W najnowszym numerze...

Izabela Kawczyńska - Balsamiarka

Są takie książki, od których trudno się uwolnić. Które wracają, nie pozwalają o sobie zapomnieć. Już w czasie czytania męczą, drażnią, więc odkładasz je, czasem wręcz rzucasz. Ale znów sięgasz, wchodzisz w dziwne klimaty, nasiąkasz ich światem. Taką książką jest Balsamiarka Izabeli Kawczyńskiej. Pierwsza powieść łódzkiej poetki, wydana w 2015 roku, w moje ręce trafiła na początku roku 2017. I tak od kilkunastu miesięcy zmagam się z tą książką. Postanowiłam w końcu o niej napisać.

Balsamiarka to historia kobiety, która podejmuje pracę w zakładzie pogrzebowym, jako osoba przygotowująca zwłoki do pogrzebu. Dostajemy więc bogate, pełne szczegółów opisy zwłok, rozkładających się ciał, metod ich „obróbki”. Już sam temat fizycznego wymiaru ludzkiej śmierci, rozpadu ciała i procesów, którym ciało jako materia podlega nie należy do łatwych, a Kawczyńska zdecydowanie nie ułatwia nam zmierzenia się z tym.

„Zazwyczaj po myciu, dezynfekowaniu na zewnątrz (wacikami nasączonymi odkażającym płynem przemywamy okolice ust i oczu, następnie spłukujemy płyn silnym strumieniem wody, oprócz tego wcieramy antybakteryjny krem w odbyt – u mężczyzn – albo w odbyt i pochwę – u kobiet), po dezynfekowaniu od wewnątrz (robimy cztery zastrzyki po dwieście mililitrów odkażającego płynu do jamy brzusznej i opłucnej, gdzie gnicie zaczyna się najszybciej), następuje upiększanie, czyli korygowanie wszystkich niedociągnięć, aby drogi N.N. wyglądał w trumnie wyjściowo; chodzi tu o takie drobiazgi jak usuniecie muszych larw – jeśli zdążyły się zadomowić – pozbycie przykrego zapachu z ust czy wytarcie nosa. Potem obcina się paznokcie, które rosną nawet po śmierci, a mężczyzn goli.”

Kontrowersyjne? Obrzydliwe? A może po prostu naturalne? Żyjemy w świecie, w którym obowiązuje kult młodości, piękna. Kult ciała, które jednak nie ma prawa starzeć się i umierać. Śmierć, w jej wymiarze fizycznym, stała się tabu. Coraz częściej zachowujemy się tak, jakbyśmy byli bohaterami gry komputerowej i mieli w zapasie kolejne życia. Mamy problem nawet z mówieniem o niej (czego dowodem może być choćby ilość słów, którymi zastępujemy wyraz „umrzeć”, tak by „nie wywoływać wilka z lasu”). A przecież dopiero od niedawna śmierć w kulturze jest czymś wstydliwym. Kiedyś publiczne egzekucje gromadziły tłumy. Potem pojawiły się publiczne sekcje zwłok – jedną z nich pokazał Rembrandt na znanym obrazie Lekcja anatomii doktora Tulpa. Jeszcze dziś, w obszarach kultury tradycyjnej, czyli na przykład na wsiach, praktykuje się zwyczaj czuwania przy zwłokach spoczywających w domu do momentu pogrzebu – jest to jednak obyczaj zanikający.

W książce Kawczyńska idzie jednak dalej. Nie tylko pokazuje, że śmierć jest czymś naturalnym. Świat zmarłych okazuje się bezpieczniejszy od świata żywych. Jest przewidywalny. Trupy nie krzywdzą, nie mają już rozbuchanego ego. Świat „żywych” w Balsamiarce zapełniają apodyktyczna matka, babka – fanatyczka religijna, ojciec, którego trzeba pochować dwa razy, mąż… Zaiste, lepiej spotkać nieboszczyka niż  człowieka.

Jednak nie sprowadzajmy powieści do turpizmu i epatowania scenami rozkładu. Kawczyńska bardzo sprawnie operuje odwołaniami i toposami kulturowymi. Jej wykształcenie – jest psychologiem klinicznym – powoduje, że bohaterowie, acz często groteskowi, są prawdopodobni, wiarygodni. No właśnie, groteska. To jeden z kluczy do tej powieści. W tej książce nieustannie zderzają się ze sobą piękno i brzydota, tragizm i komedia. W jednym z wywiadów autorka powiedziała: „Te dwa światy współistnieją w sposób naturalny. To my tworzymy dualizm. Dzielimy rzeczy na piękne i brzydkie, tragiczne i komiczne itd. Ten podział istnieje tylko w naszym umyśle, a życie jest jednocześnie takie i takie. Jeśli chciałam pozostać wierna prawdzie o życiu – a chciałam – musiałam oddać to także na poziomie języka. Nawet jeśli jest to tylko jakaś tam prawda o jakimś tam życiu”. Tak więc bywa tragicznie, ale bywa też śmiesznie. Przy lekturze równie często na waszych twarzach może zagościć grymas obrzydzenia, jak śmiech.

To na pewno nie jest lektura dla każdego, ale myślę, że warto spróbować. Może Balsamiarka pomoże komuś oswoić śmierć. Do wszystkiego wszak można się przyzwyczaić: „Wkrótce ja też się przyzwyczaiłam. Patrząc na zmarłych, nie widziałam już antycznego chóru, tylko pływalnię – chyba przez te zielone kafelki w głównej sali i w korytarzu, i przez odpływ na środku podłogi w Sali, gdzie myliśmy ciała – po prostu wielki, zielony basen, taki jak ten, w którym pewnego razu omal się nie utopiłam, ale nie nauczyłam się pływać. I wszędzie leżeli nadzy pływacy – nic do czego nie można by się przyzwyczaić”.

Dorota Ryst

Autor: Izabela Kawczyńska
Tytuł: Balsamiarka
Wydawnictwo: Videograf, Chorzów 2015
ISBN: 978-83-783538-2-9

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2018 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.