W najnowszym numerze...

Joanna Lech - Piosenki pikinierów

2016 – Trans. 2017 – Piosenki pikinierów. Joanna Lech nie próżnuje i rok po roku obdarowuje czytelników nową książką. Pisałam o Transie, postanowiłam więc też skomentować tegoroczną publikację. Byłam jej o tyle ciekawa, że tytuł wskazywał na wykorzystanie podobnych chwytów i zabiegów, jakie pojawiły się w Transie i rzeczywiście nie rozmija się to z prawdą. Piosenki pikinierów również mogłyby mieć swój soundtrack. Każdy wiersz to nowy utwór muzyczny, nowy wykonawca, nowy podkład. Inspiracje znów są bardzo silne, ale tym razem udało mi się nie angażować tak bardzo w związek piosenka-wiersz. Mam wrażenie większej samodzielności tekstów, ich niezależności, a tym samym większej świeżości. Nie wiem, czy to zasługa autorki, czy moja, czy może nas obu. Ważne, że działa. Działa dużo lepiej, niż wcześniej.

Do pewnego stopnia Piosenki wydają się naturalną konsekwencją książki-poprzedniczki. Znów silne inspiracje muzyczne, znów skoncentrowanie na relacji międzyludzkiej (damsko-męskiej), znów nieustanne mówienie do kogoś, symulowanie dialogu (a nawet – być może – dokładnie ten sam odbiorca komunikatu, do którego się zwraca per „zwierzątku”). Na pierwszy rzut oka zdawać by się mogło, że obie książki to siostry bliźniaczki, ale najnowszy tom to piąta, dziesiąta albo i piętnasta woda po kisielu Transu. I żeby nie było wątpliwości – chodzi tu tylko o stopień pokrewieństwa tekstów z obu tomów.

Czy pikinierzy szli z pieśniami Joanny Lech na ustach, by powstrzymać wrogie oddziały i szarże konne? Trudno powiedzieć, ale niewątpliwie są to teksty, z którymi można iść na wojnę. Na wojnę ze światem, o siebie, o bliskość. Na bitwę toczącą się pod osłoną nocy, w ciemności, w której trudno rozpoznać przeciwnika. Bitwę u Lech toczą też dzień i noc, światło i ciemność, zmierzch i świt. Walka jest bardzo wyrównana, a na dodatek nie wiadomo, komu kibicować. Z jednej strony bowiem noc daje ochronę i poczucie bezpieczeństwa, a z drugiej czeka się na świt, który zwiastuje koniec koszmarów. Noc ma tę przewagę, że towarzyszy jej sen. Piosenki pikinierów to właściwie tom oniryczny. Dużo się tu mówi o śnie i dużo się tu dzieje we śnie. Na sen się czeka, choć nie jest to oczekiwanie pozbawione obaw i niepewności. Zagrożenia senne są jednak nieistotne wobec szans i możliwości, jakie daje spanie. Wówczas odwiedzają nas ci, których być może już nie ma. Prowadzimy dialogi, na które nigdy nie zdobylibyśmy się na jawie. Tworzymy najlepsze i najbarwniejsze opowieści nieskrępowani realiami rzeczywistości. Obrazowanie senne przenika do rzeczywistości tych tekstów. Świat w tym opisie rządzi się prawami snu, logika rzeczywistości jest tu więc raczej szczątkowa, a zmienność sytuacji, krajobrazu i zdarzeń – ogromna. Intensywność doświadczenia i jego rozłożenie w czasie wykracza poza możliwości jawy. Tu wszystko dzieje się naraz i wszystkie doznania współistnieją, częste jest więc też zjawisko synestezji („Nie ma kształtu, ale pachnie / trochę jak morze. Jak jego kurtka. I jeśli to słowo może / mieć smak, to jest jak latawiec, który puszczał na łąkach; / wychodziły z niego nici i strach.”).

Choć muzyczność jako efekt łączy Trans i Piosenki pikinierów, należy podkreślić, że wspólna jest tu tylko konsekwencja wyboru, inna zaś zgoła przyczyna sięgnięcia po takie, a nie inne rozwiązanie. W zeszłorocznej publikacji chodziło bardziej o popadnięcie w pewien trans z udziałem muzyki i / lub wykroczenie poza obszar literatury. Tu skupienie na walorach słuchowych jest naturalnie powiązane z egzystencją w ciemności. Sen i noc stają się pewną obsesją podmiotu. Zmysł wzroku traci na ważności, zyskuje za to zmysł słuchu (i dotyku). Ciemność to intymność, w której można się odważyć na więcej, a wyznania łatwiej przechodzą przez gardło. Ciemność to usypianie i nucenie do snu, a „ten, który śpiewa, jest tym, który kocha”. Tu mowa oznacza okazywanie uczucia, a podłożona pod słowa melodia zwiększa ich siłę oddziaływania („Nuciły naszą piosenkę i tego się właśnie boisz, przyznaj.”). Ciemność to zmniejszanie dystansu: „zmieniła się pora i wciąż mi się mylą moje ręce / z twoimi włosami”. Oślepienie jest konieczne, żeby nauczyć się słuchać, a kiedy już posiądzie się wiedzę, jak słuchać, nie można tak po prostu przestać. Wtedy pragnie się więcej dźwięku („Uderz w ten ton i pogłaśniaj.”), ale wtedy też dźwięk może zacząć ranić („Szorstki dźwięk czasem pali jak łuska.”).

Joanna Lech szuka. Szuka bliskości, zrozumienia, kontaktu z drugim człowiekiem. Jej Piosenki pikinierów to syreni śpiew. Podmiot mówi: „Moje wizje są coraz upiorniejsze, śpię z gitarą, / zastawiłam drzwi meblami, przeklinam i błogosławię chodząc od ściany / do ściany ze łzami w oczach i winem i twoim imieniem na wargach (…). I powtarzam sobie, że mi nie zależy, ale umieram, dopóki mnie nie dotkniesz.  (…) Teraz jestem okrutna, głupia i nienasycona. I cała ta moja miłość, ona jest jak zaraza, kotku. / Trujący jad w żyłach. (…) To tylko miłość, tylko miłość potrafi tak ranić.” Podmiot wabi mową i śpiewem, bo właśnie tym może skusić („ciągle chcesz słuchać”). Zaangażowanie w jakąkolwiek relację to jednak zgoda na to, by zostać zranionym i na to, by zranić. Wymaga to więc dwóch odważnych kroków: poddania się i akceptacji cierpienia z jednej strony, a z drugiej zaakceptowania siebie i własnego okrucieństwa. Syrena ma tylko dwie drogi przed sobą: zabić lub zginąć. Albo ktoś usłyszy jej śpiew, piosenkę pełną tęsknoty i poświęci się dla niej, albo przepłynie dalej, jak Odyseusz, a ona umrze, rzucając się w morskie odmęty. Nie ma sposobu, by czegoś lub kogoś nie zniszczyć. „Nigdy nie mieliśmy wygrać.”

Przy okazji wiersza Film drogi i drogi chcący lub niechcący wyszedł Joannie Lech krótki komiczny dialog dwóch poetów i tytułów, a wygląda to dokładnie tak:

Jan Twardowski, Zaufałem drodze
Marcin Świetlicki, Aha

Tam, gdzie się śpiewa Piosenki pikinierów, trzeba być pogodzonym ze wszystkim, co ma nadejść i nauczyć się przyjmować cięgi. Bo pikinierzy są skuteczni i mogą cię zranić – a nawet zabić – zanim zdążysz się do nich w ogóle zbliżyć. Nim się spostrzeżesz, nadziejesz się na pikę, ale tak to już jest, gdy „ślady na śniegu układają się w wojnę”. Tak już jest w świecie ludzi. Czy jest cokolwiek, co może nas uratować? Czy uratuje się podmiot, który mówi: „od dawna nic mnie tak nie ucieszyło, jak koniec świata”? Można próbować przetrwać dzięki opowieści, baśni – jak Szeherezada. A kiedy to nie pomoże – kończyć opowieść we śnie, po drugiej stronie. Kiedy już zaśniesz, opowiem ci wszystko.

Anna Mochalska

Autor: Joanna Lech
Tytuł: Piosenki pikinierów
Wydawca: Wydawnictwo FORMA, Fundacja Literatury imienia Henryka Berezy, Szczecin, Bezrzecze 2017
ISBN: 978-83-65778-00-0

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.