W najnowszym numerze...

Skończył się 2011 – rok Czesława Miłosza i chociaż oficjalny patron 2012 to rok Piotra skargi, to już od prawie trzech miesięcy mamy w pewnym sensie rok Władysława Broniewskiego. Po raz kolejny zastanawiam się czy takie dwunastomiesięczne „wałkowanie” jednego tematu to dobry pomysł i pomimo wątpliwości stwierdzam, że jednak więcej z tego zysków. Pewnie przy końcu grudnia nastąpi już pewne zmęczenie Broniewskim, ale póki co jest interesująco – powstają nowe projekty z nim związane, wychodzą kolejne książki, a dziś w warszawskim Muzeum Literatury otwarto dużą biograficzną wystawę „Broniewski. Próba portretu”. Jak powiedział na otwarciu jeden z jej autorów, kustosz mieszczącego się w Warszawie, przy ul Dąbrowskiego 51 Muzeum Broniewskiego, Sławomir Kędzierski, jest to zaledwie próba portretu, gdyż postać poety, jego losy i twórczość są zbyt bogate, zbyt niejednoznaczne, by temat tak łatwo wyczerpać. „Głównym zamierzeniem autorów wystawy jest przypomnienie postaci Władysława Broniewskiego – uwolnienie go od narzuconego przez okres PRL-u oraz utrwalonego późniejszą publicystyką schematu poety politycznego, socrealistycznego czy wręcz partyjnego i przywrócenie w świadomości odbiorców jako poety tyrtejskiego, społecznego, a jednocześnie wspaniałego liryka.” (cytat ze strony internetowej Muzeum).

Na wystawie znajdziemy rękopisy jego tekstów poetyckich i osobistej korespondencji, dokumenty, fotografie, publikacje. Nie zabrakło plakatów, obrazów, rzeźb, nagrań, filmów. Powstała bogata ekspozycja – ważne, że nie zabrakło wierszy, zarówno tych znanych, tkwiących w pamięci kilku pokoleń, jak i tych, które nie pasowały do jednoznacznego obrazu jaki stworzono w latach PRL. Pokazano Broniewskiego ideowego, walczącego, żołnierza, więźnia, ale i liryka, kochającego i bolejącego po stracie ukochanych kobiet – żony i córki. Pokazano mniej znane fakty, nie unikano trudnych i obecnie niewygodnych (jak choćby kwestii poematu o Stalinie). Na otwarciu nie zabrakło żywego słowa – wiersze zaprezentowali aktorzy płockiego Teatru Dramatycznego. Szkoda, ze tylko chwilami odchodzili od akademijnego schematu, dobrze, że zabrzmiało sporo mniej znanych utworów. I szkoda, że tylko na wernisażu między oglądającymi przechadzali się żołnierze Legionów – zabieg na pozór drobny, a jednak ułatwiający wejście w klimat epoki.

Tekst i zdjęcia: Dorota Ryst

 

 

 

 

 

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.