W najnowszym numerze...

Tablica pamiątkowa we Wrocławiu

Ten szkic miał być o autentyczności w poezji. Ale nie będzie. Bo, moim skromnym zdaniem, nie da się oddzielić w poezji autentyczności od kreacji. Niezależnie od tego, co deklaruje sam autor. Zarówno ogłaszanie, że to sama święta prawda, jak zasłanianie się maskami, są funta kłaków warte. Nie istnieje poezja (a może szerzej – literatura) bez tych dwóch komponentów, ściśle ze sobą splecionych, zmieszanych w niemożliwych do ustalenia proporcjach. Koniec i bomba… Nie, to jeszcze nie koniec, bo zamiast o autentyczności będzie o literackich legendach.

Czy kolejne pokolenia młodych kochają Wojaczka za poezję, czy za aurę i nimb, który go otaczał? Za tę jego chmurność (i durność), za wychodzenie przez szybę z knajpy i samobójczą śmierć (wszak finis coronat opus…). Legendę utrwaloną filmem Lecha Majewskiego (legenda Krzysztofa Siwczyka – młodego wówczas poety kreującego tytułową rolę, to odrębny temat, może jeszcze ciekawszy). A może gdyby nie ten przekaz, nigdy by nie sięgnęli po poezję Wojaczka?

Czy rzesze (wciąż jeszcze dość liczne) fanów Stachury czytają jego książki, czy może tylko słuchają piosenek, oglądają film Siekierezada i odmieniają przez wszystkie swoje przypadki termin „życiopisanie”?

Jak słusznie zauważył Andrzej Makowiecki w szkicu Legenda literacka – przykład S. Przybyszewskiego, „wszystkie legendy literackie w większym stopniu odnoszą się do osobowości twórców niż do ich dzieła”. Grzeczni autorzy nie zostają legendami – stateczni urzędnicy, czy nauczyciele żyjący wedle wszelkich ustalonych norm, choćby pisali najpiękniejsze i najbardziej szalone wiersze, mają znacznie mniejsze szanse na ten rodzaj zaistnienia w zbiorowej świadomości. A zresztą, czy to w ogóle da się przewidzieć i zaplanować? Tak do końca zapewne nie, ale przyglądając  się chociażby legendzie Stachury skłonna jestem twierdzić, że osławione „życiopisanie” niepokojąco bliskie jest autokreacji. Uważna lektura książek i artykułów poświęconych temu autorowi (m.in. Stachura totalny Dariusza Pachockiego i Buty Ikara Mariana Buchowskiego) pokazuje, że bardzo dbał on o wizerunek i świadomie go kreował. Podobne spory od dawna toczą się też wokół postaci Rafała Wojaczka – świadomie (by nie rzec wyrachowanie) teatralizował swoje życie, czy po prostu „był sobą”? A Przybyszewski? Może to najlepszy przykład kreowania legendy, zwłaszcza w kontekście dalszego życia – dla przypomnienia „Smutny Szatan” Młodej Polski ostatnie lata życia spędził na posadach w urzędach poczt, kolei i innych szacownych instytucji, aż po kancelarię Prezydenta RP i zmarł jako nawrócony na wiarę katolicką staruszek.

Grób Marka Hłaski na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie

Analizując losy i życiorysy różnych twórców, którzy przeszli do legendy, można dojść do wniosku, że przede wszystkim trzeba umrzeć młodo (choć i to nie jest regułą, czego dowodem wspomniany już Przybyszewski) oraz prowadzić życie „na krawędzi” – używki, skandale, choroby to niezbędna pożywka dla wyobraźni. Trzeba też jednak zadbać o to, by ktoś o tym wszystkim wiedział. Bo jaki sens ma wychodzenie z knajpy przez okno, gdy nie będzie świadków? Cóż po samotnym zapiciu się gdzieś w domu na prowincji? Generalnie prowincja jest niezła do tworzenia legend, bo wszak w mniejszym środowisku łatwiej jest zaistnieć, ale pod warunkiem, że jakoś jednak łączy się z szeroko rozumianym „centrum”. Inaczej zostaje sława lokalna (też zapewne nie do pogardzenia). Przydałby się też jakiś dobry biograf albo korespondent, który zadba o pośmiertną kreację mitu. Zapewne wiele z legend nie przetrwałoby gdyby nie „wtajemniczeni”, którzy dokładają do ognia sławy, by nie zgasł (grzejąc się przy okazji w jego cieple). A że przy tym wszystkim niewiele zostaje z twórczości? Kazimierz Wyka w szkicu Trzy legendy tzw. Witkacego stawiał wręcz tezę, że legendy osobowości, filozoficzności dzieła pisarskiego i katastrofizmu „zmiażdżyły twórcę, bo z ich zaczarowanego kręgu nie było ucieczki donikąd”. Nic to – zostaje sława i trochę więcej zniczy na 1 listopada na grobach tych, którym się udało przejść do legendy.

Dorota Ryst

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.