W najnowszym numerze...

Paweł Łęczuk: Dlaczego Magdalena Gałkowska, laureatka konkursu im. J. Bierezina 2008 r., autorka książki "Fabryka tanich butów" unika spotkań autorskich jak ognia?

Magdalena Gałkowska: Nie wiem, czy "jak ognia", ostatnie spotkanie autorskie miałam w Poznaniu, w lipcu 2010 r. z Edem Pasewiczem jako prowadzącym, więc zdarza się, że uprawiam głośne czytanie (śmiech). Przyznam się natomiast, że za tym nie przepadam, zżera mnie trema i czuję się nieswojo w roli gwoździa programu, trochę jak słoń w składzie porcelany. Jeśli natomiast mam zaufanie do osoby prowadzącej takie spotkanie, to na pewno jest mi łatwiej przezwyciężyć obawy i finalnie okazuje się, że nie taki diabeł straszny.

PŁ: No właśnie, miałem przecież okazję uczestniczyć w Twoim spotkaniu w zeszłym roku w Łodzi. To było jeszcze na świeżo po wydaniu książki. Jak teraz z perspektywy czasu oceniasz "Fabrykę"?

MG: Ja "Fabryki " w ogóle nie oceniam, jak wiadomo trudno być sędzią we własnej sprawie. Tamta Magda Gałkowska napisała "Fabrykę", dziś już bym takiej książki nie napisała i nie dlatego, że się jej wstydzę - wręcz przeciwnie - ale dlatego, że jestem już inną osobą, z innymi doświadczeniami, nieco bardziej dokształconą (śmiech). Oczywiście wciąż widzę w tej książce coś, co dzisiaj bym poprawiła, ale wtedy to nie byłaby już książka zgodna z "tamtą mną". Kiedy pracowałam nad redakcją "Fabryki" tuż przed wydaniem, to byłam już nią zmęczona, dziś mogę powiedzieć, że lubię tę książkę.

PŁ: Szczerze mówiąc zadałem takie pytanie, ponieważ osobiście uważam, że książka jest niedoceniona. Natomiast odnoszę także wrażenie, że dużą rolę odgrywa tutaj, tzw. "charakter" autorki. Książka zniknęła ze sklepu internetowego jednego z większych serwisów poetyckich na przykład, do tego awantury z SPP i tak dalej. Czy to wszystko było wg Ciebie potrzebne? (Potrzebne "Fabryce" nie Magdalenie Gałkowskiej)?

MG: Ja nie mam takiego poczucia, nie zabiegałam o uznanie tzw. "środowiska", a opinie tych osób, na których mi zależało mam na własny użytek i to mi w zupełności wystarcza. Pomimo, że moja książka zniknęła z księgarni internetowej PP sprzedały się wszystkie egzemplarze, jak donieśli mi znajomi, którzy bezskutecznie usiłują ją kupić przez internet, ponieważ innej możliwości zakupu niestety nie ma, a "winę" za zniknięcie "Fabryki" ze sklepu PP nie tylko ponoszę ja, to była decyzja właściciela portalu oraz księgarni i miał do niej prawo, w niczym mi tym zresztą nie zaszkodził. Zapewne ostra i publiczna wymiana zdań z SPP nie była konieczna, chciałam jednak zwrócić uwagę na fakt - przepraszam za kolokwializm - "olewania" autorów przez wydawców, potem obie strony dały się ponieść emocjom i tyle. Ostatecznie tę kwestię z SPP wyjaśniłam sobie już dawno, nie ma do czego wracać. Nie wiem co sugerujesz, ale na pewno nie był to mój sposób na promocję siebie oraz książki (śmiech) Jeśli natomiast charakter autora decyduje o tym, czy środowisko książkę doceni, czy nie, to mnie na byciu docenioną przez takie środowisko nie zależy. Wazeliny używam jedynie do czyszczenia obuwia, działa fantastycznie.

PŁ: No wiesz, pytania mogą być tendencyjne, ale nie sugerowane (śmiech). Ok, przejdźmy do historii. Zanim wydano Ci książkę, zanim poobrażałaś się na wszystkie portale (śmiech), zanim te portale odkryłaś. Krótko mówiąc, kiedy zaczęłaś pisać?

MG: Pisać zaczęłam w wieku 16 lat, słuchałam mrocznej muzyki, nosiłam się równie mrocznie i buntowałam przeciw wszystkiemu i wszystkim (programowo) w związku z czym postanowiłam się zbuntować także pisemnie (śmiech). Mam wciąż tamte wiersze, coś okropnego! Strach, śmierć, zniszczenie oraz Bóg w roli absolutnie czarnego charakteru, dzisiaj wracam do nich, gdy chcę sobie poprawić humor. Pisałam nawet o pająkach, których się przecież panicznie boję. Nie potrafię sobie przypomnieć, jakich poetów wtedy czytałam (poza Rilkem, którego czytam od zawsze) natomiast w moje nastroje idealnie wpasowały się teksty The Cure, więc masz już mniej więcej obraz tego, co mogłam w owym czasie tworzyć (śmiech).

PŁ: Co robiłaś z tymi tekstami dalej? Wtedy nie było internetu na taką skalę, portali itd... Warsztaty? Konkursy?

MG: Nie brałam udziału w żadnych warsztatach ani nie wysyłałam na konkursy, w liceum wykorzystywałam niektóre jako teksty piosenek dla zespołu, który tworzyłyśmy z koleżankami i który działał przez ok. 3 próby i padł (śmiech). Raz wysłałam do naczelnej Akantu, wtedy Liliany Zubińskiej i stamtąd dostałam kontakt do pana Jerzego Grupińskiego i CK Zamek w Poznaniu, który tworzył i do dziś tworzy Protokół Kulturalny, niewielki periodyk poświęcony literaturze, tam pierwszy raz ukazały się drukiem moje dwa wiersze, ale to było dopiero w 2000r. Wcześniej po prostu pisałam do szuflady.

PŁ: Szuflada jest rzeczywiście cierpliwa (w przeciwieństwie do Nieszuflady, śmiech) i wszystko przyjmie. Sądzisz, że warto publikować swoje teksty w portalach literackich?

MG: Powiem tak: jeżeli intencją jest zaprezentowanie swojej twórczości to tak, warto, przy czym należy mieć odpowiednie podejście, nie spodziewać się zbyt wiele, wtedy uniknie się rozczarowania. Internet poprzez swą anonimowość wyzwala w jednostkach różne demony (śmiech) i może się zdarzyć, że będziemy mieć pecha i trafimy na taką jednostkę.Mimo wszystko jednak internet w tej chwili ma większą siłę przebicia niż czasopisma literackie i na pewno szybciej twórczość dotrze do odbiorców tą drogą. Natomiast, jeśli intencją publikującego jest doskonalenie warsztatu, to nie wydaje mi się, by portale literackie w tej chwili temu służyły. Jeszcze parę lat temu sytuacja była zupełnie inna, portale takie jak Nieszuflada były czymś świeżym, nowym, obecnie mam wrażenie, że ta forma się już sobą zmęczyła. Twórcy, od których faktycznie można by się czegoś nauczyć na portalach już praktycznie nie publikują, natomiast tworzą się na nich kółka wzajemnej adoracji, w których nie ma racji bytu rzetelna dyskusja o tekście.

PŁ: Zatem pozostaje nam blogosfera? Jak w Twoim przypadku?

MG: Nie tyle pozostaje, ile pozostawia - miejsce na własną inwencję twórczą, realizację swojej własnej wizji. Ja bloga założyłam, bo chciałam mieć poletko w internecie, które byłoby moje, na którym mogłabym sobie poszaleć do woli. Poza tym - jak zapewne wiesz, ponieważ również prowadzisz bloga - w takie miejsca zaglądają głównie osoby, które są zainteresowane danym twórcą i jego produkcją, mniej tutaj przypadkowości.

PŁ: Ale początkowo to nie był indywidualny projekt?

MG: Początkowo nie, tak się jednak sprawy ułożyły, że stał się indywidualny.

PŁ: Ok, nie będziemy tego drążyć. Z tego, co wiem, oprócz pisania miałaś jeszcze jakiś wspólny pomysł z Kubą Sajkowskim na organizację życia literackiego w Poznaniu. Co z tego wyszło?

MG: Wyszło jak na razie kilka spotkań w 2010 r. min. z Olą Zbierską, Joasią Borzęcką, Jackiem Kukorowskim, wcześniej z Teresą Radziewicz, jeszcze wcześniej z Edem Pasewiczem i Maciejem Gierszewskim. Od marca br. ruszamy ponownie, bardziej prężnie. Do tej pory to była tak naprawdę partyzantka, dzięki właścicielowi Klubu W Starym Kinie, który z radością udostępnił nam salę zupełnie za free mamy miejsce, nie mieliśmy natomiast funduszy na zaproszenie kogoś z dalszej części Polski. Naszego miasta kultura nie interesuje, jeżeli coś chcemy robić, sami musimy zdobyć na to fundusze i tym razem tak będzie. Chcemy zapraszać poetów jeszcze nie tak bardzo znanych, a naszym zdaniem interesujących i wartych tego, by ich twórczość zaprezentować.

PŁ: Pozostaje mi życzyć powodzenia. Czego jeszcze można życzyć poetce Madgalenie Gałkowskiej? Następnej książki, wygranych konkursów? Obecności w antologiach? Obecności w podręcznikach?

MG: Dziękuję za życzenia. Życzyć można dobrych wierszy, o to wszakże chodzi najbardziej.

PŁ: Niech i tak będzie. Dziękuję za rozmowę.

MG: Ja również dziękuję.

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2018 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.