W najnowszym numerze...

Lubow Jakymczuk właśnie wrzuciła na fejsa notkę, w której informuje o zbombardowaniu ulicy sąsiadującej z jej rodzinnym domem. Ona sama na szczęście jest setki kilometrów od mijających jej dom BTR-ów. Mieszka w Kijowie, jeździ po Ukrainie z różnymi projektami poetyckimi. Jeden z najnowszych to „Morele Donbasu” – napisany dwa lata przed wojną poemat o Donbasie, który wykonuje razem z Markiem Tokarem, freejazzowym kontrabasistą. Wizyjny utwór o donbaskiej postindustrialnej arkadii zapamiętanej z dzieciństwa nabrał teraz nowego znaczenia. – Do nas dotarło, że Ukrainy nie można dzielić na wschodnią i zachodnią – mówi poetka. – Ciekawość, jaką wywołuje poemat wynika z ciekawości samego Donbasu. Po prostu, ludzie są teraz bardziej otwarci na wszystko, co się z tym tematem wiąże. Chcą zrozumieć więcej, niż wiedzieli do tej pory. Na koncerty przychodzą zwykli ludzie. Wiem, że niektórzy zawsze się interesowali poezją, ale są i uchodźcy z Ługańszczyzny i Doniecczyzny, którzy wcześniej, być może, nie chodzili na poetyckie i muzyczne występy. Po koncercie podchodzą i mówią o swojej nostalgii, o morelach, o których dużo piszę w poemacie. Uchodźcy teraz szczególnie potrzebują literatury o sobie – podsumowuje.

Jeszcze rok temu nic nie zapowiadało tego, że jej poemat o Donbasie stanie się tak popularny i nabierze zupełnie nowego wydźwięku. Rok temu cieszyła się z wygranego międzynarodowego konkursu „Poetycka nagroda słowiańska” i zbierała informacje o Mychajle Semence – pionierze ukraińskiego futuryzmu, zamordowanym w Związku Radzieckim w czasie czystek 1937 r. W ciągu tego roku zmieniło się jednak wszystko.  To był dziwny rok. Zaczął się na końcu listopada, kiedy wyszliśmy na Majdan i wszystko nijak się nie może skończyć. Ten rok wciąż nas zmienia. Nauczyliśmy się przeżywać każdą śmierć jak śmierć bliskiej osoby, czego wcześniej nie było. Staliśmy się mądrzejsi, mniej naiwni i bardziej wrażliwi. Co do wierszy, to u mnie nie pojawiły się nowe tematy. Może to dziwne, ale o wojnie pisałam już w 2010 roku, kiedy się na nią wcale nie zanosiło. Byłam wtedy na stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Gaude Polonia” w Warszawie. Chodziłam po muzeach, czytałam książki i pisałam o chłopczyku, który rzuca do pieca żołnierzyki, czyta słownik wulgaryzmów, wyłącza wiadomości, włącza sny i pokazuje ludziom wojnę, która później wchodzi w ich prawdziwe życie. To było takie moje wewnętrzne przygotowanie, zupełnie intuicyjne – podsumowuje.

Kiedy trwały demonstracje na Majdanie, Lubow była wśród protestujących codziennie – najpierw z dzieckiem, potem, gdy zrobiło się zbyt niebezpiecznie, sama. Potem, gdy władza użyła ostrej amunicji, wspierała Majdan spoza placu. Teraz też angażuje się w różne działania społeczne, głównie pomocy dla wschodu, przede wszystkim jednak – pisze i wykonuje publicznie swoje wiersze. – Poezja była potrzebna po Oświęcimiu, jest też potrzebna w czasie wojny. Ukraińskie społeczeństwo potrzebuje przeżywania wydarzeń na innym poziomie niż tylko czytanie smutnych wiadomości. Poezja to gatunek niepotrzebujący wiele czasu na napisanie, najszybciej reaguje na rzeczywistość. Rola poety w tych czasach jest taka sama, jak każdego innego obywatela. Każdy musi zajmować się swoją robotą i robić to, co robi, jak najlepiej.


Lubow Jakymczuk

Jak zabiłam

wszystkie moje rodzinne więzi są teraz telefoniczne
wszystkie moje rodzinne więzi są teraz podsłuchiwane
ciekawi ich, kogo bardziej kocham, mamę czy tatę
ciekawi ich, na co choruje moja babcia, która mówi do słuchawki: oj, oj, oj
intryguje ich, co myśli moja siostra o swoim chłopaku
który wcześniej był mój

wszystkie moje telefoniczne więzy krwi
całą moją krew podsłuchują
muszą wiedzieć, ile procent ukraińskiej,
polskiej, rosyjskiej a nawet cygańskiej
muszą wiedzieć, czyim dawcą zostałam
muszą wiedzieć, czy nie spadła mi hemoglobina czy jest dach nade mną
i czy można z błon komórkowych zbudować granicę

między mną a mamą wyryto setki mogił
i nie wiem, jak je przeskoczyć
między mną a moim tatą latają setki pocisków
i nie umiem patrzeć na nie jak na ptaki

między mną a siostrą metalowe drzwi schronu
podparte od środka łopatą
między mną a moją babcią parawan z jej modlitw
cienkie jedwabne ściany, za którymi nie słychać, zupełnie nie słychać

to bardzo prosto podtrzymywać telefoniczne więzi rodzinne
to bardzo tanio doładowywać kartę bezsennością i środkami uspokajającymi
to tak upaja, słuchać cudzej krwi, założywszy słuchawki
zwłaszcza, kiedy moja krew zamienia się w wystrzał
nach!
!

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.