W najnowszym numerze...

Świat muzyki poważnej

Jowita Opyd

Jowita Opyd opowiada o muzyce poważnej

 

Kartka z kalendarza

8 czerwca 1810 roku w Saksonii na świat przyszedł Robert Alexander Schumann – niemiecki kompozytor epoki romantycznej. Jako dziecko sporadycznie pobierał lekcje gry na fortepianie i dopiero w wieku dwudziestu dwóch lat rozpoczął intensywne ćwiczenia. Szybko jednak doszedł do wniosku, że szczególnie słabym ogniwem w wykonawstwie fortepianowym są jego palce serdeczne. Aby je wzmocnić, przywiązywał je na noc sznurkami do powały, co jednakże miało opłakany skutek – stracił w nich czucie, a w prawej ręce doszło do niedowładu. Długotrwałe leczenie nie przyniosło efektu, więc Schumann zainteresował się kompozycją. Obok zainteresowań muzycznych, rozwijał się także literacko. Założył czasopismo muzyczne, które redagował przez dziesięć lat pod kilkoma pseudonimami: jako pełen temperamentu i entuzjazmu Florestan, rozmarzony Euzebiusz i dojrzały, spokojny Raro. Chciał w ten sposób przedstawiać różnorodne poglądy na sztukę, także krytykując zły smak muzyczny ówczesnego społeczeństwa. W wieku trzydziestu lat poślubił znaną pianistkę – Clarę Wieck. Po jednym z koncertów na dworze wiedeńskim, gdzie występowała jego małżonka, monarcha grzecznościowo zwrócił się do kompozytora: „czy pan jest również muzykalny, panie Schumann?”. Niestety, po niespełna piętnastu latach małżeństwa, zaczęła ujawniać się choroba psychiczna kompozytora. Był on świadomy tego problemu i pomimo sprzeciwu rodziny postanowił ostatnie lata życia spędzić w zamkniętym zakładzie, by nie być ciężarem dla bliskich. Po jego śmierci Clara kontynuowała karierę pianistyczną, popularyzując również kompozycje męża, który obok pieśni i symfonii, napisał też wiele miniatur fortepianowych. Schumann przyjaźnił się z Wagnerem, chociaż obaj bardzo różnili się charakterem. Wagner mawiał o nim, że jest wspaniałym człowiekiem, ale ciągle milczy. Schuman natomiast miał zwyczaj mówić: „lubię Wagnera, ale zdecydowanie za wiele mówi”.

Maj mistrzów

448 lat temu, w maju 1567 roku, na świat przyszedł Claudio Monteverdi – Włoch, który odegrał jedną z głównych ról w historii muzyki. Żył na przełomie dwóch epok i jest jednym z czołowych przedstawicieli wczesnego baroku, a jego L’Orfeo (Orfeusz) uznawany jest za pierwsze w dziejach arcydzieło operowe.

22 maja przypada 202. rocznica urodzin Richarda Wagnera. Jest to reprezentant niemieckiego neoromantyzmu, którego konikiem również były dzieła sceniczne (m.in. Tristan i Izolda, Parsifal). Jego reforma operowa, a więc powstanie i rozwój dramatu muzycznego, wywarła olbrzymi wpływ na późniejszą twórczość kompozytorów XX wieku. Wagner znany także był ze swojej niechęci do utworów Mendelssohna i kiedy zmuszony był dyrygować nimi podczas koncertów, robił to w rękawiczkach. Po wykonaniu kompozycji natychmiast zdejmował je i ostentacyjnie rzucał na podłogę.

Pomnik Fryderyka Chopina w Żelazowej Woli

Urodziny geniusza

W muzycznym świecie początek marca jest nieodłącznie związany z postacią Fryderyka Chopina. 1. marca, z okazji 205 rocznicy jego urodzin, w Warszawie odbył się koncert urodzinowy wielkiego mistrza. Wraz z Orkiestrą Filharmonii Narodowej wystąpił Dang Thai Son – laureat Konkursu Chopinowskiego z 1980 roku, który wówczas, poza zwycięstwem w konkursie uzyskał także trzy nagrody specjalne: za najlepsze wykonanie mazurków, poloneza oraz koncertu. Pomimo studiów w Konserwatorium Moskiewskim, dwudziestodwuletni wówczas Wietnamczyk po raz pierwszy publicznie wykonywał koncert z towarzyszeniem orkiestry właśnie podczas Konkursu. Po trzydziestu pięciu latach od tego wspaniałego triumfu, warszawiacy ponownie mieli niewątpliwą przyjemność wysłuchania jego interpretacji Koncertu fortepianowego f-moll op. 21, solowych kompozycji Ravela oraz orkiestrowego poematu La Valse w transkrypcji na fortepian. Dang Thai Son wróci do Polski w październiku – już po raz trzeci będzie bowiem członkiem jury Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina.

29 stycznia, w wieku 62 lat, zmarł Jan Skrzek. Zamiast rozpaczać nad jego odejściem, bo jak sam śpiewał – taki już los – powinniśmy się cieszyć, że był wśród nas, że się pojawił na scenie i grał na niej ponad 40 lat, nigdy nie zabiegając o poklask ani sławę. Bluesem po prostu był. Mało tego - był bluesem ze Śląska. Kyks śpiewał prawdziwą gwarą, innego języka przecież nie znał. Serce miał “z wongla”.