W najnowszym numerze...

Dmytro Łazutkin

Dmytro Łazutkin urodził się w 1978 roku w Kijowie. Jego późniejsza biografia jest, jak na literata, nietypowa. Z wykształcenia jest inżynierem-metalurgiem i dziennikarzem. Z zawodu – komentatorem sportowym. Z zamiłowania (oprócz tego, że poetą) – sportowcem. Karateką z czarnym pasem, zdobywcą Pucharu Europy w kickboxingu (full contact), mistrzem Ukrainy w dwuboju kozackim, brązowy medalista Pucharu Świata w kickboxingu i kick-jitsu.

Nie wiem, czy slamy to bardziej sport, czy poezja, więc tutaj napiszę, że Dmytro jest mistrzem Ukrainy w slamie. Poza tym, jak to poeta, wydał szereg książek poetyckich. Ostatnia z nich, Kolędy i walce, wyszła w 2014 roku w Tarnopolu.

 


 

TRIATLON
(poemat pedagogiczny)

sania był trenerem tajskiego boksu
i pragnął wsparcia na szczeblu miejskim
bo wiosna nadchodziła i w szarych dzielnicach zbierała się woda
bo w jego klubie sportowym trwała niespieszna robota
chłopcy pracowali nad ciosami łokciami stawali do sparingów
gotowali się do przyszłych zwycięstw

kierownik ich wydziału w miejskiej administracji
obiecał pomóc
no wy już tam wiecie, jak oni umieją naobiecywać

powiedział
że wszystko będzie dobrze jak się dogadali
ale nam teraz potrzebna w województwie drużyna triathlonowa
puchar ukrainy za pasem a my - ani me ani be
przygotowania kurwa zerwane
z federacją konflikt
pieniądze wydane nie na to na co miały być
a jechać na zawody trzeba bo inaczej będzie skandal
choćbyś sam miał popłynąć
a potem pobiec
a potem na rowerze trzeba pojechać
takie zasady nic trudnego
takie życie kurestwo i tyle

w skrócie: poprosił
pomóżcie chłopaki
czas nastał

sania był jeszcze tym aferzystą zgodził się
jego podopieczni też
zwłaszcza kiedy dowiedzieli się co to takiego ten triathlon
i trenerowi się oczywiście rozjaśniło
więc
jakoś minimalnie biegać i jeździć na rowerze umieli wszyscy
pływać też
chyba że oprócz zawodnika ciężkiej wagi karena
ale on zapewnił –
pieskiem jakoś dam radę

przygotowania trwały jak zwykle
codzienne bieganie w parku zwycięstwa
pojedynki full contact
utwardzanie pięści
hartowanie charakteru
wieczorna medytacja

zawody w triathlonie odbyły się za tydzień w berdiańsku
nasi chłopcy mieli niemałe szanse
słońce prześwietlało niesforne włosy
wiatr z zatoki łaskotał młode krtanie
wszystko byłoby świetnie
ale podczas pływania stało się to
czego wszyscy się obawiali –
dwieście metrów od brzegu karen zaczął tonąć
całe jego 114 kilo usiłowało się schować pod falami
rywale przepływali obok
nie tracąc drogocennych sekund na to żeby pomóc mu wypłynąć
przed oczami karena przepływały delfiny
migotały światła dalekich miast
mieniły się uda zakurzonych kolumbijek
traciliśmy go
zimne wodorosty falowały jak pod oddechami aniołów
z samego dna wiecznej czeluści

potężny olbrzym o mało się nie utopił
ale ratownicy podskoczyli na czas – w ostatniej chwili
kiedy karen w myślach żegnał się z rodzicami i kolegami z klubu

drużyna rzecz jasna zajęła ostatnie miejsce w klasyfikacji końcowej
zasuszone koniki morskie pojechały w walizach do stolicy
sania poszedł do góry, pracuje w administracji
karen przespał się w pociągu z grubodupą konduktorką
i teraz wspomina wszystko jak wesołą romantyczną przygodę

sport – to zawsze poszukiwanie harmonii
sport – to zawsze praca na wynik
tylko meduzy nic nie pamiętają
tylko meduzom obojętne gdzie meta

 


 

Jesteś jednocześnie znanym poetą i sportowcem. Dla polskiego czytelnika to egzotyczne połączenie. Czy w Ukrainie jest podobnie, czy macie więcej takich pisarzy?

Teraz jestem bardziej telewizyjnym komentatorem sportowym niż czynnym sportowcem. I z grubsza rzecz biorąc, w moich sportowych osiągnięciach nie ma niczego wybitnego. Byłem zdobywcą Pucharu Europy, brązowym medalistą drużynowego Pucharu Świata w kickboxingu, mam czarny pas w karate. Ale takich jak ja jest w Ukrainie dziesiątki. Dlatego jestem znany bardziej jako poeta albo człowiek, którego głos słychać, gdy walczy Kliczko. Komuś, kto kocha życie nietrudno sprawdzać się w różnych sferach.

Czy poezja ma coś ze sportu? Jeśli tak, to jakiego? Bardziej z boksu czy z szachów?

W poezji nie ma pierwszych i drugich miejsc. Tu ważniejsze jest nie dowiedzenie swojej wyższości, a zbadanie głębin stosunków człowieka z jego energetycznym otoczeniem. Jeśli miałbym wskazać jakieś analogie, to poezja wydaje mi się najbliższa nurkowaniu.

Komentujesz boks w telewizji. Talent poetycki przydaje ci się w pracy? I w ogóle: czy podejście do świata i ludzi, jakie wyrabia w człowieku uprawianie poezji bardziej pomaga w życiu czy szkodzi?

Dzięki uprawianiu poezji umiem w czasie transmisji improwizować. To mnie odróżnia od kolegów po fachu, do tego na swój sposób czuję możliwości języka i to mi pomaga mówić ciekawiej. Najważniejsze to wyczuwać granice i pamiętać, że drażnienie widza jest niebezpieczne. W życiu miałem taki okres, gdzieś na początku lat 90., kiedy wstydziłem się mówić, że jestem poetą. Wydawało mi się, że to niezbyt męskie zajęcie. Potem poczułem, że moja twórczość jest potrzebna innym ludziom, zmienili się też ludzie w Ukrainie. Teraz poezja raczej pomaga mi żyć, wypowiadać to, co mam do powiedzenia.

Jak jako poeta i uczestnik Majdanu rok po zwycięstwie rewolucji godności i początku wojny myślisz o ty, co się wtedy zaczęło dla Ukrainy? Czy to był też początek czegoś nowego w ukraińskiej literaturze?

Myślę, że ukraińskiej literaturze na długie lata nie zabraknie niesamowitych tematów i szalonych historii. Przyszedł nerwowy czas nowych bohaterów, silnych charakterów, czynów wymagających siły woli. Rzeczywiści ludzie są teraz o wiele bardziej przekonujący niż fikcyjne postaci. Ten kraj jest już sklejony lepką i gorącą krwią. Ale droga do siebie jest jeszcze przed nami do przejścia. Przed nami wiele bólu, zwątpienia i łez. Nawet po zwycięstwie łatwo nie będzie. Byłem na froncie, jeździłem do walczących jako artysta i wolontariusz – woziłem ciepłe rzeczy, jedzenie, czytałem wiersze. Przejechaliśmy od północy Łuhańszczyzny do Mariupola. Naprawdę, kiedy żołnierze wrócą do domu, ich wojna nie skończy się od razu. Przesiąkniemy nią wszyscy – niezależnie od tego, czy ktoś pisze powieści, czy uznaje wyższość milczenia.

Ostatnie pytanie – trochę o wiersz Triatlon, a trochę o sens życia – gdzie jest meta?

Plan minimum – nie utonąć. Maksimum jest nieograniczone. Warto wierzyć w zwycięstwo i widzieć dobro dookoła siebie. Po prostu do kogoś szczęście przychodzi w mundurze kuszącej konduktorki, a na kogoś czeka na końcowej stacji.

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.