W najnowszym numerze...

Dom nad Łąkami - Muzeum Zofii Nałkowskiej w Górkach

Wołomin – ta nazwa często przywołuje niezbyt pozytywne skojarzenia. I mało literackie. Może ktoś zanuci piosenkę Kabaretu Starszych Panów „Taka gmina”... A tymczasem właśnie tutaj, dawniej na obrzeżach miasta, dziś niemal w jego środku, na Górkach (ul. Wacława Nałkowskiego 17) znajduje się "Dom nad Łąkami", w którym spędziła dzieciństwo i młodość Zofia Nałkowska. Później, w dorosłym życiu, często tu wracała i oddawała się pracy pisarskiej. Na Górkach odnajdywała tak potrzebny jej spokój. Tu powstawały m. in. Romans Teresy Hennert, Granica, dramat Dom kobiet. Dom rodzinny stał się tłem i tematem wielu utworów, ale wszedł do literatury i jest znany głównie dzięki powieści Dom nad łąkami. Zarówno w czasach jej młodości, gdy gospodarzami byli tu Wacław i Anna Nałkowscy, rodzice pisarki, jak i w czasach późniejszych, miejsce to odwiedzało wielu gości ze świata artystycznego. Wśród gości Górek bywali m.in. Xawery Dunikowski - słynny rzeźbiarz. Cezary Jellenta - krytyk literacki i artystyczny Młodej Polski oraz kontrowersyjna pisarka - Maria Komornicka, która przez jakiś czas mieszkała w Górkach.

Gościł tu również Michał Choromański. 15 sierpnia 1932 r. Nałkowska zanotowała: Wczoraj rano odjechał Michał Choromański, który był tu przez dwa pogodne dni. Czytaliśmy jego drugą powieść, która wymaga językowych poprawek. Jest dobra. (Zofia Nałkowska, Dzienniki 1930-1939, Warszawa 1980).
A w sierpniu 1933 r. w Górkach przebywał Bruno Schulz: Moja wierność nie dotyczy już Mirosława Krleży, tylko Brunona Schulza. Widziałam go w sierpniu przez dwa dni w Warszawie i tu na Górkach. Jestem otoczona jego listami, z których czerpię wiele zgody na siebie. A jego grafiki... (Zofia Nałkowska, Dzienniki 1930-1939, Warszawa 1980).

Panie Nałkowskie – Zofia i jej matka Anna - sprzedały dom w 1937 roku. Szczęśliwie przetrwał wojnę, gorzej było po niej. Kwaterunek, przypadkowi lokatorzy, coraz większe zniszczenie. Szczęśliwie jednak przy w latach 80. zapadła decyzja o utworzeniu muzeum. W 1992 roku w "Domu nad Łąkami" uroczyście otwarto Muzeum im. Zofii i Wacława Nałkowskich. Jako, że wierna rekonstrukcja wnętrz nie była możliwa, koncepcja placówki zakłada oddanie atmosfery domu, z podkreśleniem postaci rodziców, szczególnie ojca, Wacława Nałkowskiego, będącego dla przyszłej pisarki wzorem moralnym.

(...) domu drogi, gdzie nie ma już mnie, gdzie najbliżsi, w cudne letnie wieczory pod lampą wiszącą w tym za małym jadalnym pokoju, który tak wesoło wygląda z dołu przez gałęzie, gdy się wieczorem idzie droga nad łąką – myślą może teraz o mnie i pamiętają – domu mój drogi, najlepsza, najbliższa łez tęsknota moja jest zawsze przy tobie!
I jeżeli stanie się, że umrę gdzie indziej, to jednak o tym właśnie pomyślę w ostatniej godzinie, pomyślę tymi samymi słowami, które powiedziałam już raz: dom swój i przystań ostatnia
(Zofia Nałkowska, Dom nad łąkami, Warszawa 1978)

Wizyta w "Domu nad Łąkami" zaskakuje. Przede wszystkim skromnością tego domostwa. Dom jest niewielki, bardziej przypomina dom letniskowy niż siedzibę rodu. Ale przecież czytając Dzienniki Nałkowskiej znajdujemy bardzo wiele śladów jej ciągłych kłopotów finansowych. Kolejne zaskoczenie to ogrom dorobku Wacława Nałkowskiego – dziś niemal zapomnianego wybitnego geografa, pedagoga, publicysty i działacza społecznego. Kiedy tak przechodzimy przez kolejne pomieszczenia - salon, gabinet Wacława Nałkowskiego, ostatni pokój i pokój stołowy, możemy oglądać fotografie rodzinne, ocalały księgozbiór, fortepian Zofii Nałkowskiej, rzeźby jej siostry Hanny. Poszczególne pomieszczenia prezentują kolejne okresy życia i twórczości oraz działalności społecznej pisarki.

Muzeum jednak to nie tylko eksponaty. To przede wszystkim jego opiekunowie, ci którzy tworzą klimat, powodują, że chce się wracać, rozmawiać, pytać. Muzeum Nałkowskich miało szczęście – jego dyrektor, pani Marzena Kubacz łatwo daje się wciągnąć w rozmowę, opowiada, wyjmuje rzadziej pokazywane eksponaty. Jest też autorką publikacji o historii Wołomina. Myślę, że w dużej mierze to jej ogromna zasługa, że udało się nie tylko odtworzyć wnętrza, ale i artystyczny klimat domu. Udało się też stworzyć miejsce żywe, będące ważną  instytucją kultury dla okolicy.

Dorota Ryst

 

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.