W najnowszym numerze...

Pocztówki z Legnicy

Grzegorz Tomicki

Grzegorz Tomicki obserwuje, filozofuje i opisuje

Życie jest jak jazda busikiem z Legnicy do Wrocławia i z powrotem. O wszystkim decydują pierwsze chwile: szybka ocena sytuacji (czy są wolne siedziska), uwzględnienie czynnika ludzkiego (obok kogo, przed kim, za kim) i zajęcie korzystnej pozycji (nie dać się starcom, kobietom i dzieciom). Krótka piłka. Właściwe wyznaczenie celu i błyskawiczna jego realizacja. A potem jedziemy długie godziny– wygodnie rozparci w zagarniętej przestrzeni busowo-życiowej albo niewygodnie zgoła tłamszeni przez bliźnich i los. Siedzimy obok pachnącej fiołkami blondynki albo zalewa nas pot smarkającego w rękaw grubasa. Albo stoimy z głową w szyberdachu i chce nam się sikać. Taka karma.

Wybór Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego na laureata Nagrody Nike 2009 był „niespodziewany, ale jak najbardziej trafny”, jako rzekłem we wcześniejszym felietonie i znęcać się nad tym dictum po raz wtóry nie zamierzam.

W „Tygodniku z Dolnego Śląska” (dodatek do „Gazety Wyborczej”) w rubryce Dzieje się na Dolnym Śląsku – którą czytam, aby się dowiedzieć, co też tam u nas na Dolnym Śląsku, a więc i w Legnicy, słychać nowego na odcinku kultury – znajduję wieści z różnych miast: Głogowa (koncert Głogowskiej Rewii Graffiti „Jesień to nie pora na doła”), Jeleniej Góry (recital muzyki gitarowej „Hommage á Chopin”), Karpacza (Przegląd Twórczości Artystycznej Mieszkańców Karpacza i Jilemnic), Kłodzka (XVIII Międzynarodowy Festiwal „Zderzenie”), Szklarskiej Poręby (uroczyste zakopanie „kapsuły czasu”) oraz Wałbrzycha (Dzień Kultury Łemkowskiej).

„Książka ma niebieską okładkę. W jej lewym rogu, u góry, napisano jasnozielonymi literami: Czesław Miłosz, a u dołu: Życie na wyspach. Książka jest średniej grubości (ma nieco ponad trzysta stron) i kosztuje około osiemnastu złotych. Wygląda podobnie, jak inne dzieła Miłosza, które Znak wydał w latach 1993-97: Ziemia Urlo, Wypisy z ksiąg użytecznych, Metafizyczna pauza, Szukanie ojczyzny i Jakiegoż to gościa mieliśmy. Opracował je graficznie Lech Przybylski. Na okładce nowego tomu esejów Miłosza umieszczono obraz Henryka Wańka, Odlot XVI”.

Nieocenione doprawdy pożytki wypływać mogą z wertowanie starych, kurzem obrosłych czasopism z zeszłego wieku. Biorę sobie na przykład do ręki „Czas Kultury” (1/1997) i czytam godny wnikliwego roztrząsania tekst Krzysztofa Koehlera, w którym rozważane są najwyższego rzędu i uroku zagadnienia: