W najnowszym numerze...

×

Wiadomość

Failed loading XML...

W środę 21. marca można było w Cafe Fikcja w Gdańsku spędzić wieczór w towarzystwie albańskiej poezji, jej tłumaczki, no i – przede wszystkim – autorki. Luljeta Lleshanaku ze swoim, dość obszernym, tomikiem Dzieci natury jest jednym z twórców spośród których w ostatnią sobotę jury festiwalu Europejski poeta wolności wybierało zwycięzcę.

Księgarnio-kawiarnia to miłe, kameralne miejsce, jednak ilość słuchaczy niemal przerosła możliwości lokalu. Spotkanie z poetką i tłumaczką Dorotą Horodyską zaczęło się z opóźnieniem z powodu oczekiwania na mikrofon. Miłośników poezji nic nie zrazi, ale sądzę, że wydarzenia organizowane na skalę międzynarodową nie powinny mieć tylu guzików porozpinanych. Na początku rozmowa dotyczyła życia Luljety – urodzona na albańskiej wsi, w rodzinie antykomunistycznej (w której wszyscy byli prześladowani), w roku wzmożonej walki systemu z religią i kulturą, zadebiutować mogła dopiero po upadku komunizmu. Poetka śmiała się że mimo, że jej twórczość nie jest polityczna, wszystkich zawsze interesuje ten aspekt jej życia.

Reszta spotkania wypadła nieco sztywno, według wzoru: wiersz – pytanie do wiersza. Prowadząca Krystyna Chwin czytała wybrany przez siebie utwór po polsku, prosiła Luljetę o przeczytanie po albańsku, po czym zadawała pytanie o rozumienie jakiegoś jego fragmentu. Niestety, moim zdaniem niektóre z nich były dość banalne albo nie dotyczyły kwestii dla danego tekstu najistotniejszych, najtrudniejszych czy najbardziej interesujących. Brakowało trochę w tej rozmowie… rozmowy (żywej dyskusji, wymiany myśli, a nie jedynie „wypytywania”). Szkoda też, że nie została poruszona kwestia przekładu.

Przyjemnością było słuchanie wierszy czytanych przez autorkę w melodyjnym i dźwięcznym języku oryginału – mimo, że dla większości (byli obecni również Albańczycy) niezrozumiały, poszerzał odbiór poezji o warstwę brzmieniową. Czego natomiast dowiedziałam się od Luljety o niej samej i jej poezji? Najbardziej zapamiętałam jej przekonanie, że żaden pisarz nie jest do końca zadowolony z tego, że jest pisarzem. W kontekście wiersza o ojcu Albanka mówiła również o tym, że kiedy moralność polega na tym, czego się nie robi, człowiek umiera w wielkim nienasyceniu. Od tłumaczki wiemy, że imię poetki znaczy „kwiat życia”.

Tekst i zdjęcia: Maria Dąbrowska-Czoch

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.