W najnowszym numerze...

Mychajło Żarżajło

Mychajło Żarżajło mieszka i pisze we Lwowie. Prezentujemy jego lwowski wiersz i obszerny komentarz o tekście i o samym mieście. Swoją drogą, po raz kolejny natrafiam na jakieś rodzinne podobieństwo polsko-ukraińskie, bliźniaczość jakąś. Stare miasto, zwane kulturalną stolicą, w stałym kulturalnym letargu... Czyżby Kraków i Lwów łączyło coś więcej niż architektura Teatru im. Juliusza Słowackiego?

 


 

Wulkan

nikt się tego nie spodziewał
ale stało się co się stało
od dawna uśpiony wulkan wysoki zamek
obudził się
kiedy ktoś wyciągnął
palcami ze wzgórza telewieżę
jak jakiś bezpiecznik

ona rozpadła się w powietrzu
jak ampułka nowokainy

wtedy zadrżała i zamruczała ziemia
poruszyły się drzewa
kolczuga bruku rozdarła
jak patroszona nożem ryba
i łuska poleciała na wszystkie strony
bryzgała, skakała i rozpełzała jak żaby

jak niezliczone spłoszone koniki spod nóg
zawrzała podziemna pełtew a gdy wykipiała
popłynął styks

wybuchł wierzchołek wzgórza
jak butelka igristoje
zagrzmiała groźnie
i wypełzł z niej splątany grzyb dymu i popiołu
zaczął się wznosić
lawa ruszyła na podzamcze
star rynek
zniesienie
szyny zjeżyły się
jak włosy przed deszczem
skołtuniły

potem pohulały pioruny
a dym otulił niebo
ściana gorącego popiołu doszła do centrum miasta
domy zajmowały się unosiły
i rozpadały
jak porcelana z pańskiego stołu
nakrytego do proszonego obiadu
z którego ktoś zerwał obrus

a ludzie co z nimi co z ludźmi
nie zdążyli uciec
ładowali się do samochodów tramwajów busów
i tak samo ginęli w żarze popiołu

a kiedy po jakimś czasie wszystko się uspokoiło
rozeszły się chmury i opadł kurz
promienie słońca padły na skamieniałych ludzi
przysypanych jak talkiem białym marmurem
byłych mieszkańców miasta
którzy zamarli jak posągi
w różnych pozach

nie jestem pewny jak to się stało
na razie mam tylko pewne przypuszczenia co do tego

chodzę między nimi jak w ogrodzie antycznych rzeźb
rozglądam się zdumiony
dotykam łokci pleców
zaglądam w twarze pełne strachu rozpaczy
i niezrozumienia
przypadkiem kilku dziewczętom skruszyłem spódnice
nieumyślnie kilku mężczyznom złamałem
krawaty

ubrudziłem sobie spodnie czymś białym

 


 

Tak zacząłem pisać we Lwowie. Samo zaczęło się tak pisać. Mam z okna bardzo ładny widok – widzę stare miasto, Wysoki Zamek, oczywiście, też. Pracując w domu, jako freelancer, spędzałem całe dnie patrząc na to wszystko. Tak w ogóle, to mimo miana „kulturalnej stolicy Ukrainy”, Lwów na płaszczyźnie literackiej wiedzie życie raczej leniwe. Ożywa we wrześniu, w czasie Forum Wydawców, a potem znów zapada w powszednią śpiączkę, a wszelką jego oryginalność zadeptują tłumy turystów. Do mojego przyjazdu tutaj Lwów wydawał mi się taką mekką i miejscem odpoczynku, do jakiego zawsze chciało się wracać. Potem zaczął mi się kojarzyć z Forum wydawców i hot dogami w parku Franki. Po przeprowadzce trudno było się przyzwyczaić do ludzi, klimatu. Początkowo z dziewczyną zamieszkaliśmy w szarym i zimnym bloku. To było radzieckie budownictwo i nie było w nim nic lwowskiego oprócz marki piecyka gazowego. Teraz przeprowadziliśmy się na poddasze i nareszcie przestaliśmy kojarzyć Lwów z kaszlem i wilgocią austriackich budynków. Przyzwyczailiśmy się teraz i czujemy się tutaj dobrze. Za Lwów uważam tylko jego historyczną część. Gdzie kończy się architektura – kończy się Lwów. Gdzie pada deszcz – tam Lwów się zaczyna.

O literackim Lwowie wiem niedużo – w pamięci mam  tylko urywki gdzieś usłyszanych i przeczytanych legend sięgających czasów narodzin grupy BuBaBu, historii legendarnej kapeli rockowej Mertwyj Piweń także. Niestety mam kontakt z niewieloma członkami lwowskiej społeczności literackiej. Najczęściej moje ścieżki przecinają się ze ścieżkami Hryćka Semenczuka. Chętnie nocuję starych kijowskich przyjaciół. Z kijowianami spotykam się częściej. Pisałeś już o Zazie (Paualiszwilim – przyp. JR) – staramy się robić wspólnie imprezy literackie tak często, jak się da i, po prostu, spędzać wspólnie czas. Bardzo lubię też spotykać się z Ołeną Herasymiuk, Bohdanem-Ołehem Horobczukiem, Hienkiem Bielakowym. Oni wszyscy są z Kijowa. We Lwowie niespodziewanym odkryciem stał się dla mnie młody rosyjskojęzyczny poeta Janis Sinajko. Ostatnio zaczęliśmy się częściej spotykać. Do poznania go mało zdawałem sobie sprawę z tego, czym jest współczesna rosyjska poezja. Z ukraińskojęzycznych szczególnie cenię Ostapa Sływyńskiego (nawiasem mówiąc, swego czasu napisał pozytywną recenzję mojego debiutu Milicja karmy – nazwa pochodzi oczywiście od Karma Police Radioheada). Swego czasu mieszkał tutaj też Mirek Bondar. Poezja jego i Ostapa są mi nadzwyczaj bliskie. Także młody poeta, Iwan Nepokora rozpala dziewczęce serca nadzwyczaj szczerymi, a przez to niebanalnymi Piosenkami dla O.. Czasem samemu chciałoby się tak pisać. Dumny jestem, że we Lwowie mieszkają teraz takie poetyckie tuzy jak Hałyna Kruk, Marianna Kijanowska, Wiktor Neborak. Ich poezja nie zawsze jest mi bliska, ale niesłychanie ich szanuję.

Przygotowuję teraz do druku nową książkę. Większość wierszy, które się w niej znajdą (między innymi „wulkan”) napisałem we Lwowie. Będzie nosić tytuł Rzeka martwego generała i razem z dziewczynami z amatorskiego teatru „Druhyj Skład” zaczęliśmy jeździć z przedstawieniem do moich tekstów po różnych festiwalach. To, można powiedzieć, coś jak trasa promocyjna przyszłej książki, teatralny trailer.

 

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.