W najnowszym numerze...

Agata Jabłońska - Raport wojenny

Wydawca pierwszej książki Agaty Jabłońskiej, Biuro Literackie, rekomenduje ją następująco: „Poetycki debiut łączący intymność z zaangażowaniem w sprawy społeczne, z centralnym tematem wojny prowadzonej na różnych frontach – zarówno politycznych, jak i prywatnych. Wiersze jak meldunki ze świata wewnętrznego i sygnały ostrzegawcze, gdy konflikty społeczne podsycają intymne lęki, a strach o siebie i dziecko paraliżuje gardło. Instruktaż mówienia «nie» w sytuacjach, kiedy przemocowe władze próbują odebrać głos jednostce”[1]. Te równoważniki zdań w wypowiedzeniach złożonych unieruchamiają akcję, działanie, które w Raport wojenny krakowskiej poetki jest wpisane. Podmiot liryczny wierszy zawartych w tym tomie nie tyle bowiem zdaje relację ze świata pełnego różnego rodzaju konfliktów, ale próbuje w nim znaleźć ruchome miejsce dla siebie.

To napięcie między bezruchem a dynamiką stanowi oś konstrukcyjną nagrodzonego Silesiusem debiutu, dla którego kluczową emocją jest strach. A jak wiemy strach jednych paraliżuje, a drugich motywuje do błyskawicznej aktywności. Z powodu ukazania tych opozycyjnych reakcji na sytuacje kryzysowe tomik poetycki Agaty Jabłońskiej jest interesujący i choć jako pierwsza książka autorki mógłby w pewnie nieco innej formie wyjść dużo wcześniej (poetka była nominowana w konkursie im. Jacka Bierezina w 2007 roku), włącza się on w dyskurs o lęku, który odnajdujemy w polskiej poezji najnowszej, na przykład w twórczości Tomasza Bąka, Kiry Pietrek, Szczepana Kopyta, Jakobe Mansztajna, Dawida Staszczyka, Dawida Mateusza, Konrada Góry, Marcina Orlińskiego czy Radosława Jurczaka. Mam przy tym na myśli stany lękowe, które można by nazwać społecznymi, egzystencjalnymi i rozproszonymi (nie zawsze świadomymi).

Oczywiście „strach” i „lęk” nie są ze sobą tożsame, choć bywają używane zamiennie, synonimicznie. „Strach” to niepokój wywołany w obliczu realnego, namacalnego zagrożenia, a „lęk” to uczucie trwogi, obawy przed czymś, które często ma charakter irracjonalny i wyobraźniowy. W każdym razie w Raporcie wojennym Jabłońskiej obydwa te stany się pojawiają i są opisywane. O lęku możemy mówić chociażby w przypadku niepewności związanej ze śmiercią. W ciekawie skonstruowanym wierszu spekulacje (podział na trzy kolumny) otwierającym tomik czytamy:

jeśli     umrę sama to nie będziesz cierpiał nie będziesz widział        jeśli
umrę   sama na nic się nie przydam (bo się zdążę zepsuć); jeśli       umrę
sama   nikt mi nie pomoże, chociaż będzie lepiej niż gdybym przy    tobie

Jego forma odzwierciedla rozdarcie podmiotu lirycznego, który uruchomił myślenie kontrfaktyczne – „co by było, gdyby”. Zauważmy przy tym, że dylemat ostatecznie jest pozorny – każdy umiera samotnie, nawet gdy znajdują się wokół niego inni ludzie. Dlatego osoba mówiąca w wierszu zastanawia się nad tym, co „jeśli/umrę/tobie”, nie „z tobą” czy „razem”. Przeraża ją przy tym nie własne cierpienie, ale ból kochającej osoby, która będzie musiała pogodzić się ze stratą, bezużyteczność martwego ciała oraz obojętność czy bezradność zbiorowości wobec śmierci jednostki – „nikt mi nie pomoże”. Ludzka sprawczość ma bowiem swoje granice – nie jesteśmy w stanie zapobiec odejściu żadnego człowieka z tego świata.

Mogłoby się wydawać, że nie ma tu sformułowanych żadnych oryginalnych obserwacji, ale w wymiarze indywidualnym są one przejmujące. Podmiot liryczny utworów Jabłońskiej próbuje poradzić sobie ze stratami – przynależności do miejsc i osób (przeprowadzki), bezpiecznej sytuacji życiowej (zagrożenie wojną), miłości, młodości ciała, dziecka na rzecz świata zewnętrznego[2]. Ważna jest dla niego pamięć o ludziach – zarówno o tych wokół niego, uczestniczących w jego codziennym prywatnym świecie, pomimo podania imion anonimowych dla czytelnika; jak i o osobach-pomnikach, postaciach historycznych zakorzenionych w naszej świadomości kulturalnej, zwłaszcza o tych związanych ze sztuką. Stąd w wierszu sińce znajdziemy taki fragment: „(…) Adresy, które/ nie przyjmą listów, gliniane skorupki, uszka potłuczone o ściany/ ściany, dachy, misy. Gośka, Ola, Aśka”. Warto zauważyć, że środek stylistyczny, który tutaj poetka zastosowała – wyliczenie – potęguje uczucie pustki. Można odnieść wrażenie, że jest ona zagadywana, specjalnie przykrywana szczegółami. Pisząc o ludziach kultury, mam zaś na myśli takie postacie jak Jerzy Nowosielski, malarzy z rodziny Kossakowskich, Stanisława Wyspiańskiego, Jana Matejkę czy Józefa Mehoffera. Ci trzej ostatni pojawiają się u Jabłońskiej w dosyć przewrotnym utworze Kredą. Jawią się jako stałość, w której można się zakotwiczyć, niejako na przekór niestabilności kościoła (podwójnej – budynku i wspólnoty religijnej), dla którego powstała część ich dzieł. Dlatego wiersz ten kończy się takim wyznaniem wiary: „(…) Głęboko wierzę,// wierzę w Boga Ojca Wyspiańskiego, wszystkich aniołów Matejki/ i świętych Mehoffera”. Tymczasem w kościele „wibruje posadzka”, a „murowany kościec drzemie tu na przekór wstrząsom, ziemi”. Poetka przedstawia więc utajony, niepokojący, wewnętrzny ruch, który wywołuje lęk, ponieważ nie wiadomo, kiedy nastąpi jego kulminacja, eksplozja. Przywołanie postaci powyższych artystów może mieć również związek z osobistymi zainteresowaniami autorki Raportu wojennego – jest ona absolwentką historii sztuki, współpracuje z Muzeum Narodowym w Krakowie, przygotowuje wystawy, robi zdjęcia.

Oswajanie lęków jednostkowych i społecznych polega u Jabłońskiej nie tylko na przepracowywaniu trudnych tematów, ale i na pracy w języku. Przyjrzyjmy się utworowi Sarajewo:

Sarajewo

jeśli się znużysz włóż nóż do wanny niech
krąży jętka wierszówka giętka jak witka bzu i błyska
i pryska żarem kropli bo niedługo z groźną miną
miną mrozy w bzach bzyczeć będą czołgi
chrząszczy ktoś podłoży głos pod miasto i miny
będą wybuchać śmiechem jakby nie wiedziały

Widać tutaj zabawę brzmieniem („znużysz” przy „nożu”, „jętka” przy „giętka”, „groźną” w bliskim sąsiedztwie „mrozów”) oraz znaczeniem słów („mina” jako wyraz twarzy wyrażający chwilowy nastrój oraz „mina” jako ładunek wybuchowy wraz z zapalnikiem, także „miną” jako czasownik w 3. osobie liczby mnogiej). Zabawa ta służy jednak nie pustej ornamentyce czy popisowi językowej sprawności, lecz próbie zrozumienia bezsensu wojny oraz wyartykułowaniu obawy, że jest ona nieuchronna i wkrótce nadejdzie: „miną mrozy w bzach bzyczeć będą czołgi”. Aby przybliżyć ją własnemu doświadczeniu egzystencjalnemu, poetka zestawia ostre skojarzenia związane z konfliktami wojennymi z rzeczami przyjemnymi, bliskimi, bezpiecznymi. Dlatego nóż znajduje się w wannie, czołgi bzyczą w bzach jak pszczoły, miny wybuchają śmiechem jak szczęśliwi ludzie. W ten sposób pokazuje ona, że wojna w sposób niespodziewany i nieodwracalny zawsze niszczy to co intymne, osobiste, wartościowe, jest obcą siłą ingerującą w codzienną harmonię. Tytułując zaś wiersz Sarajewo, ukonkretnia Jabłońska zjawisko wojny, podkreślając, że dotyczy ono konkretnego miejsca i poszczególnych ludzi. W tym przypadku mowa o konflikcie bałkańskim.

Ponadto, wydaje mi się, że bardzo silna jest w Raporcie wojennym ironia. Dzięki niej poetka unika patosu i moralizowania, które występują często w dziełach literackich traktujących o uniwersalnym problemie zła w świecie. Ironia obniża lot, pozwalając dostrzec zjawisko wojny i w ogóle konfliktów międzyludzkich w całej złożoności tego problemu, umożliwia skupienie się na szczegółach. Chciałabym przy tym zaznaczyć, że nie uważam Agaty Jabłońskiej za poetkę stricte militarną. Opisywana przez nią wojna to również barokowa „wojna nasza, którą wiedziemy z szatanem, światem i ciałem” (z Sonetu IV Mikołaja Sępa‑Szarzyńskiego), a więc pisze ona głównie o relacjach ja-świat, ja-drugi człowiek, ja-ja. Szczególnie istotne są dla niej stosunki damsko-męskie, które kształtują tożsamość jednostki, na przykład w dwóch wierszach lustrzanych Nowosielski. W drugim z nich stwierdza: „albo człowiek jest duszą która szuka ciała w które wejdzie a ono/ wchodzi w nią taki stop coś czego nie osiągniesz poprzez związek dwu dusz”. Tym samym zastanawia się ona nad tym, czy czasem w drugim człowieku nie szukamy przede wszystkim siebie, czy w miłości nie potwierdzamy swojej samotności.

Jeśli chodzi o ironię i poetykę dystansu, zastanowił mnie również w Raporcie wojennym wiersz Rozum i godność człowieka. Czyżby nawiązywał on do jednej z legendarnych past, która zaczyna się następująco: „no i ja się pytam człowieku dumny ty jesteś z siebie zdajesz sobie sprawę z tego co robisz?masz ty wogóle rozum i godnoścczłowieka?ja nie wiem ale żałosny typek z ciebie,chyba nie pomyślałes nawet co robisz i kogo obrażasz ,możesz sobie obrażac tych co na to zasłużyli sobie ale nienaszego papieża polaka naszego rodaka wielką osobę (…)”(pisownia oryginalna, w pastach nie jest ważna ortografia i interpunkcja). Jeśli tak, to Jabłońska mruga tutaj do czytelnika, pokazując, że pojęcia takie jak „rozum”, „godność”, „człowieczeństwo” traktowane jako monumenty są trudne do zniesienia i po prostu nie przystają do codziennego życia. Potrzeba innego – naturalnego, może nawet potocznego – języka do mówienia o najważniejszych wartościach. Dlatego bawi mnie fragment tego wiersza, który uderza w postawę patriotyczną i polskie przywiązanie do ziemi: „Patrz, synuś, to jest nasza racja, albowiem to z tej ziemi,/ z tej ziemi wschodzą najlepsze buraki”.

Tomik Agaty Jabłońskiej składa się z 25 wierszy, a więc objętościowo jest skromy, choć siła utworów autorki Raportu wojennego jest duża. Lekturę wierszy można by określić jako dynamiczną ze względu na spójność książki oraz urozmaicony zapis graficzny tekstów poetyckich – są ujęte w krótkie strofy, w tym w dystychy, niektóre zostały umieszczone w prawym dolnym rogu strony, a wspominane już spekulacje, także wiersz berek, eksperymentują jeśli chodzi o rozmieszczenie kolumn wersowych. Pomijając jednak ich formę – która wprawdzie przykuwa uwagę i dynamizuje odbiór, ale po eksperymentach twórców poezji konkretnej nie jest specjalnie zaskakująca ani innowacyjna – można stwierdzić, że mamy do czynienia z dobrym, zmuszającym do refleksji nad sobą i światem tomem poetyckim, sprawnie napisanym i umiejętnie wyrażającym lęki podmiotu lirycznego. Może nie jest on przełomowy dla młodej poezji polskiej oraz nie odbiega od tego, do czego w liryce najnowszej się przyzwyczailiśmy, ale z pewnością mamy do czynienia ze świadomym, ukształtowanym już idiomem poetyckim, który ma wiele do zaproponowania czytelnikowi otwartemu na problemy społeczne i własne rozterki egzystencjalne, zwłaszcza na różne rodzaje strachu i lęku w jego wymiarze jednostkowymi i społecznym. Polecam zajrzeć do Raportu wojennego oraz śledzić dalsze kroki poetyckie Agaty Jabłońskiej.

Jolanta Nawrot

Tytuł: Raport wojenny
Autor: Agata Jabłońska
Wydawnictwo: Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2017
ISBN: 978-83-65125-53-8

 


 

[1] Zob. http://www.biuroliterackie.pl/ksiazki/raport-wojenny/ [online].

[2] W rozmowie z Dawidem Mateuszem Agata Jabłońska powiedziała: „Od czasu, kiedy jestem matką, prowadzę nieustanną wojnę ze społeczeństwem konsumpcyjnym, które różnymi drogami próbuje ukraść mi dziecko. Moimi wrogami były lub są wielkie korporacje, marki odzieżowe, moda i niektóre postacie z bajek Disneya. Abstrahując od mniej lub bardziej spiskowych teorii na temat ich wpływu na kształt świata, w codziennym oglądzie bezpośrednio wpływają na odmóżdżenie takiego małego człowieka, a finalnie, poprzez splot tych sztucznie generowanych pragnień, prowadzą do agresji. A od agresji prosta droga do krzywdy, która, jak wiadomo, rzadko trafia się prawdziwym skurwysynom”. Zob. http://www.biuroliterackie.pl/biblioteka/wywiady/najpierw-wezmiemy-manhattan/ [online].

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2018 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.