W najnowszym numerze...

Hanya Yanagihara - Ludzie na drzewach

Zastanawiając się nad tytułem mojej recenzji Ludzi na drzewach, nie wiem skąd przyszło mi skojarzenie z obdzieraniem ze skóry – byłaby to analogia adekwatna, gdyby nie ból, towarzyszący ofierze, i ból (psychiczny), towarzyszący wrażliwemu obserwatorowi tortury. Tymczasem Yanagihara odziera rzeczywistość ze złudzeń, ale robi to bezboleśnie, w niektórych miejscach anatomii powieści całkowicie beznamiętnie, w innych, bardziej newralgicznych, miejscach nawet z pewną wprawą i wirtuozerią (trzeba tu zaznaczyć, że jest to bardzo udany debiut powieściowy). Nie zadawanie bólu, nawet tego kojarzącego się z literackim katharsis, było chyba jej celem – wydaje mi się, że raczej pokazanie nie do końca oczywistych perspektyw, z jakich można patrzeć na pewne sprawy.

Mitologia świata nauki

Główny bohater powieści, prof. A. Nortona Perina, na początku swojej kariery pracuje przez pewien czas w laboratorium, zresztą nad bezsensownym przedsięwzięciem. Poznaje świat naukowy od wewnątrz, w świecie tym badacze jawią się, jako jednostki aspołeczne, ludzie pozbawieni ideałów, znużeni rutyną pracy w laboratorium albo też bezwzględni karierowicze, którzy bardziej zabiegają o sławę i zaszczyty niż są zainteresowani właściwą pracą badawczą. Autorka rozwiewa mit naukowca, którego uosobieniem mogliby być Maria Curie-Skłodowska albo Albert Einstein. Dowodzi, że współczesnym światem nauki rządzą pieniądze i sukces osiągają ci, którzy potrafią o te pieniądze zabiegać i dzięki temu organizować pracę w wielkich laboratoriach, które przypominają przedsiębiorstwa. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale wyjątki te są paradoksalnie kwestią nieporozumień i czystego przypadku.

Nawet Nagroda Nobla, którą otrzymuje główny bohater za wielkie odkrycie jest w pewien sposób nieadekwatna – odkrycie rzeczywiście jest wielkie, ale właściwie nie przynosi żadnych korzyści. Najkrócej mówiąc, chodzi tu o odkrycie, że spożycie mięsa pewnego gatunku żółwia, który występuje tylko na jednej wyspie, sprawia, że człowiek przestaje się starzeć fizyczne, ale nie umysłowo (ma to pewne realne podstawy biologiczne, związane ze specyfiką neuronów – nie ma jednak potrzeby wgłębiać się w ten temat). W rezultacie nieśmiertelni tubylcy niezmiennie wyglądali na sześćdziesięciolatków (osiągając ten wiek, mieli prawo spożyć podczas rytualnej uczty mięso świętego żółwia) i zachowywali sprawność fizyczną właściwą temu wiekowi, ale ich mózgi nie przestawały się starzeć i degradować, w rezultacie popadali w coraz większą demencję, tak że w końcu przestawali przypominać istoty rozumne. Przypomina to grecki mit o Titonosie, który otrzymał nieśmiertelność, ale nie otrzymał jednocześnie wiecznej młodości.

Odkrywca tajemnic – tajemnica odkrywcy

Odkrycie Periny nie tylko nie przynosi ludzkości nieśmiertelności, ale prowadzi do szeregu nieszczęść, które spadają na pewne dzikie plemię i zamieszkiwaną przez nie odludną wyspę, niewielką populację pewnego gatunku żółwia oraz kilkadziesiąt niechcianych dzieci.

Sama antropologiczna wyprawa w celu odkrycia nowego świata, zamieszkiwanego przez nieznane plemię, nie jest pozbawiona pewnych elementów romantycznej przygody, właściwej chociażby pisarstwu Conrada - u Yanagihary romantyzm ten podszyty jest jednak sporą dozą cynizmu. Bohaterowie zdają sobie sprawę, że nie ryzykują życiem, a tylko śmiesznością w świecie naukowym, jeśli ich wyprawa zakończy się niepowodzeniem. Dżungla, którą przemierzają, pozbawiona jest grozy, ale monotonna i wilgotna, co wprawia w rozdrażnienie ludzi przywykłych do wygód cywilizacji. Kontakty z nieśmiertelnymi przypominają chwytanie ludzi w różnych stadiach  choroby Alzheimera, którzy rozbiegli się po otaczającym szpital parku, natomiast dzikie plemię jest dziwnie niezainteresowane badaczami i niezbyt chętnie się z nimi kontaktuje.

Yanagihara już na początku powieści powiedziała właściwie wszystko na temat tajemnicy, którą podróżnicy mają odkryć na dzikiej wyspie. Zdaje się, że autorka  chciała byśmy skupili się na reakcjach Periny na nowe odkrycia niż na samych odkryciach i zastanowili się jaką tajemnicę skrywa sam profesor.

Ludzkie twarze potwora

Już na pierwszych stronach powieści dowiadujemy się, że profesor Perina jest najprawdopodobniej potworem (jest oskarżony o pedofilię). Kropka nie została jednak postawiona i na tym opiera się główne założenie powieści. Yanagihara oddaje głos samemu Perinie, który spisuje swoje wspomnienie i jest przez większą część powieści narratorem. Czyjego głosu więc słuchamy – potwora czy człowieka fałszywie pomówionego? Powieść jest opowiedziana w taki sposób, że trudno właściwie w niej znaleźć postaci wzbudzające sympatię – jednak śledząc zwierzenia profesora, odkrywamy twarze człowieka, którego jesteśmy w stanie zrozumieć. Co więc usiłuje nam powiedzieć Yanagihara, że potwory nie różnią się tak bardzo od zwykłych ludzi czy może, że nasz osąd bywa często zbyt pochopny i oparty na fałszywych przesłankach? Na ostatnich stronicach autorka odpowiada (stawia kropkę).

Mirosław Mrozek

Autor: Hanya Yanagihara
Tytuł: Ludzie na drzewach
Tłumaczenie: Jolanta Kozak
Wydawnictwo: W.A.B.
ISBN: 9788328046290

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.