W najnowszym numerze...

×

Ostrzeżenie

JFile::read: Nie można otworzyć pliku: http://spacery.salonliteracki.pl/wydarzenia/feed/.
JFile::read: Nie można otworzyć pliku: http://slalom.salonliteracki.pl/wydarzenia/feed/.
×

Wiadomość

Failed loading XML...
Anna Maria Wierzchucka, Włókien pełna

Tegoroczny werdykt jury konkursu „O Granitową Strzałę” bardzo mnie ucieszył, w sposób zaskakująco osobisty, co dla mnie samej było niemałą niespodzianką. Annę Marię Wierzchucką poznałam na warsztatach w 2014 roku. Potem jeszcze kilkakrotnie widziałyśmy się w różnych okolicznościach, ale dość przelotnie, za każdym razem wymieniając ledwie parę zdań. Zapamiętałam ją jako osobę wyrazistą i konkretną, co przekładało się na pisane przez nią wiersze – mocne, dosadne, bezpośrednie, zwięzłe. Jej debiutancki tomik Włókien pełna jest właśnie taki, jak się spodziewałam; pierwsze skojarzenie, pierwsze słowo, które pojawia się w mojej głowie, gdy myślę o tej książce, to „rzetelność”. Ale jest też inny, bardzo pojemny, wielowątkowy i niezwykle spójny, a przy tym błyskotliwy, prawdziwy, szczery.

Jestem dość świeżo po lekturze Abrakadabry (jej recenzja pojawiła się w poprzednim numerze), w której znaczącą postacią był ojciec. Otwieram tomik Wierzchuckiej – i oto pierwsze zdanie pierwszego tekstu: ojciec tłukł matkę do pierwszej krwi. Od słowa „ojciec” zaczyna się zresztą kilka innych wierszy, a w jeszcze kilku innych powraca on już po pewnych modyfikacjach, po swoistym rozrośnięciu się, wchłonięciu w siebie szerszej problematyki niż tylko ciasny obszar relacji rodzic – dziecko. Strategia poetki jest bardzo ciekawa: Abrakadabra od samego początku dawała krąg rozwijanych później i różnie ujmowanych motywów, a Włókien pełna plecie się w dość niespodziewany sposób, płynnie przechodząc od rodziny, przez religię, wojnę, aż po bardzo szeroką kategorię cierpienia i zła, nie gubiąc po drodze bohaterki tych utworów oraz jej punktu widzenia. Tak jakby nie tylko ona była pełna włókien, jakby autorka postanowiła w ten sposób skonstruować tomik, że każdy wiersz jest pojedynczym włóknem – ważny jako podstawowa, najmniejsza jednostka, ale dopiero w całości, po zebraniu pewnej liczby włókien razem, możemy mówić o ich wzajemnej współpracy na rzecz całego organizmu – czyli książki, w której każdy wiersz-włókno pełni własną, ściśle określoną funkcję. Stąd też możliwość ujęcia tak szerokiej tematyki i poruszenia wielu problemów naraz.

Pierwszy krąg tematów to relacje rodzinne, skomplikowane, pełne przemocy, które mają duży wpływ na kształtowanie psychiki i zachowań podmiotu. Wydaje się, że zbudowanie czegoś trwałego po takich doświadczeniach jest niemożliwe. I chyba nie chodzi o poczucie krzywdy czy banalny brak zaufania, ale raczej o rodzaj pewnej głębokiej świadomości i podejrzliwości: nic nie może być gładkie, a nawet jeśli się takie wydaje, na pewno kryje w sobie szorstkość i chropawość. Gładkość jest tylko pozorem, bezpieczną atrapą, życie w ten sposób pozbawia możliwości prawdziwych doświadczeń, to tylko próba. rekwizyty. oświetlenie udaje noc.; gdzie indziej podmiot mówi: na własną odpowiedzialność odgrywam / ten monodram (…). Stąd pragnienie, by działo się źle – bo wtedy dzieję się naprawdę. Świetnie ilustruje to zdanie, które jest chyba moją ulubioną frazą w tym tomiku: kobieta to dziwne stworzenie / tęskni zawsze / do złego. Włókien pełna jest plejadą takich „złych” kobiet: magdaleny, anny, alicje, te „polskie modliszki”, prasownice szwaczki guzików przekręcaczki / paciorków marzące o pasie do pończoch, wszystkie zaangażowane w życie erotyczne, niejednoznaczne moralnie, niepoddające się łatwej ocenie. W ich życiu droga krzyżowa odgrywa się wciąż na nowo, choć wygląda całkiem inaczej. I trzeba się na to zgodzić, a jedyne, co możemy zrobić, to właśnie zachować pozory. Anna Maria Wierzchucka mówi Annie Marii Mochalskiej: anno kłam że jest ci dobrze nie zgoją się strupy / ale nie zaropieją bardziej (…).

Świat tych wierszy jest pełen bólu i zła, cierpienie jest w nim nieodzowne i trzeba się na nie godzić, umieć z nim żyć, bo znajdziemy je dosłownie wszędzie: zło przesącza się nawet ze szklanki z herbatą. / z cytryną. z cukrem. przesiąka paździerz. / stół. pełznie podłogą.; i w innym wierszu: (…) rzeczy złe wbijają się jak brud / pod paznokcie zaburzając normalny rytm. Bycie dobrym w takim świecie nie jest łatwe, a przede wszystkim przeprowadzenie wyrazistej linii białe-czarne jest niemożliwe. Bohaterka nie wstydzi się przyznać, że to zło do niej przenika, że ona sama nie pozostaje bez winy i grzechu, ale to powinno być naturalnie akceptowane, zło to prawda, zero udawania: zerwałam się z łańcucha wielu uzależnień ale kilka chcę / zostawić bo nie mam zamiaru umrzeć święta (…). W ten świat zostaje się wrzuconym, nie na wszystko ma się wpływ. Przychodzi się na gotowe i trzeba wziąć na klatę to, co się dostaje, nawet gdyby jezus przyszedł dziś złożyłby deklarację wiary / zaraz po podatkowej (…). W stosunku podmiotu do rzeczywistości, jakby na przekór wszystkiemu, jest dużo humoru, ironii i dystansu, co wynika chyba z faktu, że skoro nie ma on realnej możliwości zmiany tego, co zastane, może to wykpić, umniejszyć, możliwie jak najlepiej dostosować do siebie, zrobić jak najwięcej w narzuconych granicach. Bohaterka zatem nauczyła się nie brać nic bo tylko tyle dawał.

Włókien pełna jest naprawdę dobrym tomikiem; dobrym do czytania, przyswajania i czucia. Nie ma się wrażenia – a przynajmniej ja go nie mam – że to tomik debiutancki, który ma prawo mieć skazy, niedociągnięcia, lepsze i gorsze momenty. Dla mnie jest to gotowa, wyczekana książka, dopieszczona przez poetkę i dopracowana w każdym szczególe, choć  pozostawia mnie w niepewności co do tego, czy autorka, tomik i świat są rzeczywiście pełne włókien, czy to już raczej zwłóknienia wynikające z procesów chorobowych. I, co chyba najważniejsze, nie pozostawia mnie obojętną. Każe mi się ustosunkować, przemyśleć, zastanowić. Mówi do mnie i o mnie. I ma mi jeszcze wiele do powiedzenia.

Anna Mochalska

 

Autor: Anna Maria Wierzchucka
Tytuł: Włókien pełna
Wydawca: Strzeliński Ośrodek Kultury (nagroda Grand Prix w VII Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „O Granitową Strzałę”)
ISBN: 978-83-922818-7-0

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.