W najnowszym numerze...

Kino „Wolność”... czyż może być lepsze miejsce na świętowanie Dnia Niepodległości? Tak się złożyło, że w tym roku dane mi było tego dnia znaleźć się niedaleko Szczecinka i trafić na spotkanie będące podsumowaniem XV Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „Malowanie Słowem”. Całość składała się z dwóch części, które znakomicie się uzupełniły. W pierwszej wręczono nagrodę i zaprezentowano laureatkę jubileuszowej edycji konkursu – nietypowej, bo będącej swego rodzaju podsumowaniem wcześniejszych czternastu. W tym roku udział mogli wziąć tylko laureaci poprzednich edycji, a nagrodą było wydanie autorskiego tomiku. Zwyciężyła Mirosława Szychowiak.

Nie wiem, oczywiście, jakie były pozostałe propozycje, jednak na pewno to, co zaprezentowała zwyciężczyni w pełni mnie przekonało. Przede wszystkim Mirka bardzo dobrze czyta swoje utwory – barwa głosu, interpretacja, postać autorki – wszystko to idealnie pasuje do prezentowanych tekstów, tworzy harmonijną całość. Może przydałaby się jakaś bardziej „zdecydowana” oprawa muzyczna – fortepian brzmiał, owszem, ładnie, ale nie podkreślał tego, co w tych wierszach najistotniejsze – raczej tworzył „ogólnopoetycką” atmosferę. Coś też nie do końca wyszło z dystrybucją konkursowego tomiku – pozostaje mi się cieszyć, że udało mi się go zdobyć. Na pewno będę do niego wracać.

 

 

Druga część to występ Mariana Opani. Cóż pisać – mistrz sceny i estrady... Z doświadczenia jednak wiem, że różnie z tymi mistrzami bywa. Czasami taki recital traktowany jest jako proste odcinanie kuponów, żeby nie rzec chałtura. Tym razem, na szczęście, było zupełnie inaczej – publiczność zgromadzona w szczecineckim kinie (ponad 300 osób, ani jednego wolnego miejsca) otrzymała prawdziwą perełkę. Nie jest to łatwa sztuka – jeden człowiek (plus pianistka, skryta w cieniu fortepianu), samotny na scenie, mający utrzymać uwagę widzów przez dwie godziny. Opani ta sztuka w pełni się udała. W dodatku bez mizdrzenia się do publiczności.

 

 

Mieliśmy całą paletę nastrojów – było lirycznie, dramatycznie, wesoło, ale i patriotycznie. Były momenty, kiedy widzowie niemal płakali ze śmiechu, ale i chwile, gdy w oczach błysnęły łzy wzruszenia. Od „Rozmowy lirycznej” do szmoncesów, od Wysockiego do Hemara... Znakomicie skomponowany program i świetne wykonanie – po prostu mistrzostwo. Nic dziwnego, że widownia nie chciała puścić aktora ze sceny. W końcu jednak trzeba było opuścić kino „Wolność”...

Dorota Ryst
zdjęcia: Arek Łuszczyk

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.