W najnowszym numerze...

Joanna Bator - Rekin z parku Yoyogi

Czasami, kiedy bardzo bym chciała gdzieś pojechać, ale nie mogę, włączam Mapy Google i wyruszam na wirtualny spacer. Chodzę nieznanymi uliczkami, szukam obcych mi roślin i śmieję się z dziwnie zrobionych zdjęć zabytków. Przy okazji jednej z takich „wycieczek” odkryłam, że da się piechotą przejść przez łączący dwa brzegi Amazonki most. Ale nie o tym chciałam opowiedzieć, a o tym jak znacznie później, pewnej letniej nocy, nagle zorientowałam się, że wylądowałam w Akihabarze, uprzednio odwiedziwszy parę innych miejsc na Wyspach Japońskich. Później doszła do tego jeszcze długa relacja z YouTube, pokazująca życie codzienne w tym samym miejscu – kto by pomyślał, że komuś będzie się chciało filmować swoje spacery po tej skądinąd kultowej dzielnicy Tokio? „Turystyka stacjonarna w rozkwicie!” – pomyślałam i kontynuowałam moją podróż przed ekranem monitora. Z całej wyprawy wyszłam nieco przytłoczona ulicznym hałasem, tłumami i ilością sklepów, ale jeszcze bardziej pewna jednego: muszę kiedyś zobaczyć to wszystko na własne oczy.

Opisana powyżej „wycieczka” nie wzięła się znikąd – dopiero co skończyłam książkę Joanny Bator Rekin z parku Yoyogi, która zafascynowała mnie do tego stopnia, że po prostu chciałam zobaczyć chociaż ułamek tego wszystkiego, o czym pisała autorka. Temat wydał mi się tym bardziej interesujący, że jakiś czas temu wśród części moich znajomych zapanowała moda na szeroko pojętą „japońszczyznę”. Przez dość długi czas obserwowałam ich fascynację kuchnią, modą i kulturą Kraju Kwitnącej Wiśni, sama do pewnego stopnia jej ulegając. Znajomi powyrastali, moda się skończyła, ale do dziś od czasu do czasu lubię przeczytać coś związanego z tym kręgiem kulturowym.

Rekin z parku Yoyogi przypałętał się do mnie przypadkiem, w zupełnie innym parku, na wydarzeniu poetyckim. Leżał pośród innych książek „do wzięcia”, uśmiechając się czerwono-białą okładką do przechodzących. Rzuciłam okiem do środka – całość została wydana na przyjemnym w dotyku, nieprzebijającym papierze, dodatkową atrakcją są ilustracje Przemysława „Trusta” Truścińskiego oraz Julii Yamato, nawiązujące swoją estetyką do mangowych publikacji oraz dobrze oddające ducha samej książki (jak okazało się w trakcie lektury). Postanowiłam zaopiekować się tą publikacją w odruchu bliżej nieokreślonej sympatii – kto nie chciałby przeczytać czegoś, z czego okładki szczerzy się do niego Godzilla? – a ona wynagrodziła wszelkie moje oczekiwania z dużą nawiązką. Morał? Przygarniajcie zbłąkane książki, odwdzięczą się.

Książka Joanny Bator nie jest, moim zdaniem, lekturą na jeden raz. W podzielonym na trzy części zbiorze krótkich felietonów dzieje się tak wiele, że przyswajany w zbyt dużych porcjach może nieco przytłaczać. Nie traktowałabym tego jednak jako wadę; treść jest bardzo gęsta, ale jednocześnie wciągająca. Poza tym trzeba pamiętać, że autorka próbuje skondensować w niecałych dwustu czterdziestu stronach to, co uważa za istotne dla pokazania w miarę pełnego obrazu Japonii – i udaje jej się to, jak sądzę – a niewątpliwie dużą sztuką jest uchwycenie spójnego obrazu całej kultury w jednej tylko książce. Swoją lekturę podzieliłam na małe części – czytałam po jednym, dwa, może trzy teksty na raz – i czytana w taki sposób książka dała mi bardzo wiele satysfakcji.

Tym, co jest dla mnie największą zaletą tej publikacji, jest fakt, że napisano ją z perspektywy człowieka, dla którego niektóre zjawiska i elementy kultury Japonii są już całkowicie oczywiste i zrozumiałe. Zauważyłam, że pisząc o innych kulturach autorzy często popadają w przesadę: albo zakładają, że czytelnik będzie już wiedział wszystko, albo – że będzie kompletnym ignorantem. Joanna Bator tego unika. Owszem, tłumaczy – w bardziej lub mniej bezpośredni sposób – część zjawisk, o których pisze, istnieje jednak wiele rzeczy, które pozostają w niedopowiedzeniu. Zakłada, że ma do czynienia z myślącym odbiorcą, który może nie wiedzieć wszystkiego, co ona, ale jednocześnie posiada pewne zaplecze społeczne i kulturowe, z którego umie skorzystać. Jednocześnie, zostawia czytelnikowi pole do jego własnych poszukiwań, pozwala, by sam znalazł więcej informacji na interesujące go tematy. Nie tyle podaje nam wszystko na srebrnej tacy, co pokazuje: „zobacz, to moim zdaniem jest interesujące i warto zwrócić na to uwagę”. Daje wiedzę, ale nią nie przytłacza. Suma summarum otrzymujemy książkę, która może zainteresować nie tylko ludzi nie wiedzących o  Japonii zupełnie nic, ale też takich, którzy trochę już takiej wiedzy zdążyli przyswoić. Ci pierwsi znajdą punkty zaczepienia, od których mogą zacząć swoją przygodę z kulturą japońską, sygnały, na co warto zwrócić uwagę. Ci drudzy – zbiór rzetelnie opracowanych ciekawostek, niekoniecznie z głównego nurtu turystycznego, nad którymi warto się zastanowić i którym warto dokładniej się przyjrzeć.

Podczas całej lektury nie sposób nie zauważyć subtelności, z jaką Joanna Bator oddaje różnice między znaną nam kulturą europejską a tą, z jaką spotyka się w Japonii. Pozwala sobie się dziwić, ale jednocześnie nie jest przy tym naiwna, nie nosi maski „głupiej turystki”. Nawet, jeśli może ją zaskakiwać Japonka, która w najgorszym letnim upale pędzi na rowerze zasłonięta od stóp do głów, nawet jeśli kontrast między japońskim kultem białej skóry a europejską pochwałą opalenizny może budzić zdumienie, pisze ona o tym z wdziękiem i sympatią, wyjaśniając, skąd wzięły się te różnice, nakreślając tło historyczne i społeczne. Nie sympatyzuje z żadną ze „stron”, jest obserwatorem piszącym o tym, co widzi.

Takt w wypowiadaniu się najbardziej zwrócił moją uwagę w felietonie dotyczącym Aokigahary – japońskiego lasu samobójców. Jak pisze sama autorka: „Byłam wychowywana tak, jakby śmierć nie istniała w ogóle. (…) Jakby śmierć była czymś nieprzyzwoitym (…). Chcemy, by martwi zniknęli nam z oczu, bo może wtedy zniknie sama śmierć.” Patrząc z perspektywy naszej kultury, w której nadal tematem tabu jest umieranie jako takie, co dopiero zaś śmierć zadana samemu sobie, istnienie znanego wszystkim miejsca, w którym można nieomal zwyczajowo odebrać sobie życie i nie budzi to niczyjego zgorszenia ani sprzeciwu może się wydać czymś dziwnym, wzbudzać skrajne emocje. Tymczasem autorka nawet w przypadku tak kontrowersyjnego tematu zachowuje obiektywizm i takt, wypowiada się rzeczowo, podaje fakty i zachowuje szacunek dla zmarłych. Może nawet pochwala, że Japończycy nie boją się mówić o śmierci i akceptować jej jako czegoś ludzkiego.

Największą popularność wśród ogółu czytelników mogą według mnie zyskać rozdziały zawarte w trzeciej części książki, Heterotopie, traktują one bowiem o tym, co w Polsce, zwłaszcza wśród młodzieży, zakorzeniło się najmocniej czyli o mandze, anime i wszystkim, co z nimi związane. Subkultura otaku czyli fanatyków japońskiej popkultury (co ciekawe, w samej Japonii to słowo nadal ma niejednokrotnie negatywny wydźwięk) nie jest już chyba w Polsce tak liczna jak jeszcze przed kilkoma laty, jednak wciąż rzuca się w oczy. Wydaje mi się, że dla członków tej właśnie grupy Heterotopie mogą się wydać interesującym działem – mówią o tym, co najbardziej utrwaliło się w naszej kulturze, przedstawiając jednak te same zjawiska w kontekście kraju, z którego się wywodzą. Mając już pewną wiedzę o tym, jak wspomniane środowisko działa i jest odbierane w Polsce, z tym większą ciekawością czytałam o tym, jak wygląda ono w Japonii. Oraz, oczywiście, o tym jak wygląda Akihabara, miasto w mieście, rejon Tokio specjalizujący się w sprzedaży elektroniki oraz artykułów związanych właśnie z mangą, anime i grami.

Ten dział zwrócił moją uwagę także z innych powodów. Po pierwsze – autorce doskonale udało się oddać klimat tego, o czym pisze. Z Heterotopii aż bije specyficzna aura rozedrgania; czytając mogłam momentami odnieść wrażenie, że sama poruszam się w tłumie, obserwuję dziewczęta w strojach pokojówek, oślepiają mnie wszechobecne neony. To, co wyobrażałam sobie podczas lektury niemal dokładnie pokrywało się z tym, co zobaczyłam i usłyszałam później, w czasie swojego wirtualnego spaceru, o którym pisałam już na początku tego tekstu. Wynika to być może z faktu, że w książce  Joanny Bator roi się od dokładnych opisów, że zwraca ona uwagę na najdrobniejsze nawet detale.  „Wydłużam krok i idę śladem mojego otaku, aż znika w jednym ze sklepików, tych sklepików bez witryny, nor, do których prowadzą strome i niezachęcające schody i gdzie miejsca jest na pozór tyle, co nic, ale za regałem otwiera się przejście znane wtajemniczonym, prowadzące do labiryntu” – czytam. Wyobraźnia pracuje. Pomijając specyficzne dla tego działu nawarstwienie elementów, tę duszną aurę, inną istotną rzeczą jest towarzyszące czytelnikowi poczucie zagubienia. Autorka czuje się zagubiona, wie, że obcuje z tematyką, która jest jej w dużym stopniu obca, próbuje definiować pojęcia, które członkowie subkultury, o której pisze, rozumieją intuicyjnie – i nie wstydzi się tego zagubienia pokazać. Jest to nie tylko bardzo realne i szczere, ale też w dużym stopniu odpowiada za bardzo wyrazisty klimat tej konkretnie części Rekina z parku Yoyogi.

Nie wiem, czy kiedykolwiek pojadę do Japonii, jeżeli nawet – raczej nie w najbliższym czasie. A jednak czuję się, jakby udało mi się chociaż trochę zrozumieć, co może czuć Europejczyk odwiedzający wciąż jeszcze nie do końca poznany przez nas kulturowo kraj, jakim jest Japonia. Przez kilka dni wraz z autorką Rekina z parku Yoyogi czytałam tabliczki ostrzegawcze w lesie samobójców, kontemplowałam stylizowane na epokę Edo bary i herbaciane pawilony, włóczyłam się po ciasnych uliczkach Akihabary. Po lekturze pozostałam z niedosytem, chciałabym wiedzieć, zobaczyć i poczuć jeszcze więcej. Ale przecież to właśnie jest wyznacznik dobrej książki – nieważne, jak długa, zawsze skończy się za szybko.

Anita Katarzyna Wiśniewska

 

Autor: Joanna Bator
Tytuł: Rekin z parku Yoyogi
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal sp. z o.o.
ISBN: 978-83-7747-966-7

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2018 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.