W najnowszym numerze...

Pewnie zabrzmi to banalnie, ale coraz częściej mam wrażenie, że z naszym światem porobiło się coś dziwnego – pędzimy już tak szybko, że tylko śmierć zatrzymuje nas na chwilę... Natłok informacji powoduje, że nie jesteśmy w stanie „strawić” tego na bieżąco, więc przypominamy sobie o kimś dopiero kiedy jest już za późno. Tak dzieje się ze „zwykłymi zjadaczami chleba”, ale też z nieprzeciętnymi, wybitnymi twórcami. Tak też się stało z Romanem Śliwonikiem – od dłuższego czasu było o nim cicho. A przecież wydał blisko 30 książek – poetyckich i prozatorskich, otrzymał wiele ważnych nagród. I przede wszystkim jeszcze kilka lat temu czynnym uczestnikiem życia literackiego – publikował w czasopismach, brał udział w spotkaniach autorskich, jurorował w konkursach.

Śliwonik był jednym ze współzałożycieli i redaktorów czasopisma „Współczesność”. Wcześniej już, w roku 1955, debiutował wierszem Przypomnienie na łamach miesięcznika "Twórczość". W roku 1958 wydał debiutancki tom Ściany i dna. Poczynając od tego tomiku, aż do ostatniego Ślad (wydanego w 2010) w swoich wierszach szukał Nowego Przeżycia, za każdym razem na nowo próbował definiować siebie i świat. Jego poezja, operująca konkretem, teraźniejszością, wychodząca często od drobiazgu, jest poezją filozoficzną. Zaduma nad codziennym prowadzi do głębokiej refleksji metafizycznej. Ktoś może powiedzieć, że tak można powiedzieć o każdej „dobrej” poezji... Tak, to bardzo ogólne stwierdzenie, ale mam nadzieję, że wielu czytających te słowa sięgnie po wiersze Śliwonika i spróbuje się zmierzyć z jego poezją. A jak napisał w recenzji tomu Dom z wierszy Janusz R. Kowalczyk: „Śliwonik jest metafizykiem czułym, ale nie histerycznym, przejętym, ale nie egzaltowanym, pogodnym, ale nie "lekkodusznym".”

Miałam zaszczyt i przyjemność poznać Romana Śliwonika przy okazji jednego z konkursów literackich - zauważył i nagrodził moje teksty, potem zdarzyło się, że znaleźliśmy się po tej samej stronie – pracowaliśmy w jury konkursu „Praska Przystań Słowa”. Doświadczenie cenne, bo warto uczyć się od najlepszych, ale i bezcenne, bo przy okazji można było posłuchać opowieści o pisarzach, których miał okazję w swoim długim życiu spotkać. Było ich naprawdę wielu, a do tego Pan Śliwonik umiał opowiadać – krótkie, celne anegdoty, zaprawione szczyptą ironii. Można poczytać jego wspomnienia Portrety z bufetem w tle, naprawdę warto, choć opowieści na żywo nie zastąpią...

Dorota Ryst

 

(w tytule wykorzystałam fragment wiersza Romana Śliwonika Złudy)

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.