W najnowszym numerze...

Ulica Młyńska w Gdańsku to mały zaułek odchodzący od ulicy Na Piaskach na wysokości młyna (co za koincydencja), pochodzenia jeszcze krzyżackiego. Tam właśnie staraliśmy się zdążyć (bo już minęła godzina 14-ta) do pubu „Loft”. Tam właśnie, o tej godzini, rozpoczynał się festiwal „Fala poprzeczna”. Na szczęście, jak to u literatów bywa, pewien poślizg czasowy występuje w sposób naturalny. Grupka uczestników wciąż jeszcze kręciła się przed wejściem, więc nie tylko nie spóźniliśmy się, ale i zdążyliśmy zakupić napoje (o zaklepanie miejsc siedzących zadbaliśmy zawczasu, spryciarze). Przyjemnie zobaczyć tyle znanych twarzy! No i zaraz się zaczęło — rozpoczął Sławek Płatek, a potem turniej jednego wiersza prowadził Marcin Kleinszmidt. Było w sumie 22 uczestników, wywoływanych z nazwiska i z podaniem numeru, żeby było wiadomo na kogo głosować. A głosować mogli tylko uczestnicy. Nawet komisję skrutacyjną wylosowano z biorących udział w turnieju. A więc w razie niezadowolenia uczestnicy mogli mieć pretensje o ewentualny zły wynik tylko do siebie.

Chwila przerwy i przeszliśmy do następnego punktu programu: Dorota Ryst w rozmowie ze świeżymi debiutantami. Świeżość polegała na niedawnym wydaniu pierwszego tomiku, bo wszyscy autorzy nie byli już dziećmi. Jak widać (i było to podkreślone w rozmowie), debiuty potrafią zdarzać się autorom dość późno. Przybliżono nam sylwetki i wiersze Anny Marii Wierzchuckiej, Tomasza Mielcarka, Rafała Rutkowskiego i Andrzeja Szaflickiego. Każdy poeta inny, każdy w swoim rodzaju, bardzo ciekawe spotkanie. Zasłuchaliśmy się w wiersze, a talent recytatorski Andrzeja Szaflickiego zaczarował nas zupełnie. Wymienione książki (nie wiem czy wszystkie) można było kupić na miejscu, były wystawione na półce pod ścianą, wraz zresztą z wieloma innymi.

W kolejnym punkcie programu poznaliśmy los niezależnych wydawców literatury, a poezji przede wszystkim. W spotkaniu prowadzonym przez Agnieszkę Kozłowską (Fundacja Otwarty Kod Kultury i wydawnictwo Fa-art) brali udział Rafał Gawin (Arterie, Łódź), Krystian Ławreniuk (Stowarzyszenie Żywych Poetów, Brzeg), Jacek Bierut (Fundacja Karpowicza, Wrocław), Michał Kasprzak (Wakat, Warszawa), Sławomir Płatek (Stowarzyszenie Salon Literacki, Warszawa). Na samym początku rozmowy było zapowiedziane, żeby raczej nie narzekać na sytuację w branży wydawniczej, bo któż nie ma kłopotów? Z rozmowy płynęło jedno zasadnicze przesłanie — do wydawania poezji trzeba być zapaleńcem z dużą energią własną, mnóstwem pomysłów i samozaparcia w zdobywaniu funduszy. I takich ludzi mieliśmy okazję posłuchać, zobaczyć jak sobie radzą i co mogą sobie nawzajem doradzić, żeby sprawniej rozwiązywać codzienne typowe problemy. Dla nas te informacje — jak postępują dystrybutorzy, ministerstwo, jak absurdalne sytuacje można napotkać — były fascynującą, nieznaną sferą i tym większy mamy podziw dla osób zaangażowanych w wydawanie niezależne.

Na festiwalu literackim nie mogło zabraknąć rozważania kwestii zasadniczych i tutaj zaplanowany został panel dyskusyjny prowadzony przez Malinę Barcikowską (CSW Toruń) z osobami zajmującymi się naukowo obszarem literatury i filmu. W dyskusji udział wzięli dr Piotr Kurpiewski (UG), dr Krzysztof Gajda (UAM), dr Janusz Radwański, dr Przemysław Zawrotny (UG). Temat przewodni dotyczyć miał pytania czy w dobie Internetu, czytników elektronicznych i nowych form wyrazu jest wciąż zapotrzebowanie na literaturę w jej dotychczasowej postaci, a w szczególności na poezję. Dyskusja w którymś momencie skręciła w stronę rozważań czy wciąż istnieje podział na kulturę „wysoką” i „popularną”, czy może istnieć np. komiks zaliczany do literatury wysokiej albo czy scenariusz filmowy jest literaturą. Padały argumenty za i przeciw i nie zanosiło się na rozstrzygnięcie. Ponieważ czas już był na rozpoczęcie kolejnych pozycji programu festiwalu, pozostaliśmy w tej kwestii bez ostatecznej konkluzji. Czy jest ona w ogóle możliwa?

Duże emocje przygotowali nam organizatorzy w kolejnej atrakcji festiwalu, czyli slamie. Uczestnicy wstępnie zostali podzieleni na zespoły i w każdej drużynie publiczność głosowała (tu już wszyscy zgromadzeni, my też) przez podniesienie ręki, kto powinien przejść do następnej rundy. Występy były na zasadzie „mieszanych sztuk walki”, mieliśmy więc próbki rozmaitych stylów i form ekspresji, takich jak performance, czytanie wierszy, stand-up, improwizacja, mini-monodramy. W pamięć zapadł uczestnik Dżin (zapis ze słuchu) występujący w demonicznym przebraniu i na szczudłach. Był zresztą bliski wygranej – do finału przeszedł tenże Dżin i Aleksandra Dańczyszyn. W ostatecznym głosowaniu cały slam (i zgrabną kwotę w PLN) wygrała ona (ale walka była wyrównana). Dla porządku: poszczególne etapy wygrali następujący reprezentanci: Aleksandra Dańczyszyn, Dżin, Anita Wiśniewska oraz Piotr Zdziarstek. W chwili przerwy okazało się, że było to już za dużo poezji (a może też i napojów) dla jednego przedstawiciela lokalnej publiczności, który oznajmił wszystkim, że „taryfa czeka, a on jedzie do pierdla” i opuścił gościnny pub „Loft”. Cóż, ale co wysłuchał (i wypił) to jego...

A to nie był wcale koniec emocji — ciąg dalszy nastąpił już po chwili: ogłoszenie wyników turnieju jednego wiersza. Po ustaleniu kolejności odczytywania protokołu dowiedzieliśmy się, że nagrodę III otrzymał Michał Kasprzak, II — Maciej Słota (w slamie wystąpił także jako wspomniany Dżin), a zwyciężyła Anna Maria Wierzchucka.

Na scenie pojawił się wtedy również artefakt w postaci zgrabnie zespawanych metalowych części (samochodu?). Powstawał on od chwili rozpoczęcia festiwalu na placyku za oknem, dostarczając malowniczych błysków jasnego światła. Autorem był Witold Murawski, znany twórca rzeźb wykonanych w technice spawania metalu. Niestety, nie wiemy czyje wnętrze rzeźba teraz zdobi.

Kiedy ze sceny zniknęli organizatorzy (i rzeźba) pojawili się na niej muzycy (z instrumentami) — organizatorzy zadbali, żeby zabawa trwała nadal. Nie musimy chyba dodawać, że nie było to disco polo, ale impreza na miarę festiwalu literackiego. Na rozgrzewkę do transowych rytmów deklamację rozpoczął Marcin Kleinszmidt pokazując się jako człowiek wielu talentów. Zabawa zaczynała się rozkręcać, kiedy wychodziliśmy, żeby jeszcze zobaczyć trochę wieczornego Gdańska...

Jola Witusik-Kamińska i Maciek Kamiński

 

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.