W najnowszym numerze...

Tomasz Dalasiński - Większe

I znowu grudzień – za oknem wszechobecna szarość, deszcz i pierwsze nieśmiałe płatki śniegu. Wiosna wydaje się w tym momencie odległa o całe lata świetlne, podobnie jak każda inna perspektywa ocieplenia... Nic to! Zła pogoda to przecież doskonały pretekst do spędzenia dłuższego czasu w towarzystwie kolejnej dobrej lektury. Tym razem w moje ręce trafił nowy tom poetycki Tomasza Dalasińskiego, Większe.

Pierwsze wrażenie było jednoznacznie pozytywne. Umieszczona na okładce grafika autorstwa Julity Blady-Cłapa przyjemnie komponuje się z pastelowymi trójkątami w tle. Krótka i nienachalna nota biograficzna na skrzydełku okładki dostarcza podstawowych informacji o autorze. Całości dopełnia czytelny druk i dobra jakość papieru – aż miło otworzyć książkę i zacząć lekturę. Widać, że szata graficzna tomiku jest dobrze przemyślana. Dopełniwszy wstępnych oględzin, zadowolona przystąpiłam do czytania...

Gdybym miała wymienić jedną cechę, która szczególnie uderzyła mnie w czasie lektury, byłoby to bardzo mocne osadzenie wierszy w czasie i przestrzeni. Autor swobodnie operuje mnogością rekwizytów, zdejmuje je z półek i wkłada do wierszy, momentami ocierając się wręcz o granicę gadżeciarstwa – nigdy jednak jej nie przekraczając. Sklepy, błyszczące kasy i kody kreskowe, od niechcenia rzucane nazwy sieciówek i portali społecznościowych – wszystko to otacza nas na niemal każdej stronie zbioru Większe. Można odnieść wrażenie, że wraz z bohaterem wierszy krążymy po świecie, który nigdy nie zasypia, że razem z nim patrzymy na stopy metry w metrze i inne jednostki/ ludzkie wysypujące się pod Camden Town. Momentami w trakcie lektury czułam się wręcz nieco przytłoczona ilością zalewających mnie detali, co jednak nie sprawiło, że lektura była mniej przyjemna. Wydaje mi się, że ten – charakterystyczny dla tomu Większe – sposób pisania jeszcze głębiej zakorzenia go w świecie współczesnym, przecież równie pełnym bodźców i oddziałującym na odbiorcę z każdej możliwej strony.

Trudno tu mówić o obrazowości, trudno też doszukiwać się ciągłej, jednoznacznej opowieści. Wręcz przeciwnie, autor rysuje otaczający go świat szybkimi, krótkimi pociągnięciami ołówka, pozostawiając czytelnikom szkic, pojedyncze sceny, z których muszą oni sami zbudować sobie spójną całość. Pogoń za fragmentami przedstawionego świata wciąga, ale też męczy, zwłaszcza gdy, jak czytamy w jednym z wierszy: za szybą tyle ikon: kliknij/wyświetl/pobierz/ za szybą tyle ikon i żadnej świątyni. To swoiste przepełnienie i niepoukładanie, mnogość przedmiotów, miejsc i zdarzeń przypomina mi nieco skakanie pilotem po kanałach, tak, by na żadnej scenie nie zatrzymać się na dłużej niż na kilka minut. W rezultacie otrzymujemy kolaż wydarzeń, składający się w jedną spójną całość, lecz jednak wybiórczy, pozostawiający wiele możliwości do oceny interpretacji.

Jest to tym trudniejsze, że nie otrzymujemy w tych wierszach jednoznacznej oceny wszystkiego, co dookoła. Rzeczy uznane za wielkie i istotne dla ludzkości mieszają się tu ze sprawami codziennymi, ustalenie jakiejkolwiek hierarchii należy już do samego odbiorcy tekstów. Pokusiłabym się wręcz o stwierdzenie, że próba hierarchizacji czegokolwiek jest tu zbędna, że jedną z dużych zalet tego zbioru jest właśnie próba uniknięcia oceny, przyjęcia świata takiego, jakim jest. Na pierwszym kanale właśnie leci wojna/ na drugim kanale właśnie leci mecz – pisze Dalasiński w wierszu Telewizja w czasach zarazy i, moim zdaniem, te dwa wersy nawet po wyrwaniu z kontekstu  dobrze oddają naturę całego zbioru. Wojna i mecz, dwa wydarzenia nieomal przeciwstawne, tutaj – nieomal zlewające się ze sobą, oddzielone jednym kliknięciem pilota. Autor nie mówi co wybrać, można odnieść wrażenie, że celowo dystansuje się od świata, o którym pisze, jednocześnie nie pozostawiając czytelnikom żadnych wątpliwości co do tego, że widzi otaczającą go rzeczywistość i w pełni rozumie wszystkie jej niuanse. Jest to w moim odczuciu najlepsze świadectwo nie tylko jego dojrzałości jako autora, ale też  jego taktu i wiary w czytelnika. W ostatecznym rozrachunku bowiem to właśnie człowiek, czy osoba mówiąca, czy odbiorca wierszy, ma tutaj jakąkolwiek siłę sprawczą. (...) robię dwa kroki naprzód, przekraczam granice,/ aby wyznaczyć nowe albo zjeść coś jeszcze.

W opozycji do wspomnianego już przeze mnie, towarzyszącego lekturze uczucia chaosu i swoistego bałaganu stoi forma – w większości wierszy zaskakująco zwarta i zdyscyplinowana, nieomal klasyczna. Ścisły podział na strofy i silna rytmizacja tekstów w zaskakujący sposób kształtują ten pozornie rwący potok słów, pozwalając mu płynąć w ściśle określonym przez autora kierunku. Razem z nimi płynie zaś czytelnik – wciąż zagubiony, może na początku nieco przestraszony wartkim nurtem, a jednak z każdym kolejnym wersem coraz bardziej zagłębiony w lekturze. Ten kontrast, początkowo bardzo dla mnie zaskakujący, w ostatecznym rozrachunku wydaje mi się jednak dobrze wpływać na odbiór całości, pomagając zachować kontrolę nad lekturą oraz wprowadzając istotny w tym przypadku element ładu i celowości.

Czy nazwałabym Większe lekturą dla każdego? Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Z pewnością jest to książka wymagająca od czytelnika uwagi, trudna – by nie rzec: niemożliwa – do przeczytania w jeden wieczór. Aby zaś w pełni ją docenić, potrzeba nie tylko odpowiedniej ilości czasu, ale też pewnego specyficznego sposobu postrzegania rzeczywistości, umiejętności odcięcia się od uczuć, pozostawania obiektywnym obserwatorem. Wiersze zawarte w tym zbiorze, to wiersze pisane jak gdyby „z zewnątrz”, pozbawione zbędnego w tym przypadku ładunku emocjonalnego czy  bagażu osobistych doświadczeń. Pomimo pozornego chłodu i zdystansowania się osoby mówiącej, w końcowym rezultacie to właśnie poprzez swoistą emocjonalną sterylność tym głębiej uderzają i zapadają w pamięć. Uważam, że warto sięgnąć po najnowszy tom wierszy Tomasza Dalasińskiego, niezależnie od tego, jaki typ poezji preferujemy. Jest to lektura trudna, ale też bardzo dojrzała, mocna i – przynajmniej dla mnie – wysoce satysfakcjonująca.

Polecam.

Anita Katarzyna Wiśniewska

Tytuł: Większe
Autor: Tomasz Dalasiński
Wydawca: Łódzki Dom Kultury, Wydawnictwo Kwadratura, Łódź 2018
ISBN: 978-83-61680-31-4

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.