W najnowszym numerze...

Ilona Witkowska - Lucyfer zwycięża

Marcin Sendecki tak rekomenduje drugą książkę poetycką Ilony Witkowskiej: „Ilona Witkowska wie, co pisze, a to wcale nieczęste. Jej wiersze są jak dobrze wymierzone pociski melancholijnego gniewu. Warto uważnie śledzić ich lot” (blubr na tylnej stronie okładki tomiku Lucyfer zwycięża). Edward Pasewicz na skrzydełku jej debiutu Splendida realta notuje zaś: „Liryczne miniaturki. Zaskakujące skojarzenia. I wielogłosowość, urzekająca i niepokojąca, jakby autorka potrzebowała tysiąca głosów, by wybrzmiał ten jeden. Czytajcie a znajdziecie coś dla siebie”. Pierwszy z nich nazywa wiersze Witkowskiej „pociskami”, drugi „lirycznymi miniaturkami” i obydwaj mają rację. Utwory poetyckie Witkowskiej są jednocześnie ostre, wstrząsające, bolesne, jak i miękkie, czułe, otwarte na inność. Przy czym drugi tomik Lucyfer zwycięża jest kontynuacją pierwszego, choć pojawia się w nim kilka eksperymentów formalnych i inne jest rozłożenie akcentów. Poza tym pogłębieniu ulega w nim rozpacz podmiotki, która wie, że „rzecz w tym, żeby nie patrzeć zbyt bliska”, a jednak to robi, co ją boli, ale i pozwala nie stracić siebie w chaosie rzeczywistości.

Podstawowym doświadczeniem egzystencjalnym podmiotki wierszy Witkowskiej jest bowiem uczucie rozproszenia, które próbuje zażegnać, używając co jakiś czas 1. osoby liczby mnogiej. Robi to jednak przekornie, mając świadomość, że bycie we wspólnocie (także rozumianej jako jedność damsko-męska) daje tylko ułudę bezpieczeństwa, pewności i stabilizacji. Dlatego poetka „my”, „nas” podminowuje, pokazuje, że człowiek zawsze jest pojedynczy, osobny, że  granice pomiędzy jednostkami są bardzo wyraźne, wręcz nieprzekraczalne. W utworze równanie z trzema wiadomymi czytamy: „majowe słońce piekło mnie w głowę// (choć odruchowo użyłam formy nas, / byłam wtedy sama) // (odruchowo używając formy nas/ kogo miałam na myśli?)”, a w wierszu gniazdo ze śliny i gliny: „tu nic nie jest moje/ i wszystko jest moje // bo wszystko jest nasze// kim jesteśmy my?// a, tak sobie żeśmy/ pogadali”. Uwidacznia więc, że często w mowie potocznej posługujemy się formami zbyt ogólnymi, tak pojemnymi, że określają wszystkich i nikogo, używamy ich niejako mechanicznie, ponieważ istnieje w nas silna potrzeba tożsamości grupowej, przynależności społecznej. A stąd już blisko do populizmu. Ponadto „my” jest zbyt powierzchowne – nawet fałszywe, nieuczciwe – w obliczu losu jednostkowego, który jest trudny do wypowiedzenia w całej swojej złożoności i dramatyzmie samotności. Tym samym poetka sugeruje, że trudno o całkowite zrozumienie, a „space is cold”, co mogłoby znaczyć, że jednostka swoim komunikatem nie jest w stanie wyrazić wszystkich nękających ją „potworów głębin” i że kieruje go w chłodną, skonwencjonalizowaną przestrzeń: „twoja historia jest dramatyczna,/ moja też,/ ale opowiadamy je spokojnie,/ bo już mamy pewną wprawę.// hej ho, hej ho, space is cold” (potwory głębin).

Czy w takim razie Witkowska w swoim tomiku tworzy pesymistyczną wizję świata? Powiedziałabym raczej, że przedstawia paradoksy wspólnotowego i pojedynczego istnienia oraz ironicznie podchodzi do bezmyślnych, stadnych zachowań ludzi, czyli krytykuje ślepe podążanie za tłumem. Zauważa przy tym, że (polski?) konformizm jest związany z lękiem przed pełnym, samodzielnym życiem oraz wynika ze strachu przed odrzuceniem, społeczną krytyką.  Daje też do zrozumienia, że poczucie zagrożenie wypływać może w przypadku części osób ze świadomości skomplikowanej sytuacji politycznej i z wiedzy o poziomie degradacji środowiska naturalnego. Jednakże głosy zorientowanych nie przebijają się do ogółu: „Laura znalazła w encyklopedii informację na temat wygięcia/ powierzchni jeziora Ontario.// zdruzgotana, milczy” (zwiastowanie ludziom bez serc). Atmosferę trwogi w tomiku Witkowskiej potęguje obraz Boga, który nie jest potężny, sprawiedliwy, wszechmocny, reagujący na zło w świecie, lecz zdegradowany przez człowieka, ośmieszony i traktowany niepoważnie, a także określany za pomocą oksymoronów: „bóg litościwy, ale skłonny do kary” (głupi i jebnięty – takich nienawidzę). Stąd taka apostrofa do Chrystusa w wierszu świnie: „o mój panie Jezu nabity na patyk – / owocu okrutnych, lecz dziecinnych zabaw, // my się teraz tutaj bawimy inaczej” oraz przedstawienie sytuacji zagubienia w górach w utworze w ranach swoich ukryj mnie, którego tytuł nawiązuje do treści modlitwy Duszo chrystusowa św. Ignacego z Loyoli. Nie ma tu więc pewności wynikającej z głębokiej wiary.

Warto jednakże zauważyć, że i zło jest u Witkowskiej komiczne, wprawdzie okrutne, ale jakby niedojrzałe, dziecinne: „kiedy byłam mała, babcia uczyła mnie/ deptać dżdżownice i nie przejmować się./ mówiła: o, tak! o, tak!” (najlepiej jest tam, gdzie jesteśmy, bo to właśnie my); „co z tym komendantem obozu/ co miał kwiaty i zwierzątka?” (samolot leci, nie zrzuca bomb). Można by nawet stwierdzić, że bywa słabe jak „chudy wilk” z wiersza galeria rozrywki, wejście nocne. Odwieczne pytanie: skąd zło?, zostaje zaś zastąpione pytaniem: „co jest dobre w człowieku?” (nieplanowany postój w ustronnym miejscu). Witkowska odwraca zatem perspektywę – człowiek jest z natury zły, a nie dobry, dobro dopiero trzeba w nim odnaleźć. Oczywiście groteskowe ujęcie problemu dobra i zła może być jeszcze bardziej przerażające niż filozoficzne, racjonalne, a więc zimne podejście do tego zagadnienia. Co więcej, poetka mówi, że „Lucyfer zwycięża” dosyć mocno właśnie przez zestawianie tego, co jasne, ciepłe, niewinne, także śmieszne, z obrazami nieszczęść i przejawami zła: „ptaszki ptaszki/ te festony świateł/ to jest drut kolczasty (Lucyfer zwycięża); „łódź zatonęła koło Lampedusy./ śmialiśmy się: Łódź zatonęła? miasto?// my tu się śmiejemy, oni tam umierają.// więc co? mamy się nie śmiać?/ kiedy się nie śmiejemy, to też umierają” (kółko graniaste). Z drugiej strony owo przekonanie o dominacji Lucyfera może nie być ostateczne, skoro w tytule tomiku autorka posłużyła się czasem teraźniejszym. Czyżby sugerowała, że walka dobra ze złem jest wieczna, a szala raz przechyla się na jedną, raz na drugą stronę? Zauważmy, że w tytule popularnej piosenki religijnej, do której chyba nawiązuje Witkowska, mamy czas przeszły: Jezus zwyciężył.

Jeżeli chodzi o budowę całego tomiku i pojedynczych wierszy, to tak samo jak w przypadku Splendida realta jest ona zwarta i konsekwentna. Jej wiersze są wielogłosowe, pozszywane z zasłyszanych czy przeczytanych wypowiedzi, ale w taki sposób, że nie widać szwów. Co ciekawe, poetka przedstawia świat w skali mikro, ale mając z tyłu głowy skalę makro – tak jakby pojedyncze wiersze-odłamki szkła mogły się kiedyś z powrotem, choć nie w sposób idealny, ułożyć w lustro. A może lepszym określeniem na metodę twórczą poetki byłby patchwork? W każdym razie z cudzych głosów Witkowska tworzy głos własny. Ponadto w książce Lucyfer zwycięża dwa wiersze – psia poduszka i mama Oli – są próbami prozy poetyckiej, a utwór moim marzeniem było przenieść rzekę to zabawa wizualnym tekstem, choć może nie za bardzo oryginalna (wiersz zbudowany jest z dwóch kolumn – wyrównanych do lewej i prawej strony – oraz z kolumny środkowej, która znajduje się poniżej nich), prawdopodobnie nawiązująca do biblijnej historii przejścia Izraelitów przez Morze Czerwone (Księga Wyjścia).

Drugi tomik Witkowskiej, Lucyfer zwycięża, nie jest więc łatwy do analizy i interpretacji, ale bardzo ciekawy i inspirujący. Stawia podstawowe pytania dotyczące statusu jednostki w świecie i obecności zła. Nie daje gotowych rozwiązań, ale wybija ze strefy komfortu, zmusza do refleksji. Wiele fraz po prostu zapada w pamięć, na przykład: „drapieżniku,/ zatrzymałam cię/ jednym palcem” (życie w gruncie rzeczy nie jest komiczne?). Z pewnością będę jeszcze wracać do tych 37 wierszy. Interesującą kwestią, której nie udało mi się tutaj poruszyć, jest rola psa w tomiku Lucyfer zwycięża i w całej twórczości Ilony Witkowskiej. Polecam się jej przyjrzeć.

Jolanta Nawrot

Autor: Ilona Witkowska
Tytuł: Lucyfer zwycięża
Wydawca: Korporacja Ha!art, Kraków 2017
ISBN: 978-83-65739-22-3

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2018 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.