W najnowszym numerze...

Kadr z filmu "Ewa" w reżyserii Adama Sikory

29 stycznia, w wieku 62 lat, zmarł Jan Skrzek. Zamiast rozpaczać nad jego odejściem, bo jak sam śpiewał – taki już los – powinniśmy się cieszyć, że był wśród nas, że się pojawił na scenie i grał na niej ponad 40 lat, nigdy nie zabiegając o poklask ani sławę. Bluesem po prostu był. Mało tego - był bluesem ze Śląska. Kyks śpiewał prawdziwą gwarą, innego języka przecież nie znał. Serce miał “z wongla”.

Miał pójść na kopalnię, starszy brat miał zostać muzykiem, siostra przeznaczona była do sportu. Józef Skrzek, rzetelnie wyedukowany, stał się liderem SBB, Teresa została znakomitą łyżwiarką, mistrzynią Polski. Pech, bo gdy ojciec odsypiał po nocnej szychcie, dziećmi zajmowała się matka, a ta zwykła czasem Janka uczyć gry na pianinie. Skutkiem czego ten w podstawówce założył zespół o jakże niedwuznacznej nazwie Bluesmani. Mały Kyks słuchał radia Luxemburg, pocztówek dźwiękowych z muzyką blues-rockową. W ósmej klasie dostał od brata przywiezioną z Niemiec harmonijkę ustną. Nie rozstał się z nią aż do śmierci. W zawodówce występował z zespołem FAM w bytomskim klubie studenckim – grał na harmonijce akompaniując sobie na pianinie. Śpiewał. Wypracował własną konwencję, której pozostanie wierny do końca. Palił, szlifując chrypę i pił dziarsko piwsko. Ale barwa głosu, biesiadny ton oraz długie pióra to zdecydowanie za mało by należycie wsiąknąć w rodzinną ziemię Siemianowic i jej mieszkańców. Poszedł więc, zgodnie z wolą rodziców, do kopalni.

- My to nazywali świńskie ucho do dyspozytora – wspomniał kiedyś w wywiadzie dla telewizji. - To my do tego... ja  na organkach, a Pietrek śpiewał, i to się wtedy przycisło na to świńskie ucho i dopiero jak my zagrali i każdy na dola usłyszał to cała kopalnia ruszała...

Po każdej szychcie ćwiczył dwanaście godzin w domach kultury - praca w kopalni nauczyła go dyscypliny. Następnie jako lider grupy RAK zaczął być już rozpoznawalny. Za namową brata stanął w 1979 roku przed komisją Ministerstwa Kultury i po zademonstrowaniu swoich umiejętności otrzymał certyfikat zawodowego muzyka.

 

Nikt nie zawróci kijem Wisły

Nie minęły dwa lata, a jego nazwisko pojawiło się w składzie SBB na płycie “Memento z banalnym tryptykiem”. Do momentu debiutu płytowego nagrywał i koncertował z bratem. W 1982 roku kilkunastominutową introdukcją na harmonijce otworzył IV Dyskotekę-Gigant w Spodku. Dziś z powodzeniem można stwierdzić, że był wtedy obok “Skiby” Skibińskiego z Kasy Chorych najlepszym wirtuozem gry na tym instrumencie w kraju. W tym czasie współpracował również z Elą Mielczarek. Po własnym debiucie, czyli albumie “Górnik Blues”, nagrywał kolejne krążki: “Nikt nie zawróci kijem Wisły”, "Kyksówka Blues", "Nowy Świat Blues", “Modlitwa bluesmana w pociągu”, “Bo takie są dziewczyny”, “Śpiewam pieśń dla bluesa”, a w roku minionym ostatnią płytę - “Kolory Bluesa”. Pełną dyskografię uzupełnia współpraca z innymi muzykami oraz albumy live. Występował solo, z grupą Bezdomne Psy Leszka Windera (Krzak) oraz założoną przez siebie Śląską Grupą Bluesową, gdzie obok Windera grał również Giercukiewicz, perkusista Dżemu z pierwszego składu. Kyks wziął również udział w musicalu „Pozłacany warkocz” i wystąpił w filmach Janusza Kidawy i Kazimierza Kutza. W roku 1999 powstał o nim film dokumentalny pt. “Bluesmani. Ballada o Janku Kyksie Skrzeku” w reżyserii Adama Sikory.

Śpiewać Śląsk

O rzuceniu kopalni i poświęceniu się muzyce traktuje jego najbardziej znany utwór “Sztajger”. Pieśń skierował do swego ojca Ludwika:
Sztajger jest mi trocha wstyd/Już na dola nie fedruja/Sztajger jest mi trocha wstyd/Bluesa grom i bluesa czujo/Białe ręce czarny blues//Sztajger jest trocha wstyd/lecz z robotą koniec już/bo wychodzi mi jedynie to”. Kyks, zawinąwszy się z kopalni, śpiewa dalej “A jak tobie wiedzie się/Tam gdzie jesteś wongla nie ma/Sztajger jest mi trocha wstyd”, lamentując również nad losem górników. Nie tylko w utworze “Sztajger”, ale w większości swoich pieśni Kyks podejmował tematy związane wprost z życiem na Śląsku - od społeczno-ekonomicznych (“O mój Śląsku”), po te wzięte z życia codziennego (”Majster dajcie mi córkę”, “W Siemianowicach jest dzielnica”). Nie brak również refleksyjnych ballad (“Nie zawrócisz kijem Wisły”).

 

Gęba

Przylgnęła do niego łatka polskiego Joe Cockera. Jednak pomimo podobnej barwy głosu należy zauważyć, że Cocker zasłynął z interpretacji cudzych utworów, podczas gdy “Kyks” śpiewał songi własne. Cocker nie potrafił grać na żadnym instrumencie, były górnik z Siemianowic zaś był znakomitym instrumentalistą.

Podczas koncertów wypełniał krótkie przerwy pomiędzy utworami żartami. Wystarczyło spojrzeć na jego nochal oraz uśmiech, który dodatkowo upiększał u niego wydatny prognatyzm - od razu robiło się miło. Naprzeciwko klubu Leśniczówka w Chorzowie, miejsca, które kochał, stanąć ma pomnik - ławeczka z jego podobizną. Miejmy nadzieję, że rzeźbiarz, któremu zlecą wykonanie zadania, choć raz był na koncercie Kyksa. Wtedy ten uśmiech właściwie odda w rzeźbie.

 

Dawid Majer

 

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.