. Wiersze Ostrychacza są także propozycją pewnej odmiany prywatności, która nie zamyka na świat zewnętrzny. Oznacza natomiast zindywidualizowany tryb widzenia spraw. W tekście „Pod łóżkiem”, będącym ciągiem wyliczeń wykluczających możliwe tematy powstającego właśnie utworu, czytamy: Ten wiersz nie mówi o wycinaniu piersi, / o wysypiskach płodów w dalekiej Kanadzie / czy o samobójstwach uregulowanych prawnie. Nie jest to również tekst opowiadający o wielu, być może ważnych w indywidualnych hierarchiach sprawach, zapomina się w nim o egzystencjalistach / wiszących w pokojach studentek polonistyki. Zakończenie stanowi prosta jasna puenta, stroniąca od pretensjonalności, a jednak ważka właśnie ze względu na intymną wagę wyznania: to jest wiersz o cierpieniu chłopaka / któremu umiera / pies.

 

III

Warto podkreślić, że już otwierające tom wersy utwierdzają w przekonaniu, że poeta chce swojego czytelnika dokądś zaprowadzić lub przynajmniej – oprowadzić po mniej lub bardziej znanych ścieżkach. Tych osobistych, personalnych oraz wychodzących ku innym – kulturowym, egzystencjalnym w szerszym wymiarze, etycznym i historycznym, na których okrucieństwo miesza się z nadzieją, a niewinność z bezsilnością. Pierwszy wiersz niczym napis nad bramą przekazuje podróżnym jakąś wiadomość, wskazówkę, być może ostrzeżenie. Krótkie, celne, choć wieloznaczne:

Sadako,
mały chłopiec podpalił tysiącletnie kamforowce.
(„644 żurawie”)

Stara japońska legenda głosi, że złożenie tysiąca papierowych żurawi pozwala na spełnienie jednego życzenia ich twórcy. Sadako Sasaki urodziła się w 1943 roku, gdy miała dwa lata przeżyła wybuch bomby atomowej w Hiroszimie, jednak w wieku jedenastu lat – przez skutki napromieniowania – zapadła na białaczkę. Przyjaciółka przypomniała jej o legendzie. Sadako, mając nadzieję na wyzdrowienie, zaczęła składać papierowe ptaki. Składała je przez osiem miesięcy. Zmarła 25 października 1955 roku, zrobiwszy 644 żurawie. Po jej śmierci przyjaciele dokończyli składanie.

 

IV

Mały Johny z wierszy Pattena marzył o posiadaniu bomby, która podpaliłaby wszechświat i zasypała ludzi lawiną szczęścia.

 

V

W wierszu „Szara kartka” z tomu Ostrychacza rzeczywistość nie ma nic wspólnego z obrazami, jakie mogłyby powstać w wyobraźni dziecka. Gdzieniegdzie znajduje się jeszcze bezużyteczne starocie, przeszłość jest zdaniem zapisanym ołówkiem, elektryczny skowronek zwiastuje wiosnę; ponieważ Ziemia to dziwna planeta. W pewnym momencie podmiot zwraca się bezpośrednio do swojego słuchacza, odmieniając na chwilę oblicze szarego świata:

i wyobraź sobie, że teraz
komuś z przestrzelonej klatki wylatują wróble,
a ja właśnie zatrzymuję się przy przedwojennym oknie,
widzę dziewczę z dredami, na ostrym kole –
ładne, bo w moich wierszach nie ma brzydkich dziewcząt –
zderza się z przystankowym tłumkiem.
(„Szara kartka”)

 

VI

Zamiatając pod wiatr, a więc z trudem, ale też ze świadomością, że najprawdopodobniej wysiłek pójdzie na marne. Zamiatając pod wiatr – mimo wszystko – z uporem godnym lepszej sprawy, stawiając opór sile, której nie sposób opanować. A jednak wciąż – stawiać opór, iść dalej, mówić. Nie pozwolić się przewrócić sile wiatru, towarzyszyć tym, którzy swoja podróż kończą, czerpać z nich przykład. Móc kiedyś opowiedzieć historię komuś innemu, zaczynając od słów wiersza: I nadeszła podróż. Historie, które nic nie ważą, / a są cięższe niż stelaż w Bieszczadach. Pamiętając, że w dzieciństwie przeżywało się niejedno, wierzyło się w niejedno, szukać, drążyć. I znów – przede wszystkim iść, nieść ów ciężki stelaż, bo Cisnąć go w pokrzywy, znaczy umrzeć obok dzikich zwierząt, / a umierać powinno się w łóżku, pod dachem, ze świecami, księdzem i śpiewem wiedźmowatych ciotek, które podczas tej nocy z samą Matką Boską / targują się („Myśliwy pójdzie spać”).

 

VII

Wiersze Ostrychacza zebrane w omawianym tomie składają się na wielowątkową opowieść o podróży, a właściwie – o podróżach, tak dosłownych, jak i metaforycznych. Stwierdzenie to być może uproszczone, lecz otwierające jeden z ciekawszych motywów interpretacyjnych. Wykraczając poza ramy prywatnego świata można zobaczyć więcej, inaczej, jednak to indywidualny sposób patrzenia organizuje charakter i znaczenie widzianego. To wiersze, które mówią o podmiocie, bohaterze, świecie, ale przede wszystkim opowiadają o samych sobie. Wiersz jest świadectwem realności w świecie często zagarnianym przez różnorakie fikcje. Zaprzeczeniem – choćby chwilowym – chwiejności, nijakości albo monotonii codziennego życia, przełamywaniem obcości. Językowa tonacja wiersza, długość wersów przełamywanych przerzutniami, intensywność przeżywania wpisana w tekst nadają tomowi indywidualny poetycki charakter.

 

VIII

Nieobca wierszom Ostrychacza jest wspomniana już melancholijna aura, świadomość braku istotnej części doświadczenia lub rzeczywistości, mimo – konstruowanej lub przywoływanej – wielości odmian otaczającego świata, popkulturowych ikon, znajomych okolic i dalekich rozległych przestrzeni. Skończyła się pewna epoka, zaczęła następna. Kto próbuje zrozumieć mechanizmy rządzące współczesnością, kto tę współczesność chce objąć myślą, skazuje się na wątpliwości i niepokój, ironiczne podszepty, jak bohater wiersza „Magneto nadciąga”, pytający:

Czy to nie my jesteśmy kolejnym etapem?
Wielki paw człowieczeństwa po kolacji w maku.
Chciałbym, aby w mojej chmurce wisiało coś więcej
niż, że jeżdżę na desce i palę stuff, niż, że piszę
i zostawiam białe plamy na obsydianowym szkle.

Wyróżnia się monolog z wiersza pod tytułem „Mamo, nooo…” oparty na wyliczeniach obietnic związanych z pisaniem wierszy, jak na przykład: Obiecuję, że już w żadnym wierszu nie zabiję siebie / ani nikogo innego, nawet psa sąsiadów. / Mamo, przestanę wymyślać historie niemające miejsca poza moją głową, czy inny fragment: Obiecuję, że już nigdy więcej nie będę naśmiewał się z bliskich / ani z dalekich, ani z pełnosprawnych, ani z kalekich. Mamo, obiecuję, że przestanę już pisać, ale / przelej mi trzysta złotych.

Mimo że nie są to utwory zagadujące czytelnika dla samego mówienia, charakteryzują się dziwną lekkością. Rzeczy trudne, straty, niedokończone sprawy wpisane są w rytm życia wiersza, współtworzą komunikacyjną ramę, dzięki której bohater (bohaterowie?) tomu nie ucieka, nie znika za swoimi lub cudzymi słowami, nie ukrywa się. Nie mówi tego wprost, lecz czeka, aby w końcu ziściło się jakieś stare marzenie. Żeby usłyszał go ktoś, kogo być może już nie ma:

Masz jod, bursztyny i otwarty horyzont pod ręką,
a ja cztery ściany nie płaczu, jednak ściany.
Kiedyś wpadało we mnie światła jak przy przesłonie 1.4,
teraz wpada więcej rzek, choć nie jestem oceanem.
(„Niekończąca się adolescencja”)

Tymczasem opadają emocje i każdy kolejny krok uzmysławia, że trudności będą się piętrzyć. Podmiot wierszy nie jest jednak tym faktem przytłoczony. To wiersz jako pewna ścieżka pozwala mu iść dalej. Wiersz najczęściej narracyjny, ujmujący dynamiczne układy zdarzeń, płynne przejścia między stanami. A jakie to stany? Jednoczące opowieści, wspomnienia obrazów, zapachów, dziesiątki sytuacji, z którymi radzimy sobie lepiej, gorzej, jakoś:

Ale wcale nie chce się umierać, przecież powróci
wieczór po sianokosach, kosy w lipowych koronach plotące melodycznie,
kawałek słońca na horyzoncie pszennego morza różujący cirrusy i łąki,
po których chodziliśmy, trzymając buty w rękach,
z wdzięczności czcząc duchy wodopoju,
las niespokojny od zalotnych szczeknięć koziołków.
Na końcu oczy sarny ze spokojem będą mogły odbijać się
w księżycu. Myśliwy pójdzie spać.
(„Myśliwy pójdzie spać”)

Monika Brągiel

Autor: Marcin Ostrychacz
Tytuł: Zamiatając pod wiatr
Wydawnictwo: WBPiCAK, Poznań 2013
ISBN: 9788362717880



[1] B. Patten, Mały Johny podejmuje podróż na inną planetę, w: tegoż: Teraz będziemy spać, leżeć bez ruchu lub ubierzemy się na powrót, wybór, oprac. i posłowie J. Jarniewicz, Wrocław 2011, s. 9.

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.