Drukuj

List z podróży po Internecie, jaki napisałby wiersz Który skrzywdziłeś człowieka prostego
(gdyby wiersze mogły pisać listy).

Personel Biblioteki Narodowej
Aleja Niepodległości 213
02-086 Warszawa

 

Kochane Panie Bibliotekarki, Szanowny Dyrektorze!

Już bardzo dawno opuściłem wygodny magazyn Biblioteki i wyruszyłem na podbój nieznanej Cyberprzestrzeni. Przez ten czas działo się u mnie wiele – nie wiem, czy w jednym liście zdołam opisać ten ogrom przygód, jaki mnie spotkał (a zatem i ja spotkałem jego). Mimo to chcę opowiedzieć kilka wrażeń, ponieważ życie tutaj wygląda zupełnie inaczej niż za murami naszej Placówki.

Pierwszy szok przeżyłem, gdy podczepiono mnie pod tak zwane linki, które działają bardzo podobnie do spisu treści. Z tą tylko różnicą, że bez linka lektura mnie jest niemożliwa. Czytelnik musi własnoręcznie potwierdzić chęć czytania, klikając mnie w incypit. Początkowo to trochę łaskocze, ale można przywyknąć.

Znacznie trudniej przywyknąć do tego, że niekiedy linki mi wyskakują na samym środku, w dodatku bywają odsyłaczami do stron nie związanych zupełnie ze mną. Przykładowo, wczoraj pewien gimnazjalista skończył mnie czytać na słowie „błaznów”, bo przekierował się do strony o karnawale w Średniowieczu. Przez takie zamieszanie sam już nie mogę powiedzieć, w którym miejscu się kończę – przez długi czas przynajmniej to było pewne, w przeciwieństwie do mojej wymowy.

Z drugiej strony, nagłe skończenie jest i tak lepsze od niespodziewanego zaczęcia. Dwa dni temu zostałem wklejony na jakiegoś bloga (blog to coś podobnego do tych wielkich sztambuchów, które widziałem u nas w archiwum). No i ten czytelnik się widocznie pomylił, skopiował mnie dopiero od frazy „na pomieszanie dobrego i złego”. Obawiam się, że mógł mnie tym samym słabiej zrozumieć. Ale dla równowagi przyznam, że nawet za czasów Podziemia nie powielano mnie tak błyskawicznie, jak to się dzieje w sieci.

Na dwie rzeczy muszę się natomiast otwarcie poskarżyć. Słyszałem, że w Internecie nie funkcjonuje instancja czytelnika, a w zamian mamy użytkownika tekstu. Bardzo mnie to martwi. Czytelnik przynajmniej miał jasne intencje, a użytkownik nie wiadomo, do czego jest zdolny. Może chociażby zatkać mną kran. Poza tym, eksperci wmawiają mi, że oscyluję między otwarciem a zamknięciem. Nawet się zgadzam, pewnie chodzi o tamto kopiowanie od środka. Albo o takie ciekawostki, jak uczniowie klas czwartych dopisujący mi dodatkowy dystych w ramach konkursu o Laur Rady Pedagogicznej (zwycięska propozycja przepadła razem z formatowaniem serwera szkoły, co przyjąłem z ulgą). Z tym, że te wszystkie fakty nie mogą wpływać na stan rzeczy: uważam się za wiersz skończony, formalnie zamknięty, i takim mnie stworzył Pan Czesław. A on nie lubił, kiedy się z nim kłócono.

Inna sprawa że ci sami badacze, którzy podmienili czytelnika z użytkownikiem, dopatrują się w Cyberprzestrzeni zaniku autora. A jeśli nie zaniku, to w każdym razie ograniczenia mu kompetencji na rzecz wolności i dowolności odbiorcy. Sądzę że kto jak kto, ale mój Autor czegoś takiego by nie zniósł.

Żeby nie żegnać się takim smutnym akcentem, dodam jeszcze jedną ciekawostkę. W Internecie znalazłem wielu nowych kolegów: poznałem kilka filmów, całą masę grafik, a nawet kilka reklamowych banerów. Tradycyjne nośniki kultury pozwoliły mi poznać zaledwie jeden pomnik, no i pęczki kolegów – wierszy. A tu proszę, jaka różnorodność! (Nieśmiało wspomnę, że w książce zazwyczaj byłem najważniejszy, a tutaj każdy ma prawo do zajęcia pozycji. Cóż, taki widocznie signum temporis).

Pozdrawiam Was wszystkich bardzo gorąco! Jeśli kiedyś będziecie za mną tęsknili, stosunkowo łatwo da się mnie ściągnąć w formacie PDF. Wtedy znowu poczuję, że żyję, bo jako ciąg kodu liczbowego czuję się co najmniej niematerialnie.

Przesyłam najserdeczniejsze uściski,

Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego,

Choćby przed tobą wszyscy się skłonili
Cnotę i mądrość tobie przypisując,
Złote medale na twoją cześć kując,
Radzi że jeszcze jeden dzień przeżyli,

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta.
Możesz go zabić – narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy.

Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy
I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta.

 


 

Do weryfikacji merytorycznej Listu wykorzystano artykuły Pani Profesor Ewy Szczęsnej, pt: „Wprowadzenie do poetyki tekstu sieciowego”; oraz Pani Profesor Bożeny Witosz pt: „Lingwistyczne koncepcje tekstu wobec wyzwań komunikacji wirtualnej”. Obydwa teksty znajdują się w tomie „Tekst (w) sieci” (Warszawa 2009).

Jan Podniesiński

 

Tekst rozpoczyna nasz cykl artykułów o wpływie internetu na poezję. Zapraszamy do kolejnych:
Magdy Gałkowskiej, Sławomira Płatka, Pawła Podlipniaka

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.