W najnowszym numerze...

Jak mawiał Osgood „Nikt nie jest idealny” i netpoezja nie jest w żadnym wypadku idealna. Wręcz przeciwnie wydaje się być kieszonkowym lustereczkiem, które z tyłu ma wstawiony najbardziej kiczowaty z bohomazów, lub, co gorsza, fotografię zmarłego 200 lat temu idola.

Pierwszą pułapką netpoezji jest wiara w cuda, która zawiera się w dosłownym pojmowaniu cytatu ze Stachury „Wszystko jest poezją - każdy jest poetą”. Jednak takie rozumienie tego cytatu znamionuje drugą pułapkę netpoezji - powierzchowność. Netpoeta bardzo często operuje ogólnikami, jest średnio oczytany, jego znajomość klasyki poezji, i nie mam tu na myśli kanonu szkolnego, jest delikatnie mówiąc średnia. Bardzo często Larkina nie zna, Eliota nie zna, Świetlickiego ani du du etc. etc. Netpoeta za to pisze i to dużo, bo „wszystko jest poezją”. Dlatego złożywszy do kupy mało udany kawałek prozy, tnie go enterami na wersy w stylu a la Różewicz i staje się cud - jest wiersz!

Tymczasem lektura „Miesięcznika Literackiego” (1974/10), z którego pochodzi ów wałkowany i zajechany przez netidiotów cytat, postawiłaby netpoecie włosy dęba na głowie. Bo Stachura napisał tak: „Wszystko jest poezją, a najmniej poezją jest napisany wiersz; każdy jest poetą, a najmniej poetą jest poeta piszący wiersze”. Kto nie rozumie powyższego, powinien niezwłocznie zapisać się na kursy reading comprehension.

Jak się to ma do netpoezji i netpoetów? W prosty sposób. Współczesna poezja w sporej części odchodzi od rymowania, czyli tego co przez długie wieki było jej najbardziej charakterystycznym  i rozpoznawalnym, przynajmniej dla mniej wymagającego czytelnika, wyznacznikiem. Oczywiście brak rymu nie jest niczym nowym. W istocie swej oznacza to w pewien sposób powrót do antycznych korzeni. Poezja starogrecka opierała się bowiem na wyrazistych frazach i rytmie. Problem w tym, że chyba przytłaczającej większości netpoetów słoń na ucho nadepnął i w ich pisaniu brak i fraz  i rytmu. Dzielą więc pracowicie na wersy kawałki kiepskiej prozy w rodzaju:

„W przyszły wtorek usiądę do biurka, aby napisać
kolejny chwytający za skrzydła duszy wiersz. Nagle zadzwoni telefon. Zrobię
wówczas coś, co od dawno mi się już nie zdarzało - podniosę słuchawkę”*

albo

„Odłożyłem na bok Jezusa z Nazaretu Ratzingera, bo zobaczyłem na ekranie
telewizora moją ulubioną aktorkę nago.”*

Porywające, n'est-ce pas?

Kawałkowanie prowadzi do kolejnego grzechu netpoezji. Staje się ona coraz bardziej homogenizowana. Rzadko spotyka się autora, który pracuje nad tym co pisze. Kiedyś mówiono „papier się nie czerwieni, papier wszystko przyjmie”. Z netem jest jeszcze łatwiej. Dlatego mało zabawne wydają się wypowiedzi osób piszących wiersze na portalu typu Liternet czy na grupach poetyckich na facebooku, w których kwestionuje się konieczność posiadania przez autora tzw. warsztatu. W zabawny i niezamierzony sposób przypomina to wypowiedzi grafomanów netowych z portalików typu bej.pl czy e-literaci.pl, gdzie panuje pogląd, że technika i forma w przypadku poezji jest drugorzędna, bo prawdziwe wiersze „pisze się sercem”. Mamy wiec dwie idiotyczne skrajności, w dodatku skrajnie nieprawdziwe.

Musi być fraza i musi być warsztat. Nawet najbardziej porywająca treść „legnie” jak Henryk Pobożny pod Legnicą, gdy nie towarzyszy jej odpowiednia forma i fraza. Nawet najbardziej oklepani poeci miewali genialne, czasami zaskakująco nowoczesne frazy - patrz fraza z Mickiewicza: „śniła się zima, ja biegłem w szeregu”.

Oczywiście ktoś od razu może powołać się np. na tzw. poetów nowojorskich czy Bukowskiego, ale zapewniam, że w oryginale język tej poezji jest niezwykle smaczny. Polskie tłumaczenia odbierają mu sporo, hm, powiedzmy... uroku.

Brakowi frazy i warsztatu często towarzyszy brak wyobraźni, bo skoro „wszystko jest...”, to można napisać byle co, choćby totalnie gazetowy kawałek złej prozy i poudawać, że się napisało wiersz.

Brak głowy, brak języka, brak konceptu. Witajcie w sieci poeci.

Oczywiście tym razem celowo pomijam drugą stronę medalu - grafomański plankton „piszący Leśmianem, Mickiewiczem” z całym tym bagażem rymów gramatycznych, częstochowskich oraz metafor dopełniaczowych w rodzaju: trepanacja marzeń, lewatywa relacji międzyludzkich, liliput wyuzdanych wspomnień. I to by było na tyle.

Paweł Podlipniak

*cytaty znalezione w sieci

 

W cyklu „poezja w sieci” redakcja prezentuje różne punkty widzenia, nie ingerując w poglądy autorów artykułów. Polecamy również teksty w tym cyklu:
Magdy Gałkowskiej, Sławomira Płatka, Jana Podniesińskiego

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.