W najnowszym numerze...

Grażyna Bacewicz

W historii muzyki nazwiska kobiet pojawiają się niezwykle rzadko. Z pewnością w dużej mierze jest to związane z ich kształceniem na przestrzeni wieków oraz narzuconą im rolą społeczną. Oczywiście przez całe stulecia dziewczynki z niższych warstw najczęściej nie uczęszczały do szkół lub, ewentualnie, uczone były jedynie podstaw – czytania i pisania. Natomiast młode kobiety urodzone w zamożniejszych rodzinach otrzymywały, rzecz jasna, nieco lepsze wykształcenie, szeroko obejmujące naukę języków obcych oraz muzyki. Ze względu na potrzebę zabawiania gości podczas spotkań towarzyskich, uczono je gry na instrumentach. Pamiętać należy bowiem, iż przez długie lata muzyka, której słuchano w domach, była w stu procentach wykonywana „na żywo”; a każdy szanujący się gospodarz miał w salonie instrument klawiszowy, który podlegał intensywnej „eksploatacji”.

Jednakże, pomimo takiego stanu rzeczy, do historii przeszło niewiele kobiet – kompozytorek. Mówi się oczywiście o Cécile Chaminade, Clarze Schumann czy Fanny Mendelssohn (której biografia wciąż kryje wiele zagadek), jednakże są to pojedyncze przypadki, tak rzadkie w męskim gronie muzyków. W dziejach polskich – skądinąd stosunkowo niedawnych – mamy postać Grażyny Bacewicz. Jest to artystka słabo znana szerszej publiczności i obecnie niedoceniana. A szkoda!

Urodzona 5 lutego 1909 roku Grażyna Bacewicz podstawy wykształcenia ogólnego otrzymała od ojca, który uczył ją także gry na skrzypcach i fortepianie. Po zakończeniu I wojny światowej, w wieku dziesięciu lat, rozpoczęła naukę w prywatnym Gimnazjum Humanistycznym Janiny Pryssewiczówny oraz w prywatnym konserwatorium prof. Heleny Kijeńskiej, kontynuując doskonalenie warsztatu pianistycznego i skrzypcowego, oraz pogłębiając wiedzę z zakresu teorii muzyki.Jeden z jej wybitnych nauczycieli – Kazimierz Sikorski (który zrewolucjonizował nauczanie teorii muzyki) małą Bacewiczównę po latach wspominał jako „dziecko o niepospolitych zdolnościach muzycznych, świetnym słuchu, pamięci […], niezwykle upartą, pracowitą, z zapamiętaniem dążącą do celu.”

Rozwijając się pod okiem mądrych pedagogów, Grażyna miała możliwość podążać w swej twórczości za intuicją i wcześnie podjęła pierwsze próby kompozytorskie. Jak wspominała po latach: „Nie mogłam i wcale nie chciałam bronić się przed nimi. Od tych pierwszych prób, już wtedy – wiedziałam, że dążeniem moim, głównym celem życia będzie pisanie muzyki.”

Szybko wczuła się też w klimat przemian dokonujących się wówczas w muzyce i nierzadko dawała się ponieść nurtowi. Wierna swym ideałom, eksperymentowała. Wplatała do swej twórczości zdobycze XX-wiecznej muzyki europejskiej – nowe brzmienia i rozwiązania formalne. Podejmowała wyzwania w zakresie adaptowania kształtującego się na nowo języka dźwiękowego do sprawdzonych już form. Sukcesywnie zaczęła też odchodzić od systemu dur-moll, eksperymentując ze skalami chromatycznymi i modalnymi, co nierzadko dawało ciekawe efekty końcowe.

Po zdaniu matury i zakończeniu nauki w łódzkim konserwatorium, Grażyna Bacewicz podjęła studia w Konserwatorium Warszawskim. Jednocześnie zapisała się także na studia filozoficzne na Uniwersytecie Warszawskim, z których jednakże zrezygnowała w drugim roku, aby móc więcej czasu poświęcać muzyce, studiując jednocześnie kompozycję oraz grę na skrzypcach i fortepianie. Z czasem zrezygnowała jednak również z fortepianu, na rzecz pozostałych dwóch dziedzin.

Podczas studiów w Warszawie, Bacewicz wiele koncertowała – zarówno z repertuarem innych kompozytorów (czego wymagał program nauki), a także ze swoimi własnymi utworami. Krytycy zachwycali się jej erudycją i wrażliwością. Korzystając z wirtuozowskiego opanowania skrzypiec mogła dowolnie interpretować muzykę, a też jej własna stawała się sukcesywnie coraz bardziej wyrafinowana i wymagająca. Jej twórczość nazywana była modernistyczną, a stosowanie coraz to nowych technik i rozwiązań kompozytorskich wywoływało podziw i uznanie w środowisku artystycznym.

Dzięki hojności Ignacego Jana Paderewskiego, w 1932 roku otrzymała roczne stypendium w École Normale de Musique, gdzie mogła doskonalić swój warsztat kompozytorski pod przewodnictwem Nadii Boulanger, a wykonawczy w klasie skrzypiec André Tourreta (w 1934 roku powróciła do Paryża aby doskonalić grę także pod okiem Carla Flescha).

W późniejszych latach życia Bacewicz nigdy nie wypowiadała się na temat tego okresu swojego rozwoju artystycznego, stąd też nie wiadomo, jak układała się jej współpraca z owymi pedagogami. Jednakże na podstawie wymienianej korespondencji należy przypuszczać iż wzajemne stosunki obu pań były nad wyraz uprzejme. Warto wspomnieć, iż wiele lat później, podczas festiwalu Warszawska Jesień, to m.in. Grażyna Bacewicz podejmowała w Polsce wybitną Francuzkę.

Z biegiem lat Grażyna Bacewicz doskonaliła warsztat twórczy, a jej styl stawał się coraz bardziej klarowny. Sukcesywnie wyzbyła się nadmiaru tekstu i swoistego „przegadania” partytury (jeszcze podczas studiów w Warszawie Grzegorz Fitelberg twierdził, że jest to kompozytorka, która musi się „wypisać”, zanim wypracuje własną technikę). Przypadkowość ustąpiła miejsca przemyślanym rozwiązaniom technicznym i pewnej stabilizacji harmonicznej. Coraz wyraźniej słyszalny jest również energetyzm, a także nawiązania folklorystyczne – szereg miniatur popełnionych na skrzypce solo bądź z towarzyszeniem fortepianu, które zresztą kompozytorka z powodzeniem wykonywała na swoich koncertach.

Czasy II wojny światowej to niebywale trudny okres dla polskich twórców. Grażyna Bacewicz żyła w okupowanej Warszawie, nie obnosząc się ze swą twórczością. W prawdzie prowadziła otwarty, gościnny dom, jednakże zmagała się w tym czasie z chorobą matki, a w 1942 roku urodziłacórkę.

Podczas wojennej zawieruchykompozytorka utrzymywała się, koncertując kameralnie wraz z bratem Kiejstutem w nieogrzewanych salach, a po zakończeniu wojny,jeszcze w 1945 roku, objęła klasę skrzypiec w macierzystej uczelni w Łodzi.

Jej zaangażowanie w działalność pedagogiczną zaowocowało w kolejnych latach wieloma utworami o charakterze dydaktycznym, wśród których przeważały, rzecz jasna, kompozycje na skrzypce solo oraz skrzypce i fortepian.

W latach pięćdziesiątych XX wieku Grażyna Bacewicz zaprzestała działalności koncertowej, poświęcając się wyłącznie nauczaniu i, przede wszystkim, komponowaniu muzyki. Jest to niewątpliwie czas rozkwitu kompozytorki. Okres, w którym powstały jej największe dzieła: Koncert na orkiestrę smyczkową (1948r.), Muzyka na smyczki, trąbki i perkusję (1958r.) czy VII Koncert skrzypcowy (1965r.).

Grażyna Bacewicz i jej muzyka gościły w owym czasie na największych festiwalach i konkursach muzycznych w kraju i zagranicą. W 1957 roku była przewodniczącą jury III Konkursu im. Henryka Wieniawskiego, w 1958 roku zaproszono ją do Moskwy, aby zasiadła w jury Konkursu im. Piotra Czajkowskiego.

Wraz z rozwojem multimediów, kompozytorka zaczęła otrzymywać zamówienia na muzykę do radia i telewizji. W ten sposób powstawały utwory do słuchowisk i oper radiowych, a także piosenki dla dzieci.

Za swego rodzaju ukoronowanie twórczości Bacewiczówny uchodzi muzyka do surrealistycznej sztuki Picassa – baletu Pożądanie. Choć sama kompozytorka nie miała najlepszego zdania o dramatopisarskiej próbie malarza, podobał jej się pomysł nowoczesnego, awangardowego baletu. Jak wypowiadała się na łamach Ruchu Muzycznego: „Ta niezbyt ciekawa sztuka jest tylko pretekstem. Powstaje zupełnie nowy utwór”. Jednakże, niestety, kolejne karty partytury baletu zapisane są coraz bardziej chaotycznie, z pominięciem niuansów, stanowiąc jedynie szkic pomysłów kolejnych fraz. Partytura urywa się w takcie 372…

Oprócz niedokończonej notacji muzycznej, Bacewicz pozostawiła notatki opisujące to, co chciałaby usłyszeć w kolejnych taktach. Na ich podstawie dzieło dokończył Bogusław Madey, jednakże środowisko muzyczne jest zgodne co do tego, że dopisane takty nie są już muzyką Grażyny Bacewicz. Tak więc pierwsza inscenizacja baletu w Polsce objęła tylko część dzieła skomponowaną przez Bacewiczównę. Jest to kompozycja wyjątkowa, będąca swoistym ukoronowaniem jej twórczej drogi. W 1973 roku Brelik wspominał w Ruchu Muzycznym: „Dzieło to pisała ze szczególną pasją. Pracowała nad nim bez pośpiechu, z głębokim rozmysłem, jakby mimo woli wyznaczyła mu niezwykłą rolę, jaką w jej twórczości spełni”.

Śmierć nadeszła znienacka. Pomimo gorszego samopoczucia, w grudniu 1968 roku artystka wciąż pracowała, a jej kalendarz wypełniony był spotkaniami i koncertami przyjaciół.

Gąsiorowska pisze w obszernej biografii kompozytorki: „Pierwszy, wezwany lekarz nie od razu rozpoznał zawał. Potem na ratunek było już za późno. Grażyna Bacewicz zmarła 17 stycznia 1969 roku, w wieku 60 lat. Pozostawiła około 200 utworów; będąc dla siebie niezwykle surowym krytykiem, tylko niektóre uznała za godne estrad koncertowych. Pozostawiła też uczucie ciepła, życzliwości, otwartości na świat”.

Jowita Opyd

 

Tekst powstał w oparciu o:
Gąsiorowska, Bacewicz, PWM, Kraków 1999, ISBN 978-83-224-0547-5

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.