W najnowszym numerze...

Zaza Paualiszwili

Tekst o Zazie miał się ukazać w zeszłym Salonie, ale poeta akurat wydał debiutancką książkę i był nieuchwytny – wiadomo, książkę trzeba promować. Ten zwyczaj niepozostawiania debiutantów samym sobie to akurat coś, co moglibyśmy wynieść z polsko-ukraińskiej wymiany kulturalnych dóbr. Ale nie tylko. Posłuchajmy, co o pokoleniach literackich ma do powiedzenia świeży debiutant – „osiemdziesiątnik”.

JR: Przede wszystkim chciałem Cię zapytać o „Wiersze o wódce i papierosach”, współorganizowaną przez Ciebie imprezę literacką. Czy jakiś wpływy na tę nazwę miał Marcin Świetlicki?

ZP: To była taka historia: Wszystko działo się w końcu 2012 roku, w tym czasie przyjęli u nas prawo, zgodnie z którym nawet w knajpach zabronili palić, a rok przedtem ten sam los spotkał „spożywanie alkoholu w miejscach publicznych” i picie prawie wszędzie było już nielegalne. Wtedy powstał pomysł, żeby powspominać czasy, w których mężczyźni mogli być po prostu mężczyznami, bez żadnych ograniczeń i zakazów. Na moim stole leżała książka „64 wierszy o wódce i papierosach”, można powiedzieć, że u mnie ten okres był nasycony Świetlickim. Kiedy wymyślaliśmy nazwę dla naszej akcji, dyskusji nie było. Mieliśmy świetne miejsce, jedyną wolną datą był 24 grudnia. Miałem poczucie, że to wszystko się jakoś łączy – pamiętam, że rozmawiałem z Mychajłem Żarżajłą, z którym to organizowaliśmy, wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, że Świetlicki ma wtedy urodziny. Dowiedziałem się, gdy w domu na Wikipedii zobaczyłem frazę: „ur. 24 grudnia. Gwiazdy ułożyły się tak, że ten męski wieczór poświęciliśmy właśnie Marcinowi Świetlickiemu.

JR: Jesteś jednym z roczników osiemdziesiątych – czujesz się częścią jakiegoś literackiego pokolenia? Czy jest coś, co ukraińskie roczniki osiemdziesiąte mają wspólnego? Czy można mówić o odrębnym stylu pokolenia?

ZP: Tak się złożyło, że u nas termin „roczniki osiemdziesiąte” odnosi się do tych, którzy pisali w latach osiemdziesiątych, a więc to pokolenie Jurija Andruchowycza, Wasyla Herasymiuka, Natałki Biłocerkwiec i wielu innych. Nasze pokolenie nazywa się „roczniki dwa tysiące dziesiąte”. To poeci, którzy ukształtowali się po 2010 roku, ale i to dosyć umowny podział. Nie wiem, jak odpowiedzieć na pierwsze pytanie, wydaje mi się, że żaden przedstawiciel literackiego pokolenia nie myśli o tym, czy jest przedstawicielem pokolenia, czy nie. Ja też się nad tym nie zastanawiam. Czy mamy coś wspólnego? Na pewno o tym będą mówić ci, którzy w przyszłości będą analizować roczniki dwa tysiące dziesiąte jako zjawisko. Jedyne, co mogę powiedzieć na pewno to to, że żyjemy w jednej, wspólnej przestrzeni, często mówimy o tych samych rzeczach tym samym językiem, w szerokim znaczeniu słowa język. Niedawno Nastia Jewdokymowa (ukraiński menedżer literacki i kurator) nazwała nasze pokolenie dojrzalszym od dwutysięczników, z ich alkoholem i narkotykami, zabawami językowymi i odkrywaniem świata po nowemu. Możliwe, że poezja roczników dwa tysiące dziesiątych jest mniej egocentryczna, bardziej zainteresowana rzeczywistością, ale tak właściwie to pytanie raczej do krytyków niż do poetów. Co do odrębności stylu pokolenia nie jestem pewien. Warto bliżej zapoznać się z Ołeną Herasymiuk, Myrosławem Łajuką, Mychajłem Żarżajłą, Tarasem Małkowyczem, Łesykiem Panasiukiem i wieloma innymi, żeby poddać to twierdzenie w wątpliwość. Jak dla mnie roczniki dwa tysiące dziesiąte są wyewoluowane z roczników dwutysięcznych, a te z kolei były wyewoluowane z roczników dziewięćdziesiątych, jakoś tak. Zapytaj mnie o to za jakieś dziesięć lat.

JR: Czy (poza Świetlickim) są jeszcze jacyś ważni dla Ciebie polscy poeci? Kto z ukraińskich pisarzy jest dla Ciebie najważniejszy?

ZP: Niestety, moja znajomość polskiej literatury nie jest wystarczająco szeroka. Wśród ważnych dla mnie jest Czesław Miłosz, Bohdan Zadura, Świetlicki (jak można wymieniać go z Miłoszem w jednym zdaniu?). Kilka dni temu mój kolega, zresztą też poeta-dwatysiącedziesiątnik, pokazał mi przetłumaczone przez poetę-dwutysięcznika wiersze Jacka Podsiadły. Byłem zachwycony. Dla mnie to było jedno z najprzyjemniejszych odkryć ostatniego czasu.

Co do najważniejszego dla mnie ukraińskiego pisarza, to nie mogę wymienić jednej konkretnej osoby. Natomiast mógłbym wygłosić całą mowę o wielkiej liczbie piszących po latach sześćdziesiątych, w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, a także o przedstawicielach „Rozstrzelanego Odrodzenia” (ukraińscy pisarze i poeci-rówieśnicy Skamandrytów, wymordowani w dwudziestoleciu międzywojennym przez komunistów — przyp. JR) wymordowanych razem z duchem nowatorstwa i eksperymentu. Właśnie, wielu z tych ostatnich teraz zostaje na nowo odkrytych po dziesiątkach lat zapomnienia.

JR: Powiesz coś więcej o swojej nowej książce?

ZP: Jest biała. To trudne pytanie. Słyszę je ciągle i ciągle nie wiem, jak na nie odpowiadać. Ukazanie się „Reginy...” było możliwe dzięki zostaniu przeze mnie laureatem konkursu wydawnictwa Smołoskyp w 2013 roku. Droga od wyróżnienia do drukarni zajęła dwa lata, to niemało, ale przez ten czas książka okrzepła i teraz, kiedy ją trzymam w rękach, mam wrażenie, że to najlepsza książka na świecie. Chociaż oczywiście do wszystkiego podchodzę krytycznie, a zwłaszcza do tego, co sam robię. W „Reginie Olsen” są wiersze napisane w okresie od 2010 do 2014 roku, ale nie wszystkie. Część wierszy, w tym większość wczesnych i, jak na mnie, dość lirycznych, składa się na inny, niewydany zbiór wierszy. Wiersz, który przełożyłeś jest właśnie z tej książki. Niektóre z tych wierszy znane są z wykonań Chrystyny Chalimonowej (ukraińska wokalistka, kompozytorka, autorka i wykonawczyni piosenek, liderka grupy X.O), która napisała do nich muzykę. Ale to już inna historia. Długo myślałem o tym, czym dla mnie jest „Regina Olsen”, dopóki nie wziąłem do rąk pierwszy egzemplarz. Wydaje mi się, że to pewien zapis epoki, w której żyjemy, pewnych przemian, w tym także moich, takiej ewolucji przedstawiciela pokolenia w epoce. Poszukiwanie sensów, poszukiwanie wyjść z egzystencjalnego kryzysu w jakim był i jest nasz kraj, a razem z nim moje pokolenie. Bardzo trafnie o tej książce napisał mój kolega, poeta Łesyk Panasiuk, który redagował książkę, nazwawszy ją „Odą wątpliwości” – takim przejściem na drugi brzeg bez mostu, po wodzie.

 

Zaza Paualiszwili – poeta, fotograf. Urodził się w Kijowie. Wielokrotny uczestnik festiwali literackich, współorganizator literackich akcji, jego wiersze ukazywały się w kilku antologiach poetyckich. Laureat konkursu literackiego wydawnictwa Smołoskyp w 2013 roku za zbiór wierszy „Regina Olsen”.

Współuczestnik wystawy grupy „Look” (2012 rok) z projektem poświęconym niepełnospawnym „Szczęście”.

W maju 2015 roku ukazał się zbiór jego wierszy „Regina Olsen”.

 


 

chyba mówili na niego dżon

2010 rok      a smile to remember Charles Bukowski

chyba mówili na niego dżon
nie wymawiał jak trzeba połowy dźwięków
i możliwe że wtedy zaczynał pić

to był chłopak z kwadratu
miał zajęczą wargę
i kumplował się z moim starszym bratem

wtedy, w dzieciństwie
zupełnie nie rozumiałem, co mówi
myślałem że jest niemcem
kojarzył mi się z faszystami
ze starych radzieckich filmów wojennych
i trochę się go bałem

aż jednego zimowego ranka
przyniósł do naszego bloku
paczkę zimnych ogni

wyszliśmy na ulicę
i patrzyłem jak mój starszy brat
i dżon
podpalają je i rzucają wysoko w górę
tak naprawdę to się bałem
ale krzyczałem wyżej, wyżej
póki ognie się nie skończyły
a potem starszy brat
podrzucał mnie w górę
dookoła leżał śnieg
a ja
się śmiałem

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.