W najnowszym numerze...

Przepiórcza Farma wita

W tym roku w okolice Miastka przyjechałam w kurtce, a wyjechałam w krótkim rękawku. Już ten fakt mógłby posłużyć za krótką recenzję ósmej edycji Warsztatów „Pomost”, odbywających się w „Przepiórczej Farmie” w Trzcinnie. Pogoda dopisywała niemal przez cały wyjazd i pozwalała swobodnie korzystać z pięknych okoliczności przyrody, zastanych na miejscu – a było na co patrzeć, gospodarstwo goszczące nas od 30 kwietnia do 3 maja położone było nad samym jeziorem Trzcińskim.

W ten sielankowy krajobraz z wrodzonym sobie taktem wdarło się dwanaścioro poetów i poetek, trzech prowadzących oraz jeden fotograf. Całej grupie przewodził Krzysztof Hoffmann - krytyk literacki i tłumacz, pracownik Zakładu Poetyki i Krytyki Literackiej w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, z nieodłączną pomocą Doroty Ryst i Sławka Płatka. Ich doświadczenie w prowadzeniu warsztatów pozwoliło przygotować zajęcia niecodzienne i niezwykle ciekawe – otarliśmy się nie tylko o rozważania nad najmniejszą cząstką, która czyni tekst poezją, ale również o liberaturę, technikę samplowania i inne awangardowe formy poetyckie. Nie zabrakło wykładu o kompozycji w książkach i zestawach poetyckich, a wieczory poświęcono na technikę autoprezentacji. Nie można również zapomnieć o tradycyjnej wycieczce po okolicach Miastka, która w tym roku przybrała formę barwnego kolażu. Zobaczyliśmy wszystko – od XVII wiecznego kościoła w Trzcinnie, poprzez kąpielisko miejskie „Lednik”, aż po zabytkowy samolot Lim-5 podarowany miastu przez Mirosława Hermaszewskiego. Wyprawę zakończyliśmy w stanicy wędkarskiej nad jeziorem Wołczyckim, a niektórzy pokusili się dodatkowo o obejrzenie kościoła w Wołczy Wielkiej.

Podczas warsztatów mieliśmy szansę zmierzyć się z siedmioma ćwiczeniami. Celne uwagi Krzysztofa Hoffmanna pozwoliły nam skupić się na ponownym przemyśleniu i poprawie tekstów już w trakcie ćwiczeń, a lekko akademicka, choć luźna atmosfera sprzyjała poszerzaniu horyzontów poetyckich i otworzeniu się na nowe formy. Cztery dni to dość dużo czasu na sprostanie takim wyzwaniom, ale nie było czasu na nudę, miałam wrażenie, że każda chwila została dobrze spożytkowana. Nie wszystkie zajęcia były zakończone ćwiczeniami, jako ciekawostkę mieliśmy szansę zobaczyć interaktywną książkę Powieki i poemat Spoglądając przez ozonową dziurę Zenona Fajfera, związanego z pojęciem liberatury. Bez względu na to, czy zakończone ćwiczeniem, czy nie, wszystkie zajęcia sprawiły, że spojrzałam na poezję w nieco innym, mam nadzieję szerszym, świetle.

Aspekt towarzyski takich spotkań jest również nie do pominięcia. Rozmowy o literaturze toczyły się nie tylko podczas zajęć, ale i w kuluarach, podczas posiłków i wieczornych posiadówek. Nie wszyscy mieli okazję uczestniczyć w warsztatach od początku do końca, ale nawet ci nieobecni zostali docenieni przez prowadzących oraz przedstawiciela miastkowskiego CITu podczas rozdania nagród w turnieju wiersza warsztatowego (chociażby za doświadczanie poetyckiego weltschmerzu). Podczas tych warsztatów nawiązałam dużo wspaniałych kontaktów i muszę przyznać, że ciężko mi było wyjechać ostatniego dnia. Mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec moich przygód z majowymi warsztatami w Miastku.

Dominika Kaszuba

 

 

 


 

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.