W najnowszym numerze...

Tomasz Pułka - Wybieganie z raju

Dzięki legendzie literackiej, przez legendę literacką

Legenda literacka z jednej strony sprzyja autorowi, wokół którego powstała, z drugiej strony mu szkodzi, oddalając od obecnych i przyszłych czytelników. Dlaczego? Wspomaga promocję, sprawia, że dany pisarz lub poeta staje się rozpoznawalny, może dotrzeć do większego grona odbiorców, chętniej zaprasza się go na spotkania i festiwale (jeśli jeszcze żyje) lub dyskutuje o nim. Jednocześnie legenda literacka spycha rzetelną analizę dzieł legendarnego autora na dalszy plan, ważniejsza staje się opowieść o jego życiu niż to, co napisał. Może też dochodzić do sytuacji, gdy mniej lub bardziej profesjonalni czytelnicy na siłę doszukują się w wierszach lub prozie „legendy” elementów autobiograficznych. Stąd też recenzje i noty o autorze składające się w 3/4 z życiorysu, pełne nic niemówiących lub przesadnych określeń typu „głos pokolenia”, „jeden z najważniejszych poetów we współczesnej literaturze polskiej”, „nadzieja polskiej prozy”, pozbawione interpretacji, powtarzające to, co powiedział o nim bądź napisał któryś z krytycznoliterackich autorytetów (jeśli możemy dzisiaj mówić o krytycznoliterackich autorytetach), porównujące tego autora do innych młodo i tragicznie zmarłych twórców, uzależnionych od alkoholu lub narkotyków, postępujących i wypowiadających się kontrowersyjnie, zaplątanych w jakieś środowiskowe historie, o charakterystycznej, najlepiej miłej oku aparycji.

Piszę to, ponieważ kiedy czytam teksty o Tomaszu Pułce, zawsze przynajmniej zahaczają one o jego „legendarność” i należałoby się do tego ustosunkować. Biuro Literackie, które właśnie wydało Wybieganie z raju, czyli jego wiersze zebrane z lat 2006-2012, również nie obyło się bez określenia w blurbie Pułki jako „legendarnego krakowskiego poety”.

Co na to Pułka i jego wiersze?

A wydaje się, że sam Pułka był daleki od lansu. Nie znałam go osobiście, ale z różnych jego wypowiedzi rozproszonych w internecie wynika, że niechętnie patrzył na tych, którzy za wszelką cenę chcieli być „doceniani”, chcieli się podobać, a ich ego było (jest?) na wyższym poziomie niż twórczość. W rozmowie z Romanem Honetem stwierdził: „Coraz bardziej natomiast drażnią mnie mechanizmy autopromocji, to ostentacyjne «robienie sobie dobrze» w wydaniu autorów startujących z poziomu estymy zdobytej wśród znajomków na portalu poetyckim, klepanie się po tyłkach, utwierdzanie swojej rzekomej wartości. Coś, co niegdyś było jedynie domeną osiedlowych grup poetyckich, zaczyna trawić regularny obieg wydawniczy”. I dalej: „Nie wydaje mi się, żeby rozgłos był istotny. Rezonans owszem”[1]. Co więcej – kiedy zagłębimy się w wiersze Pułki, dostrzeżemy, jak dużą wagę przywiązywał on do poetyckiego rzemiosła i języka jako niedoskonałego środka komunikacji, jak bardzo drażniło go pustosłowie, które spotykał u wyśmiewanych przez siebie „klasyków” (choć można by się kłócić z jego wyborem nazwisk, a bunt wobec starszych poetów uznać za naturalny). Co więc mówią o nim same wiersze, bez otoczki „legendy”? Przyjrzę się wybranym utworom, jednocześnie patrząc na Wybieganie z raju jako całość. Możemy uznać ten tekst za recenzję tej publikacji. Musimy mieć jednak świadomość, że sam Pułka nie wpłynął na ostateczny jej kształt. Zawiera ona oprócz opublikowanych za życia autora tomików takich jak Rewers (2006), Paralaksa w weekend (2007),Mixtape (kawałki na beat-box i sopran) (2007), Zespół Szkół (2010), pośmiertnego Cennika (2012) i dwóch biuletynów poetyckich, których poeta był współautorem, czyli Obiecywał Ruski wolną Polskę (2008) i Kryzysu. Biuletynu poetyckiego (2009), także nieznane dotąd przygotowywane przez niego do druku projekty tomów poetyckich oraz wiersze z plików komputerowych, rękopisów i zeszytów, które mogłyby wyjść w druku w nieco innej postaci czy też zupełnie przekształcone albo nawet zostać usunięte,gdyby autor żył.

Trawers na rewersie jaźni

Pułka, podobnie zresztą jak wielu innych twórców, posługuje się charakterystycznymi dla siebie słowami-tropami. Paweł Kaczmarski w swoim szkicu pod koniec Wybiegania z raju dzieli je na dziesięć grup: 1) gałązki, sznureczki; 2) gramatyka; 3) język – podniebienie – gardło; 4) matka, ojciec; 5) pieniądz – pieniążek – moneta; 6) pokazać, wskazać; 7) powinności; 8) porzeczka, paralaksa; 9) ręka – noga – głowa; 10) „się”, się[2]. Ponadto w debiutanckim tomiku w tytułach wierszy pojawiają się odniesienia do muzyki, a konkretnie obcojęzyczne nazwy temp muzycznych czy sposobów artykulacji w grze na instrumentach: Szczypta (adagio, legato), Didaskalia (rallentando),Bilet (calando), Punkty papilarne (accelerando).Pułka zwracał więc uwagę na wykonywanie swoich utworów, na ich warstwę brzmieniową. Na zachowanych nagraniach ze spotkań z nim czy ze slamów uwieczniono jego próby beatboxowania. Część niepublikowanych dotąd wierszy – te parodiujące dykcje innych poetów, m. in. Czesława Miłosza, Tadeusza Różewicza i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego – zostało zaś nazwanych „coverami”. Myślę, że z chęci nadania utworom muzyczności wynika rwany tok tekstów tego poety, także zestawianie ze sobą niepasujących do siebie (być może tylko pozornie) fraz. Można bowiem odnieść wrażenie, że większość utworów Pułki to kolaże lub może lepiej – wiersze, które chcą sprawiać wrażenie „wygenerowanych”. Oczywiście można by to banalnie wyjaśnić narkotycznymi wizjami poety, ale można też uznać taki sposób pisania za metodę twórczą, którą celnie Kaczmarski nazwał „sinusoidą”. Zresztą, te dwa podejścia się nie wykluczają.

Ponadto dochodzi do tego technika improwizacyjna. W wierszu Próba (improwizacja alla zingarese) została ona wskazana już w tytule. Utwór ten cechuje się apokaliptyczną atmosferą i surrealistycznymi obrazami: „kiedyś zostanie tylko niebo przekłute na wylot a zamiast zbawienia/ przyjdą ślepe/ pająki i pleśń dziergająca tak piękny świat że płacze gdy kończy się/ msza/ albo dwoi wracając do kołyski z kart gdzie tarot i wróżba/ klęcząca pod ścianą proszą o pocałunek i deszcz”. To w nim pojawia się metaforyczne określenie „trawers na rewersie jaźni”: „Więc może najpierw granica/ rysowana/ od ręki wdowi grosz i trawers na rewersie jaźni?”[3]. Moim zdaniem pasuje ono do całej twórczości Tomasza Pułki.

Przypomnijmy, że słowo „trawers” nie ma jednego, precyzyjnego znaczenia, podobnie jak „rewers”. „Trawers” to zarówno „szlak górski biegnący w poprzek zbocza góry lub trasy skalnej”, jak i „poprzeczna belka wzmacniająca konstrukcję czegoś” czy „grobla biegnąca od brzegu w kierunku głębokiego miejsca w korycie rzeki”. „Rewersem” zaś określamy „odwrotną stronę monety czy medalu” czy w ogóle „lewą stronę czegoś”, ale też „dokument zawierający pokwitowanie otrzymanych pieniędzy czy jakichś przedmiotów”. Z „jaźnią” jest łatwiej, bo rozumiemy ją jako „świadomość własnej osobowości; w psychoanalizie: jeden z elementów osobowości”[4]. Nie bez znaczenia jest również rym „trawers-rewers” i zawarte w obu tych wyrazach słowo „wers”. Jak więc wyjaśnić tę autotematyczną metaforę? Myślę, że odnosi się ona do sytuacji poety, który prowadzi z odbiorcami świadomą grę, opartą na efekcie niezgodności i zaufaniu wobec czytającego. Pułka pokazuje niejako podszewkę siebie i podszewkę języka, czyli to, co w nim jako konkretnej jednostce o imieniu i nazwisku Tomasz Pułka jest nieoczywiste, niespójne, zaskakujące, niekonieczne pokazywane światu, oraz możliwości systemu językowego, z których nie zawsze zdajemy sobie sprawę i które z pozoru wydają się nielogiczne. Czytelnik może odnieść wrażenie sztuczności czy nieprzystawalności języka wierszy Pułki do codziennego języka, ale powinien sobie zadać rewersowe pytanie – a może to moja mowa potoczna nie odzwierciedla w pełni tego, kim jestem naprawdę, nie oddaje mojego skomplikowanego świata wewnętrznego, jest daleka od prawdy „jaźni”? Przy tym Pułka zostawia dla odbiorcy dużo miejsca, nie prowadzi go za rękę, ale pozwala dokonywać indywidualnych odkryć na stromej drodze i cieszyć się z nich. Słowa „trawers” i „rewers” obracają ponadto na nice podstawową cząstkę strukturalną wiersza, jaką jest wers. Ma on być odbiciem nieobliczalnego procesu myślowego, odpowiedzią na świat, spontaniczną iskrą, nie wyrafinowanym i schematycznym „ładnym pisaniem”.

Wiersze „bardziej ułożone”

Są jednak i takie wiersze Pułki, które określiłabym jako „bardziej ułożone”. Za przykład niech posłuży mój ulubiony utwór pt. Najpiękniejszej dziewczynie świata[5].

Wiersz ten zaczyna się zaczepnie i złośliwie: „Wiesz, że na twojej twarzy kończy się przyjemność?”. Dalej  podmiot liryczny wymienia to, co można by z ową piękną twarzą robić: „mówić”, „pisać”, „haftować”, „naszywać”. Przechodzi od refleksji nad przydatnością piękna jako takiego do niebezpieczeństw z nim związanych. Powoduje bowiem, że przestajemy racjonalnie myśleć. Poza tym ma ono ograniczoną moc oddziaływania i zawsze gdzieś się kończy, na przykład „cieniami wokół szyi, dookoła kadru”. Podmiot liryczny nie przestaje na pięknie ludzkiego ciała. Porównuje je do „ładnej poezji”, którą rozumie jaką taką, która dba jedynie o elementy dekoracyjne, o to, żeby była „z rytmem, rymem”, by zawsze kończyła się „dobrą zgłoską albo lepszym morfemem”. Innymi słowy Pułka krytykuje poezję wysokoartystyczną, broniącą języka wysokiego, brzydzącą się przekleństwami i w ogóle językiem potocznym. Nie chce takiej tworzyć, zauważa, że nie mówi ona o jego problemach, o świecie, w którym żyje, jest zdystansowana i oziębła, nie przyjmuje do wiadomości, że są inne sposoby „na seks, pocałunki, pieszczoty”, a więc, że można je wyrażać innym, bliższym człowiekowi językiem. Konstatuje, że „dziecko” poezji wysokoartystycznej jest celem samym w sobie: „nie ma nic ponad dziecko/ wyjęte spomiędzy twoich warg”. Summa summarum zarówno on, jak i „klasycy” tworzą poezję, tylko inną.

Najpiękniejszej dziewczynie świata to utwór poprowadzony widoczną linią, pojawiające się w nim obrazy poetyckie wynikają kolejno z siebie, zmierzając ku puencie, która została graficznie wyodrębniona. Można by określić go jako „zrozumiały” w porównaniu do innych wierszy zawartych w Wybieganiu z raju, ale i on pracuje w języku. Charakterystyczne są dla niego aliteracje i bazowanie na skojarzeniach językowych, dobrze przemyślana składnia.

Co nam daje Wybieganie z raju?

Tomasz Pułka nie jest poetą jednolitym, piszącym wiersze cały czas tak samo. Lubił eksperymentować, inspirował się awangardą. W jego ostatnich utworach poetyckich można zaobserwować, jak swobodnie bawił się zasadami gramatyki czy jak rosło jego zainteresowanie innymi językami, także kodem informatycznym (aby się o tym przekonać polecam przeczytać chociażby utwór *** (Vszistko), s. 300-309).Dzięki książce Wybieganie z raju możemy prześledzić zbyt wcześnie przerwany poetycki rozwój Tomasza Pułki. W wieku 24 lat znaczna część poetów ma za sobą dopiero debiutancki tomik czy pierwsze publikacje wierszy w czasopismach lub portalach internetowych. Pułka zaś na tym etapie swojego życia w wyniku śmiertelnego wypadku przerwał swoją poetycką działalność. Wybieganie z raju uświadamia nam również ogrom jego twórczej pracy. Publikacja zawiera mniej więcej tyle wierszy, ile w całym swoim życiu wydała Wisława Szymborska (około 350), która żyła 89 lat! I choć wiadomo, że nie liczba tekstów jest najważniejsza, to w przypadku Pułki świadczy ona o tym, jak bardzo poezja była ważna w jego życiu i o tym, że starał się on znaleźć język dla siebie najwłaściwszy. Ponadto redaktorzy wierszy zebranych dobrze podeszli do swojego zadania, przyznając prym książkom wydanym nad „doraźnymi” biuletynami poetyckimi  i w związku z tym nie powielając w innych konfiguracjach znanych tekstów. Jednocześnie uwzględnili pojawiające się w kolejnych zbiorach i aranżacjach utwory będące „wariantami wiersza dysinformatywnego”. Rozgardiasz pozostawiony przez Pułkę udało się więc im logicznie uporządkować, zachowując przy tym eksperymentalny charakter jego twórczości.

Pomimo tego, że istnieją powody, dla których uznaje się Tomasza Pułkę za postać legendarną czy za zalążek legendy (wczesna śmierć, odważne wypowiedzi, szybki literacki sukces, problemy psychiatryczne i uzależnienie od narkotyków, podejmowanie się „niepoetyckich” prac),ja jednakże trzymałabym się bardziej wierszy, które dzięki Wybieganiu z raju możemy wszystkie poznać.  Z pewnością zasługują one na dokładne opracowanie, bardziej szczegółowe i uporządkowane niż mój krótki szkic. Osobną kwestią do zbadania jest także to, jaki faktycznie wpływ ma poezja Pułki na współczesnych najmłodszych poetów.

Jolanta Nawrot

Autor: Tomasz Pułka
Tytuł: Wybieganie z raju (2006-2012)
Wydawca: Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2017
ISBN: 978-83-65125-61-3



[1] T. Pułka, Czuję się zdecydowanie nieświadomy swojego pisania [rozm. R. Honet], online: portliteracki.pl [dostęp: 18 sierpnia 2017 roku].

[2] P. Kaczmarski, Sinusoida. O metodzie poetyckiej Tomasza Pułki, [w:] T. Pułka, Wybieganie z raju (2006-2012), red. J. Mueller i K. Sztafa, Stronie Śląskie 2017, s. 408.

[3] T. Pułka, Próba (improwizacja alla zingarese), w: tegoż, Wybieganie z raju (2006-2012), red. J. Mueller i K. Sztafa, Stronie Śląskie 2017, s. 19.

[4] Wszystkie przytoczone definicje pochodzą z internetowego Słownika języka polskiego PWN: sjp.pwn.pl.

[5] T. Pułka, Najpiękniejszej dziewczynie świata, w: tegoż, Wybieganie z raju (2006-2012), red. J. Mueller i K. Sztafa, Stronie Śląskie 2017, s. 124.

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.