W najnowszym numerze...

Pomiędzy kwartałami śpieszył się - Aleksandra Słowik

Wiele jest tomów poezji, które zapadają w pamięć, na tyle wiele, że łatwo można się wśród nich zagubić. Niektóre z nich jednak są wyraziste na tyle, że nawet po dłuższym czasie nie sposób ich pomylić z czymkolwiek innym. Jedną z takich właśnie pozycji jest najnowszy zbiór wierszy Aleksandry Słowik Pomiędzy kwartałami śpieszył się i zwlekał. Można oczywiście powiedzieć, że jest to książka o wędrówce w poszukiwaniu zaginionego człowieka. Zaginionego, zagubionego, czy odchodzącego? – trudno powiedzieć. Wędrujemy przez miasto, z jego skrzyżowaniami, labiryntami domów, tłumami. Ktoś może stwierdzić, że przecież tego typu tekstów powstało już wiele, wystarczy choćby wspomnieć Ulissesa Joyce’a. Rzadko jednak zdarza się, by głosem opowiadającym o swojej wędrówce była kobieta. A jeszcze rzadziej – by był to głos tak wyrazisty i zdecydowany.

Co się stanie, kiedy zmieszamy ze sobą fascynację T.S. Eliotem, ważny, choć zdawałoby się, że już wyeksploatowany temat oraz intuicyjny sposób pisania? Wydawać by się mogło, że taka mieszanka, nawet jeśli nie szkodliwa, będzie należała najwyżej do przeciętnych. Nic bardziej mylnego. Pomiędzy kwartałami śpieszył się i zwlekał to zbiór pokazujący, że z kilku ryzykownych składowych również może powstać coś oryginalnego i zajmującego, jeżeli tylko są one wykorzystane przez kogoś, kto potrafi ich odpowiednio użyć.

Zbiór jest podzielony na cztery części. Miasta I, Domy, Miasta II, Skrzyżowania. Już same tytuły poddziałów wyraźnie wskazują na miejsce akcji, a lektura już choćby kilku pierwszych wierszy potwierdza przypuszczenia potencjalnego czytelnika: przestrzenią literacką rzeczywiście jest tutaj miasto, a nawet wiele miast, razem z wszystkimi ich elementami i ludźmi zamieszkującymi w nich. Razem z kobietą, bohaterką wierszy, wędrujemy przez kolejne „miejsca akcji”: z Paryża do Nowego Yorku, a stamtąd do ujścia Missisipi, tylko po to, by później powrócić koleją transsyberyjską. Mimo, że podane są tutaj bardzo konkretne dane – przez wiersze przewijają się nazwy miejscowości, ulic, charakterystycznych miejsc – trudno jest znaleźć jakikolwiek stały punkt odniesienia. Tak naprawdę bowiem nie ma tu nic stałego. Stałeś przy sklepie Thompsona na dwudziestej piątej./ A może to było jednak coś europejskiego – skwer/ w belgijskim miasteczku. Miasta zlewają się w jedno, liczy się sam obraz stojącego człowieka, jego obecność, to w jakim konkretnie mieście stał i dlaczego nie jest już tak istotne, być może dlatego, że gdziekolwiek był, teraz odszedł i szukanie go tam nie ma sensu.

Poetce udało się doskonale oddać w tekstach ruch i wędrówkę, nie ma tam nic stałego, czytelnik chcąc nie chcąc przenosi się w coraz to nowe miejsca, sytuacje, czasy. Gdybym miała wymienić jedną cechę poezji Aleksandry Słowik, która szczególnie rzuciła mi się w oczy w czasie czytania zbioru Pomiędzy kwartałami…, byłoby to właśnie nadzwyczaj wierne – rzecz niełatwa, gdy jako narzędzie ma się jedynie słowa – oddanie ruchu miasta, niekiedy sprawiającego wrażenie nieco bezładnego, jednak po chwili zastanowienia się nad nim doskonale uporządkowanego i celowego. Pokazany w kilku słowach pchli targ w wielkim mieście (…) wielkie, potężne obszary i te drugie,/ wymarłe w opuszczonych dzielnicach obrazują niejednorodność dzielnic. Na ulicach przypadkowy, chaotyczny ruch przechodniów i stary Żyd ciągnący wózek, a w domu – smarowanie chleba masłem i ktoś śpiący w pokoju obok, wszystko to pokazuje czytelnikowi rozmaite oblicza miasta. Pośpiech miesza się tu z chwilami skupienia. Wraz z bohaterką liryczną jesteśmy wchłonięci przez miasto, które jak brzuch Lewiatana zdaje się nas połykać i otaczać, by już kilka wierszy później rzucała nam się w oczy na tarasie kawiarni pszczoła wtulona w łyżeczkę.

Takie właśnie są te wiersze. Swoim klimatem rzeczywiście zdają się przypominać wędrówkę. Jak u Joyce’a, po chwili szaleńczego pędu, gdy traci się oddech między seriami oderwanych obrazów i zdań przychodzi czas na chwilę wytchnienia, szaleńczy bieg przez kolejne ulice kończy się momentem skupienia, a wędrująca kobieta – baczny obserwator – dostrzega nie tylko kolizję na skrzyżowaniu, ale też potykającą się i rozsypującą zakupy spacerowiczkę. Te obrazy nie są wartościowane, jak w kalejdoskopie przesuwa się przed naszymi oczami ciąg bardziej lub mniej znaczących odłamków życia miasta. Gwałtowne przeskoki między jednym obrazem a drugim, swoisty potok myśli, który zdaje się co chwilę zmieniać kierunek i wymaga ciągłego skupienia, są to cechy charakterystyczne dla poezji utrzymanej w konwencji strumienia świadomości. Są to jednak wiersze zdecydowanie bardziej uporządkowane, niepopadające w wielosłowie, dopracowane. Autorce udało się uniknąć częstego przy tego typu poetyce błędu, jakim jest pozostawianie tekstów „surowych” i niedoszlifowanych, sądząc, że ważniejsza jest w nich treść, niż forma. Widać więc tutaj doskonały przykład tego, że pisanie pozornie pod wpływem chwili, na bieżąco i zgodnie z tym, „co w duszy gra” może być połączone z solidnym rzemiosłem, co oczywiście wpływa na korzyść tekstów.

W całym zbiorze widać bardzo wyraźne nawiązania do twórczości Thomasa S. Eliota. Wiersze niejednokrotnie opatrzone są bardziej lub mniej obszernymi cytatami, z którymi koresponduje tekst odautorski. Rzuca się to w oczy szczególnie w ostatniej części zbioru, „Skrzyżowania”, o ile bowiem wcześniej cytaty te stanowiły raczej motta kolejnych poddziałów, ewentualnie dopełnienie tekstu, tutaj nieomal zaciera się granica między słowami Aleksandry Słowik i Thomasa Eliota, co widać szczególnie w kilku ostatnich wierszach. Jedynie przypisy pozwalają już wtedy odróżnić, kto jest autorem którego fragmentu, cytaty bowiem wplecione są tak umiejętnie, że tworzą integralną całość z resztą wiersza. Jak słusznie zauważył w swojej opinii (zamieszczonej na końcu zbioru) Bogdan Zdanowicz, momentami więcej tutaj cytowania, niż słów samej poetki. Jednak zabieg ten, nawet jeśli wydaje się dość ryzykowny, nie jest wadą tekstów, wręcz przeciwnie, dodaje im swoistego klimatu, którego zapewne nie dałoby się osiągnąć bez przytaczania słów autora Ziemi jałowej.

Przez kolejne miasta wraz z bohaterką liryczną i czytelnikiem przesuwa się jeszcze jeden człowiek, a raczej – jego nieobecność. Tak naprawdę nie wiemy o nim zbyt wiele, chociaż pokazywany nam jest wielokrotnie i w różnych sytuacjach. Człowiek jest namacalny, rzeczywisty, wiemy, że ma miejsce przy czole, gdzie mieszka ciemna plamka/ i ślad po długiej bliźnie. To do niego cały czas mówi bohaterka wierszy, chociaż wie, że nie uzyska odpowiedzi. Wiele jest tutaj wierszy-listów, przypominających, jak kroił ser na drewnianej desce czy spał z gazetą/ na brzuchu, z nosem w okularach, w butach na wznak (…). Jest więc człowiek, który odszedł, nie wiadomo dlaczego i na jak długo, nie wiadomo też dokąd – po co bowiem wtedy byłoby go szukać? Trudno jednak powiedzieć, w jakim stopniu ta właśnie osoba jest przedmiotem poszukiwać. Na pewno jest kimś, za kim się tęskni, kogo się wspomina, jednak tak naprawdę bardziej tu rzucają się w oczy obrazy miasta i urywki codzienności, niż właśnie informacje o poszukiwaniach zaginionego.

Z wierszy Aleksandry Słowik wyłania się obraz kobiety, która wciąż jeszcze nie znalazła tego, kogo szukała – lub czego szukała, bowiem stwierdzenie, że osoba mówiąca szuka jedynie innego człowieka byłoby tutaj zbyt dużym uproszczeniem. Może więc widać tu też poszukiwanie swojego własnego miejsca, a może pogoń za czymś, co już dawno znikło i pozostaje jedynie we wspomnieniach? Tak czy inaczej, cel podróży nie został jeszcze odnaleziony, być może nawet dotarcie do niego jest niewykonalne. „Z mojego bezsnu sens” – mówi jednak bohaterka liryczna. Być może tutaj celem podróży jest samo poszukiwanie?

 

Anita Katarzyna Wiśniewska

 

Autor: Aleksandra Słowik
Tytuł: Pomiędzy kwartałami śpieszył się i zwlekał
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza ŁośGraf, Warszawa 2013

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.