W najnowszym numerze...

Lwów - Cmentarz Orląt

Lwów to jedno z miast, obok Wilna, które stały się w powojennej Polsce mitem. Tyle słyszałam opowieści, że „ni masz jak Lwów”, tyle nazwisk, tyle książek… Nie, nie marzyłam, nie czekałam, ale kiedy nadarzyła się okazja, nie miałam wątpliwości, że trzeba jechać. I nie da się ukryć, że to miasto mnie oczarowało – zabytki, klimat, wszechobecna kawa…

Tutaj chcę opowiedzieć o wędrówce po Lwowie w poszukiwaniu polskich śladów literackich. Jest ich mnóstwo, wszak był to bardzo ważny ośrodek kulturalny naszego kraju. Ale ten tekst nie pretenduje do miana opracowania naukowego i na pewno nie wyczerpuje tematu – to po prostu podzielenie się wrażeniami i zdjęciami z miejsc, które udało mi się zobaczyć. 

Na ważny polski ślad trafiamy już na znajdującym się w samym centrum placu Mickiewicza (dawniej Mariackim), z którego wybiega główna lwowska promenada i szlak komunikacyjny – Prospekt Wolności (dawne Wały Hetmańskie). Tutaj głównym punktem, pod którym zatrzymują się niemal wszystkie wycieczki, nie tylko polskie, jest pomnik Adama Mickiewicza. Od ponad stu lat wieszcz spogląda z wysokiego cokołu, nad nim polatuje skrzydlaty geniusz a całość wieńczy kolumna ze zniczem. A pod spodem płynie Pełtew. Bo Lwów to miasto leżące nad rzeką zupełnie dosłownie. Jak pisał w 1934 r. dla „Wiadomości Literackich” rodowity lwowianin Jan Parandowski: „lwowskie królestwo wody znajduje się pod ziemią. Jego panią jest Pełtew, tajemnicza rzeka, płynąca środkiem miasta, pod skwerami Wałów Hetmańskich i pod gmachem teatru. Jej mit służy do celów chronologicznych. Kto jeszcze pamięta jej mętną wodę i odstręczające łożysko, jest starcem w oczach mego pokolenia.”

Miejscem, które odwiedzają chyba wszystkie polskie wycieczki, jest Cmentarz Łyczakowski. Wśród pochowanych tam ludzi pióra znajdziemy: Marię Konopnicką, Gabrielę Zapolską, Seweryna Goszczyńskiego, Władysława Bełzę – autora m.in. Katechizmu polskiego dziecka (utworu objętego w Polsce Ludowej zapisem cenzury). Pomnikiem, który trudno pominąć jest grobowiec Konstantego Juliusza Ordona dowodzącego w czasie powstania listopadowego baterią artylerii w reducie nr 54 wysadzoną w powietrze 6 września 1831, co zostało opisane przez Mickiewicza w słynnej Reducie Ordona (warto pamiętać, że pomimo, że wieszcz uśmiercił w wierszu Ordona, ten został wtedy jedynie mocno poparzony).

Częścią łyczakowskiej nekropolii, która wzruszyła mnie szczególnie jest Cmentarz Orląt. I ciągle jeszcze brzmi w moich uszach wiersz Artura Oppmana „Or-Ota” Orlątko

O mamo, otrzyj oczy
Z uśmiechem do mnie mów,
Ta krew, co z piersi broczy — 
Ta krew — to za nasz Lwów!...
Ja biłem się tak samo
Jak starsi — mamo, chwal!... 
Tylko mi Ciebie, mamo, 
Tylko mi Polski żal!...

[A. Oppman, Orlątko]

Ale Łyczaków, to nie tylko cmentarz – to cała dzielnica, niegdyś z bogatą subkulturą – to stąd pochodzili słynni batiarzy ze swoją charakterystyczną gwarą. To tutaj narodziła się słynna „Wesoła Lwowska Fala”, stąd pochodzili Szczepko i Tońko. Ale też tutaj pierwsze lata swojego życia spędził Zbigniew Herbert. Dziś na domu, w którym mieszkał, przy Łyczakowskiej 55 znajdziemy tablicę upamiętniającą ten fakt. Po wojnie Herbert nigdy nie wrócił do Lwowa, nawet pisząc o nim nie używał zwykle nazwy, jednak wiele odniesień jest czytelnych.

Nigdy o tobie nie ośmielam się mówić 
ogromne niebo mojej dzielnicy (…)
Nie opiszę nawet domu 
który zna wszystkie ucieczki i moje powroty 
choć mały jest i nie opuszcza powieki zamkniętej 
nic nie odda zapachu zielonej portiery 
ani skrzypienia schodów po których wnoszę zapaloną lampę ani 
liścia nad bramą

[Z. Herbert, Nigdy o tobie]

Na Łyczakowie mieszkała też w swoim domu, kupionym i rozbudowanym na początku XX w., Gabriela Zapolska. Willę nazwano tytułem jednej z ważniejszych sztuk tej autorki –  „Skiz”. Po dłuższym szperaniu w internecie zrezygnowałam z szukania tego miejsca – potrzeba chyba więcej czasu, żeby odnaleźć „Skiz” wśród uliczek górnego Łyczakowa.

Kolejna ważny dla mnie poeta związany ze Lwowem to Leopold Staff. Jego rodzice osiedlili się na stałe we Lwowie w roku 1870. Mieszkali z sześciorgiem dzieci w domu przy ulicy Skarbkowskiej 11 (ulica obecnie nazywa się Łesi Ukrainki), w centrum. W tej samej kamienicy mieściła się cukiernia, w której owiany już literacką sławą Leopold udzielał rad młodym, początkującym poetom, między innymi uczęszczającemu do IV Gimnazjum im. Jana Długosza, Kornelowi Makuszyńskiemu. Kamienica istnieje do dziś, w środku zachowały się oryginalne posadzki, schody, skrzynka na listy – to wszystko pamięta Leopolda Staffa i jego czasy.

Ze Skarbkowskiej niedaleko już na Rynek. Tam, w kawiarni Atlas (Rynek 45), założonej przez M.L. Atlassa, wynalazcę znakomitych wódek, w tym ulubionej wśród literatów „atlasówki”, spotykali się artyści. Tadeusz Boy Żeleński, Jan Kasprowicz, Leon Chwistek, Kazimierz Sichulski, Ostap Ortwin, Bruno Schulz, Józef Wittlin – to tylko niektóre z nazwisk. Jan Kasprowicz spędził tu podobno kiedyś równe trzydzieści sześć godzin, a pod koniec tego maratonu pisał na ścianach bardzo nieprzyzwoite rzeczy… Okolicznościowe graffiti na ścianach były zresztą jedną z cech charakterystycznych knajpy, o której w popularnym Walczyku lwowskim (tekst: Feliks Konarski, czyli  Ref-Ren)  śpiewało się:

Człowiek szedł do ”Atlasa”
Wypił, zjadł pierwsza klasa
Karmenadel z kosteczką. No ni?

Wśród innych lokali przy Rynku warto wspomnieć cukiernię pod numerem 24, prowadzoną przez Feliksa Michotka – ojca popularnego aktora Jerzego, autora wspomnieniowej książki Tylko we Lwowie. Kolejnym literackim adresem jest kamienica Szolc-Wolfowiczów (nr 23), w której mieszkał kiedyś wybitny poeta doby Renesansu – Szymon Szymonowic.

Postacią bardzo mocno związaną ze Lwowem jest Stanisław Lem. Jak sam wspominał: „Przez 23 lata mego życia praktycznie nie wyjeżdżałem ze Lwowa, Każdy człowiek ma tylko jedną matkę i nie można jej zmieniać na inną. Dlatego Lwów jest dla mnie niezamienialny. Przed wojna, nawet nigdy nie byłem w Warszawie, nigdy nie widziałem Krakowa. Więc mogę powiedzieć, że Lwów jest częścią mnie, a ja częścią Lwowa. Jestem wrośnięty we Lwów jak drzewo” (E. Tuzow-Lubański, Spotkanie ze Stanisławem Lemem, Przegląd Polski – tygodniowy dodatek literacko-społeczny nowojorskiego Nowego Dziennika z dn. 9.V.1996 r.). Lem poświęcił ukochanemu miastu książkę Wysoki zamek. Kamienica, w której mieszkał przy ulicy Brajerowskiej 4 (ob. B. Lepkowo) stoi, ale nie ma na niej żadnego śladu, że mieszkał tu najczęściej tłumaczony polski pisarz, a w pewnym okresie najbardziej poczytny nieanglojęzyczny pisarz SF, którego książki przetłumaczono na ponad 40 języków i osiągnęły łączny nakład ponad 30 milionów egzemplarzy.

Bliskim kuzynem Stanisława Lema był Marian Hemar (właśc. Jan Marian Hescheles), urodzony w domu przy ul. Jagiellońskiej 11 (obecnie W. Hnatiuka), autor tekstów ponad dwóch tysięcy piosenek, satyryk, dramaturg. W swoich tekstach wielokrotnie wracał do rodzinnego miasta.

Moje serce zostało we Lwowie
W moim mieście kasztanów i bzów
A ja chodzę wśród ludzi 
Samotny przez świat
Tyle dni i tygodni, miesięcy i lat.

[M. Hemar, Moje serce zostało we Lwowie]

Mówiąc o Lwowie i literaturze nie można nie wspomnieć o Uniwersytecie Jana Kazimierza i takich postaciach z nim związanych jak: Jan Kasprowicz, Teodor Parnicki, Anna Kowalska, Lew Kaltenberg, Artur Sandauer, Ostap Ortwin, Leopold Staff, Jan Parandowski, Tadeusz Boy-Żeleński oraz o położonym nieopodal Zakładzie Narodowy im. Ossolińskich.

W pobliżu Uniwersytetu, przy ulicy Słowackiego 6 znajdziemy tablicę upamiętniającą znakomitego aforystę Stanisława Jerzego Leca. Umieszczona została całkiem niedawno, w kwietniu 2018 r. i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jeden „drobiazg” – napisy na tablicy są tylko w językach ukraińskim i angielskim, a w treści nie pojawia się słowo „Polska” ani „polski”…

Choć to nie miejsce stricte literackie, ale nie ominęłam legendarnej kawiarni „Szkockiej” przy dawnej ul. Akademickiej 9 (obecnie Prospekt Szewczenki 27), miejsca codziennych długich spotkań matematyków z kręgu lwowskiej szkoły matematycznej i tworzenia ich teorii. Nagrodą była nie tylko znakomita kawa (a kawa to we Lwowie zupełnie odrębny temat), ale i znalezienie w pobliżu, na ulicy Fredry, tablicy upamiętniającej dom, w którym mieszkał i zmarł jeden z polskich romantyków – Seweryn Goszczyński (za życia mocno zresztą z Fredrą skonfliktowany).

Jak już wspominałam, kawa we Lwowie ma znaczenie szczególne – można ją wypić niemal na każdym kroku, w ulicznych kioskach i kawiarniach. Coraz częściej właściciele lokali sięgają do tradycji, próbują przypominać dawną sławę. Poza „Szkocką” i „Atlasem” odwiedziłam jeszcze „Wiedeńską” – jedną z najstarszych lwowskich kawiarni, opisywaną całkiem niedawno przez Zygmunta Miłoszewskiego w Bezcennym i tę w Hotelu George. Ten najstarszy z istniejących (od 1793 r.) i niegdyś najelegantszy hotel we Lwowie gościł pod swoim dachem Balzaca, Lista, Casanovę, Piłsudskiego, Paderewskiego, szacha perskiego, a Kiepura z jego balkonu śpiewał dla zgromadzonej na ulicy publiczności. Na początku II wojny światowej, kiedy we Lwowie znalazło się wielu polskich literatów, m.in. Broniewski, Wat, Boy-Żeleński i inni, było to jedno z miejsc cowieczornych spotkań. 

Nie dotarłam do willi Maryli Wolskiej „Zaświecie” przy ulicy Kaleczej 5 – jednego z najważniejszych salonów literackich Lwowa. Tutaj, na początku XX w. zbierali się poeci i artyści – Leopold Staff, Ostap Ortwin, Jan Parandowski i inni.

Bardzo żałuję, że dopiero po powrocie ze Lwowa trafiłam na książkę Żanny Słoniowskiej Dom z witrażem. Tym bardziej, że tytułowy dom minęłam kilkanaście razy w czasie mojego krótkiego pobytu, nie mając pojęcia jaki skarb kryje wewnątrz.

Mam wrażenie, że tak naprawdę dopiero zaczynam swoją przygodę ze Lwowem – książki związane z tym miastem zaczynają do mnie przypływać, niemal co dnia trafiam na nowe informacje i wątki… Mam nadzieję, że tam wrócę i odnajdę jeszcze wiele literackich śladów nad Pełtwią.

Dorota Ryst

 

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2018 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.