W najnowszym numerze...

Ogólnopolski Festiwal Poetycki im. Wandy Karczewskiej organizowany był przez Stowarzyszenie Promocji Sztuki Łyżka Mleka dopiero po raz trzeci, a już zyskał sobie sporą rangę wśród osób związanych z literaturą w sensie stricte zawodowym, jak i wśród tych, którzy są jej pasjonatami. Impreza przyciągnęła niemałą rzeszę ciekawskich i nie można było narzekać na brak zainteresowania wydarzeniami festiwalowymi, zwłaszcza w drugim dniu uroczystości.

Program festiwalu był niezwykle intensywny. Każdy mógł znaleźć coś godnego uwagi. Od piątku 14 listopada do późnych nocnych godzin dnia następnego na scenie Centrum Kultury i Sztuki nieustannie prezentowała się jakaś grupa literacka, mogliśmy wysłuchać koncertu lub obejrzeć interesujące nas przedstawienie. Zaczęło się od wernisażu ceramiki Edyty Fietkiewicz i fotografii Pawła Madaja, później przedstawiała się Grupa Literyczna Na Krechę. Następnym punktem programu była prezentacja Stowarzyszenia Salon Literacki, w której założyciele opowiedzieli o dotychczasowej działalności i planach na przyszłość. Wystąpili też niemal wszyscy autorzy tomików wydanych dotychczas w Serii Wydawniczej Salonu oraz dwoje poetów, których książki przygotowywane są do publikacji. W dalszej części festiwalu Stowarzyszenie przeprowadziło aukcję fotografii, można też było nabyć przygotowane wspólnie przez Salon i Łyżkę Mleka pocztówki poetyckie. Wieczorem pierwszego dnia organizatorzy zaproponowali

zainteresowanym obejrzenie spektaklu opartego o tekst Odejścia Wandy Karczewskiej, zaś na sam koniec można było wysłuchać recitalu Tamary Kalinowskiej z krakowskiej Piwnicy pod Baranami. Zmęczenie trochę dawało się we znaki, ale nastrój, jaki udało się wytworzyć podczas koncertu, całkowicie eliminował doznania inne, niż przyjemność czerpana z odbioru muzyki. Noc to pora, w której emocje i uczucia dochodzą do głosu niejednokrotnie silniej niż za dnia. A zatem jest to także najlepsza pora na obcowanie ze sztuką, na otwarcie się na nią i pozwolenie sobie na urzeczenie. Na scenie była tylko pieśniarka z gitarą, a zwykle – jak sama podkreśliła – występuje z towarzyszeniem zespołu. Kameralność występu działała na jego korzyść. Liczył się tylko kontakt artystki i zafascynowanych słuchaczy.

Kolejny dzień w znacznym stopniu wypełniony był przez turniej jednego wiersza, który cieszył się ogromnym zainteresowaniem – wzięło w nim udział dokładnie pół setki osób, w tym niemało kaliszan. Poza tym ponownie mieliśmy do wyboru ogrom wydarzeń literackich i okołoliterackich, w których można było wziąć udział: podsumowanie sezonu Łyżki Mleka, kolejny wernisaż, promocja Wrzosów Emila Zegadłowicza i Owocu tarniny Tadeusza Olszewskiego, cykl monodramów oraz koncert kończący dwudniową imprezę. Przyznam, że nie było chyba żadnego wydarzenia, które nie mogłoby zaciekawić, ale cykl monodramów okazał się prawdziwą artystyczną ucztą. Także przybliżenie postaci i twórczości Emila Zegadłowicza było fascynujące. Oczywiście znałam wcześniej tego twórcę, ale przywołane przez prawnuka autora oraz przez Tadeusza Olszewskiego szczegóły jego życia i związane z nim ciekawostki uczyniły go postacią bardzo ciekawą także – a może przede wszystkim – dla współczesnego odbiorcy (żeby dodać nieco smaczku – Wrzosy to cykl erotyków, niekiedy niezupełnie grzecznych). Grupa młodych koszalińskich twórców skupionych w zespole „Re-Bell” także była naprawdę mocnym punktem programu. Łyżka Mleka, Centrum Kultury i Sztuki, władze miasta oraz wszyscy partnerzy wykonali naprawdę nieprzeciętną pracą w organizacji tego festiwalu.

Po powrocie z Kalisza, kiedy opowiadałam o atrakcjach trzeciego weekendu listopada, wiele osób pytało, jak podobało mi się samo miasto. Z przykrością stwierdzam, że nie wiem, jak wygląda Kalisz. Kursowałam od CKiS-u do Domu Pielgrzyma i nie miałam czasu, aby przyjrzeć się starówce. Ale z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że lubię to miasto, gdyż mało jest miejsc na literackiej mapie Polski, które zabrałyby się z tak dużym powodzeniem za tak nieprzeciętne przedsięwzięcie. Oczywiście nie można oczekiwać, iż po trzech latach projekt festiwalu będzie perfekcyjny. Nie mam porównania z pierwszą i drugą edycją, gdyż w nich nie uczestniczyłam, ale jestem pewna, że z każdą kolejną można spodziewać się tylko więcej i lepiej. Tym bardziej, iż pułap, od którego festiwal wychodzi, jest naprawdę wysoki. Cieszy to, że poezja była główną, ale nie jedyną bohaterką dwóch dni święta literatury. Nie można było nie ulec wrażeniu, że mamy do czynienia z próbą korespondencji sztuk, wychodzenia do szerokiego grona odbiorców. Często spotykam się z opinią jakoby wszelka sztuka, a literatura w szczególności, skupiała się w raczej niewielkich enklawach zrzeszających zdecydowanie zamknięte grono zainteresowanych. Festiwale tego typu łamią ten stereotyp. No i przede wszystkim – zapewniają duża dozę kulturalnych atrakcji, które mogą zaspokoić nawet najbardziej wymagających odbiorców.

Anna Mochalska
Zdjęcia Arek Łuszczyk

 

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.