W najnowszym numerze...

Antonin Dvořák, ur. 8 września 1841 roku w Nelahozeves (k. Kralup), zm. 1 maja 1904 roku w Pradze – czeski kompozytor muzyki określanej mianem późnoromantycznej.

Podstaw gry na skrzypcach uczył go prawdopodobnie ojciec, a następnie miejscowy nauczyciel, tak więc już jako dziecko Antonin występował podczas rodzinnych i lokalnych uroczystości. W wieku 13 lat został wysłany do Zlonic, gdzie wyuczył się zawodu… rzeźnika. W tym samym czasie pobierał jednakże nauki u miejscowego kantora – Leihmanna – oraz u dyrygenta chóru – Tomana. Te lekcje dały solidne podstawy do późniejszego zainteresowania muzyką, za które Dvořák był wdzięczny przez całe życie. Po wielu latach ufundował pomnik upamiętniający Leihmanna, bowiem to właśnie za jego sprawą podjął naukę w praskiej szkole organistów.

W czeskiej stolicy kompozytor zarabiał na życie udzielając lekcji gry na fortepianie. Jednocześnie grywał na altówce w zespołach kameralnych i orkiestrowych, a także podejmował pierwsze próby kompozytorskie. W wieku 18 lat ukończył wspomnianą szkołę jako jeden z prymusów, jednakże z opinią: „Wspaniały, ale raczej praktyczny talent (…) w teorii nieco słabszy” pomimo, iż podczas recitalu dyplomowego wykonał m.in. własne utwory.

Po uzyskaniu dyplomu, z uwagi na konieczność udzielania pomocy materialnej rodzicom, Dvořák zatrudnił się w kapeli Komzáka, a wolny czas poświęcał na tworzenie własnej muzyki. Zmiany zespołów i orkiestr splotły jego ścieżki z Bedřichem Smetaną, pod którego batutą pracował przez pięć kolejnych lat, poznając tym samym wiele pozycji literatury symfonicznej i operowej.

Po stworzeniu własnych oper, Alfreda oraz Króla i węglarza, porzucił pracę w orkiestrze, by poświęcić się tworzeniu. Jego kompozycje szybko zyskały sobie przychylność muzyków, dyrygentów oraz publiczności. Coraz częściej wykonywane, przyciągały do sal koncertowych coraz więcej entuzjastów muzyki Dvořáka – jego popularność wciąż rosła. Za sprawą Brahmsa dzieła Czecha ukazały się drukiem i osiągnęły sukces, a on sam zyskał stałego wydawcę (Simrocka, który był też wydawcą Brahmsa). Dvořák  sukcesywnie otrzymywał coraz więcej zamówień, w związku z czym  jego aktywność twórcza ciągle rosła. Zaczęto również zapraszać go do prowadzenia orkiestr – tak rozpoczęła się jego kariera w roli dyrygenta.

Po sukcesie, jaki utwory Dvořáka odniosły na wyspach brytyjskich, kompozytor został zaproszony tamże na koncerty. W sumie w ciągu życia odbył dziesięć takich podróży – tournée koncertowych – do Anglii. W tym okresie artysta był tak zajęty tworzeniem i przedstawianiem swoich dzieł, że dwukrotnie odmówił objęcia katedry kompozycji w praskim konserwatorium. Nie wziął nawet udziału w oficjalnych uroczystościach z okazji swych 50. urodzin. W tym czasie nadano mu tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu im. Karola w Pradze oraz Uniwersytetu w Cambridge. Otrzymał również kolejną propozycję pracy, tym razem na stanowisku dyrektora National Conservatory of Music w Nowym Jorku, którą przyjął. Po odbyciu niemalże półrocznego tournée pożegnalnego w Czechach, przeniósł się wraz z rodziną do Ameryki.

Założycielką konserwatorium była Jeannette Meyer Thurber – mecenaska artystów. Chciała ona zbudować niezależne życie muzyczne, jednakże potrzebowała do tego pedagogów z Europy. Warto wspomnień również, iż jej uczelnia dawała możliwość studiowania kobietom, osobom niepełnosprawnym, a także Afroamerykanom.

Antonin Dvořák  był kompozytorem kojarzonym wówczas w świecie, jako tworzący w nurcie szkół narodowych. W sytuacji, gdy Czesi, tak jak Polacy, nie mieli swojego państwa na mapie Europy, Dvořák był w ich kulturze taką samą postacią jak dla naszych rodaków Chopin czy Moniuszko. W Ameryce postawiono przed Czechem konkretne zadanie: stworzenia muzyki narodowej w ogromnym kraju, którego ludność w większości składała się z przybyszów z całego świata.

Podejmując pracę w Nowym Jorku, Dvořák przyjął pod swe skrzydła nowych uczniów. To właśnie dzięki nim sukcesywnie poznawał religijne pieśni czarnych niewolników – spirituals, a także muzykę tamtejszych Indian. Na tych elementach postanowił niejako zbudować kulturę Ameryki, jednakże, jak powiedział w wywiadzie dla New York Herald, „nie jest ważne, czy inspirację do przyszłych narodowych pieśni amerykańskich czerpać się będzie z pieśni murzyńskich, kreolskich, indiańskich czy też ze smętnych melodii tęskniącego za krajem Niemca lub Norwega. Zarodki najlepszej muzyki niewątpliwie leżą ukryte wśród wszystkich ludzkich plemion pomieszanych w tym kraju”.

IX Symfonia „Z Nowego Świata” to muzyka swobodna, pełna przestrzeni, niejako oddychająca pełną piersią. Zaskakująca – tak, jak Ameryka zaskakiwała Dvořáka. Stosuje on w utworze pentatonikę, jednakże jest to chyba największe pokrewieństwo z muzyką rdzennych mieszkańców Nowego Świata. Wielu muzykologów i teoretyków do dziś spiera się, które z motywów są zapożyczeniami od rdzennych Amerykanów, a które wykazują jedynie przypadkowe podobieństwo z ich kulturą.

IX Symfonia powstała w 1893 roku na zamówienie filharmoników nowojorskich. Ogromną popularność zyskała przede wszystkim dzięki swojej komunikatywności, ale też pewnej dozie oryginalności. Na owe czasy nie był to bowiem utwór konserwatywny, ale także nieszczególnie awangardowy. Utwór rozpoczyna się wolnym wstępem. Pojawiają się też w nim trzy tematy, w tym kombinacja tematów ewolucyjnych i redukcyjnych, a co za tym idzie – zwiększenie przestrzeni łącznikowych, zawierających zwykle materiał pozatematyczny, formowany jako wyrazista okresowa linia melodyczna bądź występujący pod postacią krótkich motywów, stanowiących podstawę dla ewolucji tematów pobocznych.

Główny temat I. części oparty jest rytmicznie na pieśni Afroamerykanów, zaś część III to splot melodii czeskich. Tak więc w IX Symfonii  Nowy Świat spotyka się ze Starym. Niebywały kunszt kompozytorski Dvořáka pozwolił na sprawne połączenie tego, co tradycyjne i europejskie z tym, co najlepszego miała wówczas Ameryka. Z pewnością niezmiernie ważna jest tu również przemyślana instrumentacja.

Sam kompozytor wielokrotnie podkreślał, że muzyka ta byłaby zupełnie inna, gdyby nie zobaczył na własne oczy bezkresnych amerykańskich równin. W tym kontekście nie sposób nie wspomnieć o II. części dzieła, w którym rożek angielski na tle delikatnego akompaniamentu smyczków, leniwie wyczarowuje sielski klimat. W prawdzie to wrażenie obserwowania upalnego popołudnia nad spalonymi słońcem równinami zostaje momentami zachwiane i zaburzone, ale całość świetnie współgra, zabierając słuchaczy w podróż w nieznane…

Energiczna III. i IV. część daje natomiast muzykom możliwość swobodnej, szerokiej gry. Każdorazowe wykonanie dzieła Czecha niesie ze sobą radość i ogromną satysfakcję dla symfoników, co wyczuwalne jest podczas każdego koncertu, w którego programie jest zawarta IX Symfonia Dvořáka. Dajmy się zatem zabrać w tę wspaniałą podróż do Nowego Świata…

Jowita Opyd

 

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.