W najnowszym numerze...

Daniel Madej - Mała epoka

Mała epoka Daniela Madeja to trzeci tomik poetycki opublikowany przez poznańską Fundację Kultury Akademickiej, pierwszy wydany na papierze (wcześniej ukazały się następujące książki z wierszami, nie licząc antologii: Obcy język Jędrzeja Krystka, dostępny za darmo na platformie Issuu, i Drugie cesarstwo Karoliny Kułakowskiej, do zakupienia w wersji elektronicznej w formatach .pdf, .mobi i .epub). FKA buduje więc powoli swoją poetycką serię wydawniczą. Jednakże jej promocji nie sprzyja to, że tomiki są dostępne w różny sposób i osoby niefunkcjonujące towarzysko w środowisku literackim raczej mają problem, żeby się o nich dowiedzieć.

W każdym razie debiut Daniela Madeja uważam za intrygujący, choć mam na razie problem z wyznaczeniem charakterystycznej dla niego linii. Wydaje się, że autor ogrywa swój tomik wokół metaforycznie rozumianej tzw. małej epoki lodowcowej, czyli okresu ochłodzenia klimatycznego półkuli północnej w czasie trzeciorzędu i czwartorzędu, który miał wpływ na rzeźbę terenu Ziemi, także obszaru Polski. Stąd pierwszy wiersz o tytule Lądolód, który kończy się tak: „(…) Jedyne wyjście:/ wejść w to zatrzaskując drzwi, wilgotnymi palcami// zgasić świecę – wszystko/ bez odrywania ust i załamywania rąk, bo nie ma czego się bać,/ lód pod nami jest gruby” (s. 5). Lądolód jawi się tutaj jako coś pozornie trwałego i bezpiecznego, na czym można przez chwilę postawić swoje pełne wątpliwości życie, ale co jednocześnie przysłania prawdę o nas samych, nie pozwala odnaleźć tożsamości. Madej od czasu do czasu w swoich wierszach pisze o śniegu i słońcu, od strony zmysłu wzroku. Przykłady: „I będziemy odgarniać włosy/ jak śnieg, coraz słabiej// widzieć to miasto, coraz większe i wyższe” (*** (I będziemy odgarniać włosy), s. 12); „Przepaść zasypana śniegiem i zalana słońcem/ jak szklanka wrzątkiem. Szczyt – stromy i zimny/ niczym igła” (Synteza, s. 8). Ważna jest więc dla niego walka o pamięć, o wydobywanie spod zaspy zapomnienia i znieruchomienia zjawisk społeczno-kulturowych, o ciągłą pracę historii. W utworze Koło zębate czytamy: „Jesteśmy jak kopie rzucone w obieg/ historii, gdy marzy się refresh, a jest ładowanie/ broni” (s. 9). Madej w swoich wierszach patrzy więc na świat z perspektywy rządzących nim odwiecznych prawideł. Jednakże potrafi też pisać jako intymne „ja”, mające swoje prywatne potrzeby i lęki. Widać to w utworach *** (Kiedy będziemy się kochać)Mechaniczne jabłko. Cytat z pierwszego: „Kiedy będziemy się kochać, staruszkowie/ z mieszkania obok będą dotykać ścian/ jak brzucha ciężarnej” (s. 12); z drugiego: „Dzielę się z tobą lękiem, łamiąc/ sobie język, ukruszone słowa/ zbieram w wiersze (s. 21). Przy czym warto zwrócić uwagę na motto tomiku, nakierowujące nas na trop miłosny: „– Długo na mnie czekałaś?/ – Trzy razy Losing My Religion”. Pojawia się w nim tytuł utworu amerykańskiej grupy rockowej R.E.M., który opowiada o wątpliwościach mężczyzny związanych z miłością do kobiety. Motto można rozumieć dwojako: dosłownie jako odzwierciedlenie sytuacji czekania na kogoś, kiedy to czas mierzy się długością trwania piosenki, także powtarzanej; metaforycznie jako moment zwątpienia w czyjąś miłość czy w ogóle chwilę refleksji nad swoimi relacjami z drugą osobą.

Tytuł Mała epoka może również odnosić się do specyfiki czasów, w których żyjemy. Coraz szybszy rozwój cywilizacyjny i nastawienie na natychmiastowy zysk nie idą w parze z wielkością człowieka jako takiego, nie niwelują jego zwykłych, przyziemnych pragnień, nie podnoszą duchowej jakości życia. Wiążą się za to z bezradnością, z uleganiem rozmaitym wpływom, z niepewnością własnych wyborów. Dlatego też w tomiku możemy spotkać się  takimi obserwacjami: „Głowa obraca się// jak betoniarka. Kto dosypuje piasku/ w oczy i przyprawia dni ziarnami/ gęsiej skórki? Kto obiera za nas/ kierunek, nadaje zwrot strzałce,/ która przebija serce?” (Summa, s. 29); „Ostatecznie jesteś na łasce pań/ z HR-u – jeszcze niedawno dziewcząt o oczach błyszczących jak szprychy, lecz teraz to widok/ dalekiej i niemej burzy” (Warunki brzegowe, s. 26). Przy czym autor nie rozgaduje się, ale pisze w sposób minimalistyczny, dosadny i ciekawy językowo. Wie, co chce przekazać i w jaki sposób. Na przestrzeni 25 krótkich wierszy wyraża swój stosunek wobec „małej epoki”, która nie gwarantuje stabilizacji, a wymaga od podmiotu ciągłego definiowania na nowo siebie, świata i swoich z nim relacji.

Daniel Madej zapytany przez Rafała Różewicza na łamach „2miesięcznika. Pisma ludzi przełomowych” o planowany kierunek swojej twórczości, odpowiedział: „Odwrócę Twoje pytanie, bo wydaje mi się, że ważniejsze jest to na czym poezja powinna się opierać. Moim zdaniem na obserwacji, samoświadomości i pracy w języku. Bez tych elementów powstają po(e)tworki albo zakamuflowana techniką grafomania. To dwa tak samo jałowe bieguny”[1]. Madej dostrzega zatem konieczność kształtowania warsztatu poetyckiego w sposób zrównoważony, logiczny i konsekwentny, a swoje przemyślenia życiowe i asocjacje chce przekładać na wiersze – konstrukty wyobraźniowo-językowe. Moim zdaniem, postawa polegająca na postrzeganiu poezji jako pracy w słowie jest widoczna w jego twórczości. Poeta bardzo dobrze operuje środkami stylistycznymi, gra znaczeniami, rozbija utarte wyrażenia. Szczególnie zwróciło moją uwagę to, że funkcjonalnie stosuje przerzutnie i częste są u niego porównania. Ot, taki interesujący przykład, wiersz Przeciwciała: „Mówisz bez wyraźnego adresata/ oblizując usta jak znaczek – to znak,/ że wilgoć wsiąkła, a dzień przybrał/ łagodniejszą formę i powietrze już nie gryzie/ jak wełniany sweter – załóżmy,// że nam się uda (…)” (s. 15). To jest właśnie to, co lubię w poezji – stopniowanie skojarzeń, wykorzystywanie semantycznych możliwości języka, budowanie utworu poetyckiego w taki sposób, że wers funkcjonuje jako samodzielna jednostka znaczeniowa i syntaktyczna, jednocześnie wchodząc w relacje z kolejnym wersem i z wierszem jako całością, spiętrzoną budowlą. Oczywiście, nie każdy utwór Daniela Madeja jest taki misterny i nie musi być – w tomiku są również wiersze zawierające więcej powietrza, swobodniejsze. Z pewnością jednak ten warszawski młody poeta (rocznik 1989) tworzy spójne, dobre utwory poetyckie, w których nie ma miejsca na przypadek. Czytelnik nie jest znużony ich lekturą, ale ma ochotę na więcej. Momentami bywa zaskakiwany jakąś niespodziewaną puentą czy może dostrzec poczucie humoru piszącego – „Pęka naczynko w oku/ suchym jak opis” (Akcja, s. 20); „Będzie nam lżej// bez podnoszenia głosów i oczu, więc pójdźmy/ wydeptaną ścieżką dźwiękową. Sąsiedzi niech gadają/ przez sen” (Przeciwciała, s. 15). Z drugiej strony dziwi trochę to, że autor boi się eksperymentować, „zabrudzić” wiersz, tworzyć w nim pęknięcia. Po debiutancie spodziewalibyśmy się jeszcze nieoszlifowania, większej naturalności, dynamiczności. No, ale może taki właśnie jest jego styl – wiersz buzuje w środku, choć na wierzchu jest uładzony – i moment debiutu przypadł już po ukształtowaniu się indywidualnego idiomu poetyckiego.

Nie chciałabym tutaj mówić o „dojrzałości”, bo jest to słowo nadużywane ostatnimi czasy w odniesieniu do poezji i nie wiadomo do końca co oznacza, ale pierwsza książka poetycka Daniela Madeja z pewnością nie jest propozycją osoby poszukującej swojego głosu, ale kogoś, kto już go odnalazł i wie, dokąd idzie. Można w niej znaleźć wiele interesujących nas kwestii, w tym odbicie społecznych niepokojów („Pod niezliczonymi warstwami/ powietrza ciężkiego jak kamizelka/ terrorysty-samobójcy, łkamy przed snem,/ lecz wszystko idzie w kanał”, Akcja, s. 20), a także bogactwo poetyckiego języka. Poeta zawsze pisze o czymś i dba o to, by „odpowiednie dać rzeczy słowo”. Nawet jeśli porusza jakieś problemy prywatne, nie robi tego w sposób ekshibicjonistyczny. Daleko mu do pretensjonalności. Charakteryzuje go raczej coś, co sam w wierszu Powiew nazwał „intymnym dystansem” – „Wywieszać/ język nad klawiaturą/ jak słoninkę, a łzy suszyć patrząc w ekran/ z intymnego dystansu” (s. 28). Trzymam więc kciuki za kolejne tomiki poetyckie Daniela Madeja, bo zaczął interesująco.

Jolanta Nawrot

Autor: Daniel Madej
Tytuł: Mała epoka
Wydawnictwo: Fundacja Kultury Akademickiej, Poznań 2017
ISBN: 978-83-942155-5-2

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.