W najnowszym numerze...

×

Ostrzeżenie

JFile::read: Nie można otworzyć pliku: http://spacery.salonliteracki.pl/wydarzenia/feed/.
×

Wiadomość

Failed loading XML...
Tablica poświęcona Witoldowi Lutosławskiemu / fot. Dorota Ryst

W grudniu świętowaliśmy 245 urodziny Ludwiga van Beethovena – jednego z najwybitniejszych kompozytorów w historii muzyki, obok Haydna i Mozarta zaliczanego do „klasyków wiedeńskich”. Urodzony 16 lub 17 grudnia 1770 roku w Bonn, w rodzinie muzyków, od wczesnych lat dziecięcych pobierał lekcje gry na fortepianie, skrzypcach i organach, a także szybko rozpoczął komponowanie.

Jego ojciec, świadomy wyjątkowego talentu syna, liczył na odpowiednie dochody finansowe z jego koncertów. W wieku 22 lat Beethoven wyjechał do Wiednia, gdzie koncertował jako pianista-wirtuoz, a także kontynuował naukę kompozycji m.in. u Haydna i Salieriego. Niestety, już dwa lata później zaczął odczuwać pierwsze objawy głuchoty i rozpoczęła się jego dramatyczna walka z postępującą chorobą. Około trzydziestego roku życia Beethoven wycofał się z życia towarzyskiego, zawstydzony swoją ułomnością. Problemy zdrowotne nie przerwały jednakże pracy kompozytorskiej twórcy, a jego popularność w Wiedniu wciąż rosła. W 1809 roku został doceniony przez ówczesnego księcia i od tego momentu dożywotnio otrzymywał rentę pozwalającą na dostatnie życie, bez trosk finansowych. Jego życie było burzliwe i niespokojne, co można również dostrzec w muzyce. Ciekawym jest fakt, iż podczas 30 lat życia w Wiedniu, kompozytor przeprowadzał się aż 33 razy, a każdorazowa przeprowadzka była nie lada gratką dla gapiów, gdyż dobytek Beethovena przewożono ogromnym wozem o wysokości jednego piętra! Tak jak w życiu, również w muzyce kompozytor ten nieustannie poszukiwał nowych doznań i przeżyć. Wiele eksperymentował z brzmieniami, formami i instrumentacją. Pomimo, iż zaliczany jest do grupy „klasyków wiedeńskich”, jego twórczość niewątpliwie zwiastuje nadejście kolejnej epoki – romantyzmu. Muzyka Beethovena przepełniona jest bowiem emocjami, nierzadko tymi skrajnymi. Wykorzystywane przez niego tonacje wyrażają konkretne afekty, np. tonacja c-moll wybrzmiewająca w V Symfonii, w połączeniu z charakterystycznym motywem, odczytywana jest jako symbol walki z przeznaczeniem. Kompozytor ogłuchł całkowicie w wieku 48 lat. Z ostatniej dekady jego życia zachowało się 13 z około 400 tzw. zeszytów konwersacyjnych, za pomocą których porozumiewał się z otoczeniem. Jedno z najwybitniejszych swoich dzieł – IX Symfonią – napisał, a później także dyrygował, nie słysząc ani jednego dźwięku. Legenda głosi, że podczas premiery tegoż utworu kompozytor stał (dyrygował bądź jedynie siedział i obserwował – wersje tej opowieści są rozbieżne w różnych źródłach) na scenie i odbierał muzykę całym ciałem, a także poprzez uważną obserwację grających muzyków. Gdy wykonanie dobiegło końca, publiczność nagradzała kompozycję owacją na stojąco. Dopiero dyrygent (bądź jeden z muzyków) polecił Beethovenowi, aby ten odwrócił się w stronę słuchaczy, by móc zobaczyć ten wielki sukces. Mówi się, że kompozytor ten był człowiekiem łączącym w sobie wiele skrajności: zamknięty w sobie, niekiedy wybuchowy, opiekuńczy (wziął na wychowanie swego bratanka po śmierci jego ojca), bywał niesympatyczny i opryskliwy. Dziś domyślać się możemy, że wiele z jego zachowań oraz postaw spowodowanych było problemami ze słuchem. Na odsłonięcie pomnika kompozytora w Bonn przybyło wielu dostojnych gości dworu austriackiego. Po uroczystym odsłonięciu okazało się, iż pomnik usytuowany jest tyłem do publiczności. Po chwili konsternacji mistrz ceremonii przeprosił obecnych, dodając, że „za życia był nieprzyjemny dla ludzi i takim pozostał po śmierci”. Ludwig van Beethoven zmarł 26 marca 1827 roku w Wiedniu, w wyniku zapalenia płuc będącego komplikacją po przeziębieniu. Na jego pogrzebie zebrały się tłumy, a gdy przypadkowy przechodzień zapytał jednego z żałobników czy to chowany jest jakiś wielki generał, ów odparł: „tak, to umarł wielki generał, generał wszystkich muzyków!”.

Pod koniec roku świętowaliśmy również urodziny Hectora Berlioza, który przyszedł na świat 11 grudnia 1803 roku w La Cote-Saint-André. Berlioz z polecenia rodziców studiował medycynę i dopiero po ukończeniu studiów lekarskich, wbrew woli rodziny rozpoczął naukę muzyki. Po zakończeniu studiów muzycznych otrzymał prestiżową nagrodę Prix de Rome, która umożliwiała mu kontynuowanie nauki w Rzymie. Po powrocie do Paryża oprócz komponowania, zajmował się również krytyką muzyczną i pisaniem esejów. W swoich tekstach wielokrotnie podkreślał znaczenie programu literackiego w dziele muzycznym. Jego utwory zaliczane są do muzyki programowej okresu późnego romantyzmu. Wiele z nich było pierwotnie monumentalnych rozmiarów, m.in. opera Trojanie, która w pierwszej wersji składała się z ośmiu aktów i trwała ponad sześć godzin. Dopiero zapewnienia dyrektora Teatru Lirycznego, iż publiczność z pewnością zażąda bisów, na które w obecnej sytuacji nie można sobie pozwolić, skłoniły kompozytora do skrócenia utworu do trzech aktów. Twórczość Berlioza zaczęto doceniać dopiero pod koniec życia kompozytora, co on sam skwitował słowami „oni przychodzą, przychodzą, a ja odchodzę, odchodzę…”. Zmarł w Paryżu, po powrocie z rosyjskiego tournée, w wieku 66 lat.

Również 11 grudnia, 1876 roku w litewskim Wiszniewie, urodził się polski kompozytor przełomu XIX i XX wieku – Mieczysław Karłowicz. Naukę gry na skrzypcach rozpoczął w wieku 7 lat, a postępy, które czynił, pozwoliły mu na rozpoczęcie studiów w konserwatorium warszawskim już w wieku 13 lat. Po ich ukończeniu kontynuował studia muzyczne w Berlinie, gdzie uczęszczał również na wykłady z zakresu psychologii, fizyki i historii filozofii, prowadzone przez tamtejszy uniwersytet. Po powrocie do kraju podjął pracę u boku ojca, w Warszawskim Towarzystwie Muzycznym, gdzie pełnił funkcję dyrygenta, pedagoga i organizatora życia artystycznego w stolicy. W 1906 roku ponownie wyjechał za granicę – do Lipska, na roczne studia dyrygenckie. Po powrocie osiadł w Zakopanem i poświęcił się komponowaniu. Tworzył przede wszystkim nowoczesną muzykę symfoniczną i programową. Pisywał również artykuły literackie, w których wielokrotnie podkreślał, jak ważne jest wprowadzanie do sal koncertowych muzyki współczesnych kompozytorów oraz promowanie twórców polskich. Obok sztuki, jego drugą wielką miłością były góry. Pasjonował się taternictwem, któremu poświęcał większość wolnego czasu i o którym również pisywał teksty literackie. Zginął tragicznie w wieku 33 lat właśnie podczas jednej z górskich wypraw, w drodze z Hali Gąsienicowej do Czarnego Stawu. Okoliczności jego śmierci do dziś pozostają zagadkowe. Karłowicz był już wówczas doświadczonym taternikiem, jednakże pomimo zagrożenia lawinowego, świadomy niebezpieczeństwa, zabrał narty i wybrał się samotnie na szlak. Przez lata pojawiały się pogłoski, iż wyprawa ta mogła być próbą samobójczą kompozytora, czemu jednak stanowczo zaprzeczali rodzina i przyjaciele kompozytora. Mieczysław Karłowicz został przysypany lawiną śnieżną 8 lutego 1909 roku u stóp Małego Kościelca. Pochowano go tydzień później na cmentarzu powązkowskim w Warszawie.

25 stycznia obchodzić będziemy 103 rocznicę urodzin Witolda Lutosławskiego – polskiego kompozytora, nazywanego „klasykiem XX wieku”. Naukę gry na fortepianie rozpoczął w wieku lat 6, natomiast skrzypce dostał do rąk w wieku lat 14. W konserwatorium warszawskim podjął studia pianistyczne i kompozytorskie, natomiast na Uniwersytecie Warszawskim studiował matematykę. Jego karierę przerwał wybuch II wojny światowej. Lata okupacji Lutosławski spędził w stolicy, gdzie wraz z Andrzejem Panufnikiem grywali duety w kawiarniach. Wspólnie dokonali ponad 200 transkrypcji fortepianowych największych dzieł wielkich mistrzów. Niestety prawie wszystkie opracowania spłonęły podczas powstania warszawskiego w 1944 roku. Po wojnie Lutosławski działał w Związku Kompozytorów Polskich oraz współtworzył Polskie Wydawnictwo Muzyczne w Krakowie. Jego twórczość wydostała się poza granice kraju i poza Międzynarodowym Festiwalem Muzyki Współczesnej Warszawska Jesień wykonywana jest do dziś na estradach całego świata. W jego twórczości obok muzyki kameralnej i symfonicznej znaleźć można muzykę programową, filmową oraz ilustracje muzyczne do słuchowisk radiowych. Za swoje dokonania artystyczne uzyskał kilkadziesiąt nagród państwowych i międzynarodowych oraz członkostwa honorowe stowarzyszeń muzycznych w Polsce i za granicą. Zmarł 17 lutego 1994 roku w Warszawie.

27 stycznia 1756 roku w Salzburgu na świat przyszedł Wolfgang Amadeus Mozart – austriacki kompozytor epoki klasycznej, jeden z trzech „klasyków wiedeńskich”. Mozart od dziecka przejawiał wybitny talent muzyczny i już wieku 6 lat koncertował wraz ze swoją siostrą Marią Anną na dworze cesarskim w Wiedniu. Podstaw muzyki uczył go ojciec Leopold – pianista i kompozytor, który swoje „cudowne dzieci” pokazywał na dworach całej Europy. Wybitny mały Wolfgang bardzo wcześnie zaczął komponować (jego pierwsze dzieła wydano, gdy miał 8 lat), a słuch absolutny i niezwykła łatwość tworzenia muzyki pozwoliły na błyskawiczny rozwój jego kariery. Pisał nadzwyczaj szybko i dokładnie – raz zapisane nuty poprawiał niezwykle rzadko, a skomponowanie wielu wybitnych oper zajęło mu zaledwie kilkanaście dni. Mówi się, iż uwertura do Don Giovanniego powstała nocą lub rankiem, w dniu premiery opery. Mozart okresowo pobierał nauki u najwybitniejszych w ówczesnej Europie teoretyków muzyki, kompozytorów oraz znawców harmonii, instrumentacji i technik kompozytorskich. Jeszcze jako dziecko poznał w Londynie najstarszego syna Bacha – Johanna Christopha, starszego od siebie o 21 lat, z którym wspólnie muzykowali oraz wymieniali się uwagami i doświadczeniami kompozytorskimi. Mozart w wieku 13 lat otrzymał posadę koncertmistrza w kapeli arcybiskupa, którą dyrygował wówczas jego ojciec. Stanowisko to piastował przez 8 lat, kiedy to nowy arcybiskup Salzburga zwolnił go, niezadowolony częstymi wyjazdami muzyka. Był to początek niekończących się problemów finansowych kompozytora, które nasiliły się po ożenku dokonanym bez zgody rodziny. Dopiero po 6 latach otrzymał tytuł cesarskiego kompozytora i jego sytuacja bytowa uległa poprawie. W kwietniu 1787 roku przesłuchiwał nastoletniego Beethovena, który chciał zostać jego uczniem. Niestety po dwóch tygodniach Beethoven zmuszony był wrócić do rodzinnego Bonn z uwagi na śmiertelną chorobę matki, a gdy po jej śmierci wrócił do Wiednia – Mozart już nie żył. Zmarł 5 grudnia 1791 roku, po niespodziewanej, gwałtownej chorobie, która do dziś pozostaje tajemnicą. Po latach od jego śmierci, badacze wywnioskowali na podstawie zachowanych wspomnień o kompozytorze, iż prawdopodobnie cierpiał na postępującą chorobę nerek. Jedna a anegdot mówi, iż w dniu śmierci, zgodnie z ówczesną wiedzą medyczną, Mozartowi upuszczono krew, aby pozbyć się przyczyny schorzenia. W praktyce jednak prawdopodobnie jeszcze przyspieszyło to zgon kompozytora. Pochowano go dwa dni później w Wiedniu, w zbiorowej mogile (!) – gdzie dokładnie i, przede wszystkim - dlaczego? Do dziś nie wiadomo. Wydarzenie to przez lata obrosło w legendy. Niektóre z nich opowiadają o śnieżycy i zawiei, które nie pozwoliły na pochowanie kompozytora w przygotowanym wcześniej grobie; jednakże z zachowanych ksiąg i zapisków wynika, iż tego dnia w Wiedniu była piękna, słoneczna pogoda. Inne z opowieści nawiązują do kłopotów finansowych Mozarta, które rzekomo miały wpływ na brak miejsca dla niego na cmentarzu. Historie te ukazują jednocześnie tego wybitnego kompozytora w świetle uzależnienia od alkoholu, hazardu i hulaszczego trybu życia. Mozart miał rzekomo roztrwaniać wszystkie zarobione pieniądze, a fragmenty utworów zapisywać na barowych serwetkach, żeby zarobić na pokrycie bieżących rachunków w wiedeńskich lokalach. Inna z opowieści mówi, iż niedługo przed śmiercią, Mozarta odwiedziła tajemnicza zakapturzona postać, mająca zamówić u niego mszę żałobną dla anonimowego mocodawcy, za którą kompozytor z góry otrzymał część wysokiego honorarium. Nie określono żadnych „parametrów” mającej powstać kompozycji, poza formą mszy. Tak więc Mozart, pomimo pogarszającego się stanu zdrowia, przystąpił do pisania. Uważa się, że już od momentu rozpoczęcia pracy nad Requiem, był świadomy, iż nie zdąży ukończyć dzieła. Tak też się stało. Ostatnie nuty zapisał 4 grudnia, a nazajutrz zmarł przekonany, że pisze mszę żałobną na własny pogrzeb. Dopiero kilka lat po jego śmierci zagadka wyjaśniła się. Otóż utwór zamówił pewien bogaty arystokrata, który miał w zwyczaju kupowanie muzyki wiedeńskich kompozytorów i wydawanie jej pod własnym nazwiskiem. Nie docenił jednakże geniuszu Mozarta i na szczęście transakcja ta zakończyła się niepowodzeniem. Wspaniałe Requiem d-moll ukończył uczeń kompozytora - F. X. Süssamayr, wg szkiców mistrza. Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, jak naprawdę wyglądało życie Mozarta: co z zachowanych przekazów jest prawdą, a co – mitem. Natomiast najwiarygodniejsze świadectwo geniuszu mozartowskiego stanowi jego muzyka – wspaniała, wybitna, ponadczasowa. W XIX wieku ogromny dorobek kompozytora skatalogował Ludwig Alois Köchel – stąd do dziś do nazw dzieł Mozarta dodawane są litery „K.K.” (Katalog Köchla) lub częściej - „K.V.” (Köchel Verzeichnis), wraz ze stosownym numerem katalogowym.

Jowita Opyd

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.