W najnowszym numerze...

Drugi plan

W rubryce „Drugi plan” prezentujemy sylwetki poetów i pisarzy nieznanych szerokiej publiczności, których twórczość znana jest głównie w środowiskach lokalnych, w „małych ojczyznach”, a  których warto pokazać szerszemu gronu odbiorców.

 

Józef Wittlin

Panuje opinia, iż twórczość Józefa Wittlina (1896-1976) prezentuje się nader skromnie jak na prawie 6 i pół dekady aktywności pisarskiej (1912-1976). Winny w dużej mierze mylnemu przeświadczeniu współczesnych czytelników o „małomówności” autora Hymnów jest poniekąd on sam. W listach (ta forma wypowiedzi pisarza stanowić będzie główne źródło tekstowe dla mojej próby zbliżenia się do tej oryginalnej osobowości) przyznaje przecież, że żaden z niego „wielopis” („Ale nigdy nie należałem do wielopisów i wszystko zawsze idzie mi ciężko” – list do Tymona Terleckiego z 31 lipca 1952 r., L47[1]), swoje dokonania określa mianem „skąpej twórczości” („Jeszcze raz przeczytałem Pański, tak dla mnie cenny i ciekawy szkic o mojej skąpej twórczości” – list do Wita Tarnowskiego z 25 stycznia 1959 r., LW149), „nikłej całości” („Powiem Panu, tak między nami, że właściwie na taką nagrodę [mowa tu o przyznaniu Nagrody Literackiej przez Związek Pisarzy Polskich na Obczyźnie w Londynie] nie zasłużyłem. »Za całość twórczości« – to mnie zawstydza. Jest to bowiem dość nikła całość” – list do T. Terleckiego z 29 grudnia 1957 r., L147), przedstawia ją jako „ubogą” („Co się zaś tyczy »całokształtu« mojej twórczości – jest on dość ubogi jak na mój wiek, właściwie moja biografia literacka i bibliografia zatrzymały się w latach 1939 – 1943” – list do W. Tarnowskiego z 29 stycznia 1958 r., LW142). Dodatkowo, gdy ocenia swoje literackie dokonania, często „rozbraja” ich potencjalną moc cudzysłowem (powyższe: „całość twórczości”, „całokształt”, poniższa: sama „twórczość”), nieraz wprowadzając zwroty wygaszające, np. „z przeproszeniem”: „A Drogi Pan zapewne zauważył, że od dawna zaniedbuje własną, z przeproszeniem, »twórczość«. A winienem się z nią pośpieszyć, jeśli nie chcę przejść do tzw. potomności (o ile w ogóle do niej przejdę) jako autor utworów młodzieńczych i nieukończonych” (list do T. Terleckiego z 10 kwietnia 1962 r., L181). Pisze to przecież człowiek, który w 1935 r. za przekład Odysei otrzymał nagrodę polskiego PEN-Clubu; za Sól ziemi w 1936 r. uhonorowany został nagrodą „Wiadomości Literackich”, a w 1943 r. – nagrodą American Academy of Arts and Letters oraz National Institute of Arts and Letters. Warto też przywołać opinię T. Terleckiego, który bojowniczo reklamował wydanie w 1963 r. przez Instytut Literacki w Paryżu opasłego (cegła literatury, choć z uwagi na przywołanie obfitości może lepiej użyć słowa „róg”) tomu esejów Orfeusz w piekle XX wieku:

Marian Jachimowicz w swoim bardzo długim życiu przeżył cały prawie dwudziesty wiek i to na tak niespokojnym terenie, jakim były wielonarodowe wschodnie ziemie dawnej Rzeczpospolitej. Urodził się jako galicyjski poddany cesarza Franciszka Józefa II, w małej wiosce Schodnica koło Borysławia 12 maja 1906 roku. Jego pierwszym latom szkolnym towarzyszył przyśpieszony, poglądowy kurs historii współczesnej, przemarsze wojsk podczas pierwszej wojny światowej, a także kozackie pogromy ludności żydowskiej. Wcześnie osierocony przez ojca, kowala, a wkrótce i matkę, zdany był na pomoc starszego rodzeństwa. Dzięki małżeństwu najstarszego brata z Węgierką, znalazł się w Budapeszcie i został oddany na naukę do pracowni preparującej zwierzęta. Panujący w tym warsztacie reżim pracy i bieda uniemożliwiły mu realizację jego pierwszego artystycznego zainteresowania, jakim było malowanie. Z czasem miejsce plastyki zajęła poezja, jako mniej wymagająca materialnie dziedzina twórczości. W stolicy Węgier młodziutki Jachimowicz był bezpośrednim świadkiem rewolucji Beli Khuna w 1919 roku. Pięcioletni pobyt w obcojęzycznym środowisku sprawił, że językiem węgierskim posługiwał się znacznie lepiej niż polskim. Polszczyzna pozostawała jednak dlań czymś w rodzaju mowy świętej, związanej z pamięcią zmarłej matki, co doprowadziło w efekcie do usilnych starań o powrót do ojczyzny i świadomego wyboru tego właśnie języka, jako narzędzia wyrazu własnej liryki.