W najnowszym numerze...

Ostatnie kilka lat to moim zdaniem wyraźny regres kina rozrywkowego. Filmy kasowe są coraz bardziej płytkie, co widać szczególnie jaskrawo, gdy najnowsze blockbustery porównamy choćby z hitami kinowymi lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX w. Na wznoszącej fali znajdują się za to seriale.

Takie tytuły jak „House of Cards” czy „True Detective” zna ze słyszenia, jeśli nie z widzenia, prawie każdy. Są one na szpicy peletonu filmowego i wyrabiają serialom markę. Dobrych produkcji „niekinowych” jest jednak znacznie więcej. Poza tym praktycznie każdy z nowych seriali ma obsadzie gwiazdę kina – coś, co kiedyś wydawałoby się niemożliwe, bo tzw. prawdziwi aktorzy unikali telewizji.

Do napisanie tego tekstu skłoniły mnie dwie propozycje sieci TV – „Continuum” i „Crossbones”. Poza tym, że tytuły obu zaczynają się na „c” i że są doskonałą, rozrywką, dzieli je prawie wszystko. Ale po kolei.

Po uśmierceniu przez decydentów zawiadujących sieciami telewizyjnymi, a to one są „matkami wszystkich seriali”, kilku markowych produkcji SF jak „Stargane” (SG 1: 10 sezonów, SG Atlantis – 5, SG Universe – 2), „Firefly” (1 sezon), „Farscape” (4 sezony), „Battlestar Galactica” ( 4 sezony), miłośnikom fantastyki doskwierał brak dobrych pozycji z tego gatunku. „Dobrych” oznacza przy tym, że nie są jedynie odgrzewaniem zużytych schematów gatunkowych, a przy tym są produkcjami ambitnymi, „do pomyślenia”.
Takim serialem jest właśnie „Continuum” – emisję jego trzeciego sezonu sieć Showcase zakończyła 26 czerwca. Przy okazji – o sens emisji tego serialu w Polsce już się obawiam, bo nasi spece od TV już nadali mu tytuł z polskim „ogonem” – „Continuum: ocalić przyszłość”. No cóż, ich zdaniem Polacy są najwyraźniej zbyt mało inteligentni i nie wyłapią smaczku tytułu oryginalnego.

O czym jest „Continuum”. Fabuła niespojlerowana wygląda tak: akcja filmu zaczyna się w roku 2077. Znana nam obecnie sytuacja międzynarodowa rozwinęła się w całkiem logicznym kierunku. Władzę na Ziemi przejęły wielkie korporacje, zastępując rządy państw i unifikując wszystko. Rządzi Kongres Korporacyjny – prym w nim wodzi korporacja SadTech, a zamiast Orwellowskiego komunizmu i Wielkiego Brata, mamy kapitalizm i Wielkiego Brata, który inwigiluje wszystko przy pomocy wyrafinowanych technologii. Większość z nich mamy już obok siebie.

Główną bohaterką serialu jest Kiera Cameron (w tej roli Rachel Nichols) policjantka, a w zasadzie Protektorka – bo tak nazywa się wtedy funkcjonariuszy prawa, którzy pełnią role de facto policji i wojska. Poznajemy ją w doniosłej chwili – właśnie ma nastąpić egzekucja wierchuszki organizacji terrorystycznej Liber8, jedynej siły, która walczy z Kongresem Korporacyjnym. Kiera zostaje wyznaczona do asystowania w egzekucji i jest to spore wyróżnienie, bo ma to symbolicznie zakończyć dzieje Liber8,a organizacja ta nie działa tylko perswazją, ale także terrorem, wysadzając budynki i instalacje korporacyjne, co pociąga za sobą dziesiątki tysięcy ofiar. Przywódca Liber8 – Julius Kagame jest połączeniem Gandhiego z szefem IRA, co samo w sobie jest już bardzo pomysłowe, a postać w serialu jest bardzo dobrze nakreślona scenariuszowo.

Egzekucja ma zostać przeprowadzona najhumanitarniej we wszechświecie – terroryści mają zostać anihilowani w specjalnym generatorze plazmy czy antymaterii. Ktoś, w domyśle członkowie ruchu oporu Liber8, podrzuca im jednak specjalne urządzenie, które przekształca generator w maszynę czasu i egzekucja przekształca się w ucieczkę. Terroryści lądują w 2012 roku, a razem z nimi Kiera, która w ostatniej chwili dostrzegła podejrzane manipulacje i przypadkowo zostaje „wciągnięta” w przeszłość razem z nimi.

Początkowo sytuacja wydaje się trudna, ale „do ogarnięcia”. Dysponująca wiedzą o przeszłości oraz paroma gadżetami Kiera musi znaleźć uciekinierów z Liber8, z Kagame na czele, odebrać im gadżet umożliwiający podróże w czasie, zlikwidować terrorystów, potem korzystając z dostępnych w 2012 r. technologii wrócić do 2077 r. do męża i dziecka. Nie jest to niemożliwe, bo od początku wiadomo, że pewne wynalazki wykorzystane do skoku w czasie są już u nas obecne, a co najważniejsze żyje już nastoletni geniusz techniczny Alec Sadler, człowiek który stworzy korporację SadTech i w przyszłości stanie na czele Kongresu Korporacyjnego.

Kiera działa, używając wspomnianych gadżetów i wiedzy, podaje się za policjantkę ze specjalnego supertajnego wydziału  agencji bezpieczeństwa, a potem zaczyna współpracować z lokalną policją. Jako speca antyterrorystycznego uwiarygodnia ją działanie Liber8. Szybko bowiem okazuje się, że ich celem nie była sama ucieczka przed egzekucją. Są zdeterminowani, by zmienić przyszłość: nie dopuścić do powstania Kongresu Korporacyjnego i objęcia przez korporacje władzy nad światem. Kiera musi ich powstrzymać, bo jeśli doprowadzą do zmian powrót do przyszłości może oznaczać dla niej powrót do zupełnie innej rzeczywistości, gdzie jej rodzina i nawet ona sama nigdy nie istnieli.

Dla kogoś, kto nie lubi SF, już ten zarys fabuły będzie odstraszający. Jeśli tak, niech żałuje, bo serial nie skupia się na gadżetach, ale ludziach i społeczeństwie. On ewoluuje i to bardzo, jest coraz bardziej serio i o tym co się dzieje wokół nas, tu i teraz. Wskazują na to liczne smaczki, szczególiki. W trzecim sezonie celem Liber8 staje się w pewnym momencie dopiero rosnąca firma Sonmanto, zajmująca się biotechnologią. Ktoś obserwujący toczące się obecnie debaty na temat modyfikowanych genetycznie upraw od razu rozpozna koncern Monsanto. Takich gier autor scenariusza serialu Simon Barry prowadzi z nami wiele.

Pod koniec trzeciego sezonu „Continuum” widzimy jasno – my i wszyscy jego bohaterowie – że przeszłość i zarazem przyszłość nie podlegają łatwo zmianom, konsekwencje przynoszą wszystkim rozczarowanie, dochodzi do zaskakujących sojuszy, których jedynym celem jest uratowanie przyszłości, ci „źli” okazują się nie tacy źli, a dobrzy nie tacy dobrzy.

Zadziwia stopień ewolucji serialu. Jeśli miałbym to czymś porównywać, to jedynie z ewolucją innego serialu science-fiction „Battlestar Galactica”, który wyszedł od założeń pierwowzoru z lat 80-tych czyli space-opery o walce ocalałych niedobitków ludzkich cywilizacji ze stworzoną przez ludzkość cywilizacją androidów. Warto dodać, że pierwsza „BG” była swego czasu jedynym poważnym konkurentem „Gwiezdnych Wojen” i doczekała się nawet filmu niezłego kinowego (w Polsce był dostępny jedynie na pirackich kasetach VHS). Odnowiona „Battlestar Galactica” wyewoluowała od space-opery (sezon nr 1) do poważnego dramatu obyczajowego z elementami społecznymi i religijnymi, dla którego SF była już tylko kostiumem. Podobnie dzieje się z „Continuum” – to taki serialowy ser samodojrzewający. Obawiam się tylko, że decydenci z sieci telewizyjnych uśmiercą go za to, że będzie ich zdaniem za… mądry.

Na zupełnie innym biegunie czasowym kołysze się „Crossbones”. Właściwie powinienem napisać – „pływa”, bo jest to serial o piratach. Opowiada historię z czasów tzw. złotej ery piractwa na początku XVIII w., kiedy to Wielka Brytania jeszcze nie opanowała sytuacji na morzach. Mamy rok 1712. Korona Brytyjska dąży usilnie do dominacji na oceanach wykorzystując osłabienie Hiszpanii w trakcie tzw. wojny sukcesyjnej. Znaleziono sprytne rozwiązanie – aby uniezależnić brytyjską flotę wojenną i handlową od pływania znanymi szlakami, co naraża je na ataki wrogich flot wojennych i piratów, rozpisano konkurs wśród wynalazców na skonstruowanie „chronometru”, urządzenia nawigacyjnego umożliwiającego swobodne kalkulacje marszrut morskich – pływanie jak i dokąd się chce. Takie urządzenie wynalazł zegarmistrz-konstruktor na Jamajce, więc gubernator tej kolonii sir William Jagger wysyła go wraz z urządzeniem szybką fregatą „Petrel” do Londynu. Istnieje jednak obawa, że owo cudowne urządzenie może wpaść w niepowołane ręce – Hiszpanów lub piratów. Jagger na pokład okrętu wprowadza więc Toma Lowa, specjalnego tajnego agenta Jego Królewskiej Mości. Tak, dokładnie. Tom Lowe to taki XVIII-wieczny James Bond. Jest przy tym chirurgiem i „pod przykrywką” lekarza okrętowego Jagger wprowadza go na pokład „Petrela”. Agent Lowe to bardzo wykształcony i obyty człowiek, do tego sprawny, pomysłowy zabójca z licznymi skazami na sumieniu. Jego rola jest pozornie prosta – w razie zagarnięcia statku przez Hiszpanów lub piratów, ma zniszczyć „chronometr”, dokumentację techniczną urządzenia, a wynalazcę zabić. Gubernator Jagger zleca jednak swemu agentowi jeszcze jedną misję. Lowe ma odnaleźć i zabić Edwarda Teacha zwanego Czarnobrodym legendarnego superpirata. Problem w tym, że oficjalnie Teach jest od lat…martwy. Ba, jego głowę wysłano nawet do Londynu samemu królowi jako trofeum. Jagger jednak ma obsesję na tym tle, nie wierzy w śmierć Czarnobrodego. Jak silna jest to obsesja okazuje się już na początku serialu. Jagger ma gdzieś „chronometr”, swobodną żeglugę i króla do tego stopnia, że cały rejs „Petrela” ma służyć jedynie jako przynęta dla Teacha. I to się Jaggerowi udaje w stu procentach. Fregata zostaje zaatakowana, piraci dokonują udanego abordażu, Tom Lowe zabija wynalazcę, niszczy dokumentację i jako lekarz okrętowy spokojnie oddaje się do niewoli pirackiej. W końcu dla piratów prawdziwy lekarz to skarb. Zabierają go na wyspę, która jest ich tajną bazą, a tam Lowe zobaczy więcej niż się nawet Jagger spodziewał – Edward Teach żyje, a na wyspie stworzył prawdziwą i dobrze zorganizowaną republikę piratów i wyrzutków, rządzoną przez niego jako swego rodzaju prezydenta zwanego „komodorem”. Czarnobrody ma przy tym swoje dalekosiężne plany – mało przyjazne w stosunku do Korony Brytyjskiej.

Zaletą „Crossbones” jest dobry scenariusz, który daje nam cos więcej niż typowy film przygodowy o piratach. To nie jest serialowa mutacja moich ulubionych „Piratów z Karaibów”. Ten film to również thriller polityczny, kryminał, romans. Jednak pierwszoplanowym atutem „Crossbones” jest obsada. O ile przypadku „Continuum” zestaw aktorów jest raczej znany z innych seriali, to „Crossbones” ma swoje prawdziwe gwiazdy.

Przede wszystkim sam Edward Teach genialnie grany przez samego Johna Malkovicha. To aktor z najwyższej półki, w dodatku z grupy aktorów, którzy potrafią interesująco zagrać nawet krzesło. Jego Edward Teach nie jest klonem Jacka Sparrowa. Czarnobrody Malkovicha jest stokroć inteligentniejszy, bardziej niebezpieczny, nie jest groteskowy, ale jednocześnie nie pozbawiony cudownego wdzięku i poczucia humoru (aczkolwiek momentami bywa ono dosyć krwiożercze). Taki mógłby być Jack Sparrow, gdyby wreszcie wydroślał, wyłysiał i posiwiał, a przede wszystkim przestał być egoistą i miał jakiś cel życiowy. Teach bowiem troszczy się o ludzi na swojej wyspie, broni ich i chroni przed zakusami Imperium Brytyjskiego, tworząc swego rodzaju oazę równości i paradoksalnie sprawiedliwości.

Kolejny znany aktor – Julien Sands – wciela się w role antagonisty Teacha – sir Williama Jaggera. Sands doskonale gra gubernatora – człowieka bezwzględnego, o cechach wyraźnie sadystycznych, zmierzającego po trupach do celu. Jagger nie traci przy tym jednak cech wyraźnie ludzkich.

Najzabawniejsze jest to, że aktor grający głównego bohatera Toma Lowe’a – Richard Coyle – jest mało znany i występował głownie w serialach. Trzeba przyznać, iż jego XVIII-wieczny James Bond  jest postacią bardzo wyrazistą i przekonująca.

Serial „Crossbones” łączy z „Continuum” owa rozwojowość, która nie pozwala nam łatwo przewidzieć dalszego rozwoju wypadków, w dodatku rozwojowość „upstrzona” licznymi zwrotami akcji, wywracającymi cały porządek rzeczy w filmie.

Oba seriale mają jeszcze jedną zaletę – długość trwania odcinka, wynoszącą 42-60 minut. To ogromna zaleta! Naprawdę. Większość filmów pełnoekranowych, które widziałem w ciągu ostatnich kilku lat przypomina szwedzkie powieści kryminalne – koszmarnie rozwleczone o setki pobocznych wątków. Czasami chciałoby się taki film kinowy wycisnąć jak gąbkę lub przyciąć o połowę. Nowa fala seriali, poza nielicznymi wyjątkami, daje nam wszystko, czego trzeba w...kinie, tyle, że o wiele krócej i na temat.

Warto więc pożeglować na falach oceanu lub czasu.

Paweł Podlipniak

Crossbones:
gatunek – Przygodowy
stacja NBC
premiera 30.05.2014
czas trwania (min)60

 

Continuum:
gatunek – Kryminał, Akcja, Dramat, Sci-Fi
stacja Showcase
premiera 26.05.2012
czas trwania (min)60

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.