W najnowszym numerze...

Wyjątkowość i aktualność Josepha Conrada to przede wszystkim nowoczesność refleksji moralnej i taki model moralnej literatury, który pozostaje organicznie niezależny od czynników zewnętrznych. Conrad w świecie ponowoczesnym może okazać się świetnym nauczycielem tragedii i tragizmu. I jest to tragedia organiczna, wyrastająca z organicznych etycznych konfliktów, nierzadko tragedia całych zbiorowości jak np. we wciąż niedostatecznie docenionej przez Polaków powieści Nostromo. Można by powiedzieć za Zdzisławem Najderem, że o organiczności literatury moralnej Conrada zbyt łatwo w Polsce w latach 90. XX wieku przyszło nam zapomnieć. Że niesprawiedliwie i pospiesznie zaksięgowaliśmy tę literaturę jako kodeksową, nie dostrzegając jej fizjologicznego związku z naszym życiem moralnym. Conrad tymczasem pozostawał obecny, np. jako patron polskiej literatury pogranicza – bardzo conradowski pod tym względem, w jakiś sposób nawracający do problematyki Nostromo, jest Hanemann Stefana Chwina.

Nie tylko jednak o Conradowskiego Chwina tutaj chodzi. Mimo że literatura Conradowska zdaje się po 2000 roku w Polsce niesprawiedliwie odrzuconym depozytem, współczesna polska powieść wiele z niej mimowolnie zapożycza. Wypełniona klasycznymi sytuacjami Conradowskimi, dylematami Conradowskiego „człowieka podwójnego”, jest np. Morfina Szczepana Twardocha. Conrad sprawia w ten sposób, że ze zdwojoną siłą przypominamy sobie słowa Wallace’a Stevensa: „we współczesnej poezji żaden brak nie rzuca się tak bardzo w oczy jak nieobecność szlachetności”. I może ten silny moralnie tembr sprawia, że bywa obecność Conrada w XX-wiecznej recepcji także szczególnie przerażająca. Z jednej strony pisarz był inspiratorem ideałów NSZZ „Solidarność” w Polsce, z drugiej – był mistrzem Williama Faulknera i inspiracją dla Alberta Camusa w Ameryce. Istnieją jednak także mroczne, zupełnie niezawinione przez Conrada, strony jego czytania – opowiadanie Tajemny wspólnik znajdowało się na półce Theodore’a Kaczynskiego, amerykańskiego matematyka i terrorysty, wysyłającego w l. 1978-1995 do swoich adresatów listy-bomby. Japoński przekład Tajnego agenta odnajdujemy z kolei w biblioteczce Mishimy Yukio, który po nieudanym wezwaniu do zamachu stanu i próbie restytucji pozycji cesarza w Japonii popełnił w budynku Japońskich Sił Samoobrony rytualne seppuku w 1970 roku.

Warto przypomnieć, że w 2009 roku w posłowiu do najnowszego przekładu Jądra ciemności Przemysław Czapliński nazwał utwór, sugestywnie oraz symptomatycznie, „europejskimi Biesami w Afryce”. W ostatnich latach najciekawszej analizy Lorda Jima dostarczył z kolei filozof, Alan Finkielkraut, który w tomie esejów Serce rozumiejące ukazał na nowo związki jednej z najpoczytniejszych powieści Conrada z europejskim egzystencjalizmem.

Być może naszą największą zaległością lekturową wobec Conrada jest niedostatecznie głębokie odczytanie jego powieści politycznych: Nostromo, W oczach Zachodu czy Tajnego agenta. W Polsce nigdy nie zdarzyła się szczęśliwa sposobność do tego rodzaju pogłębiającej lektury. Ostatnie tłumaczenie Nostromo dokonane przez Jana Józefa Szczepańskiego miało miejsce w 1984 roku, a więc 32 lata temu. Lata 50. XX wieku, kiedy Zachód odkrywał na nowo dla siebie W oczach Zachodu i Tajnego agenta to w Polsce czas, w którym wpierw zakazano administracyjnie druku powieści Conrada, następnie zaś powrócono do lektury Lorda Jima, którego wydanie w 1955 roku opatrzone zostało słynnym posłowiem Jerzego Andrzejewskiemu o różnicach między moralnością Hamleta a moralnością Lorda Jima.

Tajny agent to nie tylko sprawozdanie z „krwawej, idiotycznej bzdury”, jak tłumaczył Conrad, ale wskazanie, że nawet karnawał perwersji ma swoją dantejską logikę. Próba zainicjowania godziny prawdy wśród małżonków kończy się krwawą łaźnią w domu Verloców, w której ostatecznie mąż zostaje zakłuty przez żonę, zaś ta – popełnia samobójstwo. Powieść polityczna okazuje się fabułą sensacyjną, kryminalnym, odwróconym melodramatem. Joseph Hillis Miller powiada i to w pełni ziszcza się w finale Tajnego agenta: „głos Conrada i głos ciemności stają się jednym głosem”.

I cóż bowiem, moralność mieszczańska według Marii Dąbrowskiej zabezpieczona została wyłącznie przez opinię i policję. Conradowska moralność jest sądem nad wszelkim konwencjonalizmem, w tym właśnie Conrad ujawnia się całkowicie jako mistrz uniwersalnych prób duchowych człowieka. Bez sankcji, powinności, bez nadziei nagród i niebezpieczeństwa kar żyjemy w ciemności i dlatego musimy być ostrożni, aby stąpając po kruchym gruncie świata, nie przynieść krzywdy towarzyszącym nam bliźnim. W tym względzie solidarność Conrada stanowi solidarność w specyficznie danych i naznaczających jednostkę warunkach: ciemnościach. Jest próbą altruizmu. Nierzadko próbą altruistycznego rozwiązania masochistycznej sytuacji, masochistycznego spiętrzenia osobowości. Conrad z pewnością nie jest moralistą niewolników.

Dlatego wydaje mi się, że jeżeli nie pytamy o aktualność Dostojewskiego, nie powinniśmy pytać także o aktualność Conrada. Jeżeli w wypadku Dostojewskiego ta myśl nie przychodzi nam do głowy, podobnie niepotrzebne zdaje się to pytanie w wypadku Conrada. To bowiem dwa konkurencyjne projekty etyczne, w swoim antagonizmie bardzo wbrew pozorom symetryczne. Zło Conradowskie jest tajfunem, ciszą na morzu, wrogiem naturalnym, ale nie szatanem. Zło Conradowskie nie stwarza sytuacji beznadziejnej, apokaliptycznej jak u Dostojewskiego, która nakazałaby nam bezwolnie poddać się transowi, i przeregulowywać swój wewnętrzny metronom na rytm nadchodzącej Zagłady. Dostojewski mistyfikuje, zdaniem Conrada, racjonalny przełom moralny, ale to tylko pozorowanie racjonalności. De facto jako pisarz – jest on irracjonalistą.

Conrad w ten sposób „rzuca rękawice” naszej, ponowoczesnej, zatomizowanej społeczności. Jako wewnętrznie zatomizowany, domaga się etyki zbiorowej i realizacji ideału solidarności. Literatura Conradowska to wojna wypowiedziana człowiekowi atomowemu, przeciwko atomowemu projektowi rasy ludzkiej. Przeciw atomizacji globalizmu. Alienacja Conrada, jak powiada Ian Watt, inaczej, silniej, konkretniej niż u Flauberta czy Dostojewskiego, idzie w parze z zaangażowaniem w życie tu i teraz. Alienacja tego rodzaju nie symbolizuje epifanii osobowości jak u Eliota czy Pounda. U Conrada oznacza zaangażowanie w zbiorowość, to alienacja, która „domaga się” dla siebie racji zbiorowości, alienacja altruistyczna i strategiczna. Wskazuje, że atomizacja jest warunkiem prawdziwie niezależnej integracji w społeczeństwach, co sprawia, że dystansuje egzystencjalizm w duchu Sartre’a i zbliża się do Camusa. Bytowanie w społecznościach jest częścią kondycji tragicznej rasy ludzkiej. To, co ją określa, to kondycja tragiczna – nie tylko stygmatyzująca jednostki, lecz również zbiorowości, określone wzajemnie siecią uwarunkowań, także komunikacyjnych. To sprawia, że tak blisko moim zdaniem Josephowi Conradowi do Michela Houllebeque’a, współczesnego diagnosty ponowoczesnej afazji komunikacyjnej. Uległość jest jak gdyby odwróconym Jądrem ciemności, przeniesionym z rzeczywistości Konga do Paryża przyszłości w 2022 roku. Francois, naukowiec, bohater Uległości pod wieloma względami przypomina Razumowa z Conradowskiego W oczach Zachodu.

Spróbujmy podsumować. Wielką wartością Conrada jest to, że nie jest to wyłącznie pisarz etosu służby. Etos służby jest dla niego czymś żywym, uczestniczącym w procesach świata, organicznie wypełniającym człowieka w jakiś wysoce ponadbiologiczny, metafizyczny sposób. Etos Conradowskiej służby wypełniony jest swoistym wewnętrznym życiem. I to, co Conrada fascynuje najbardziej, to ukazać życie wewnętrzne etosu, ukazać etos w najwyższym momencie jego wewnętrznego życia, w rozkwicie, w rozwoju. Ów rozkwitający etos wywyższa człowieka etycznego, nierzadko łamiąc go, zabijając, wprowadzając w zaklęty krąg konieczności ofiary. Ale zarazem wyzwala wewnętrzność, która staje się integralną osobowością. W ten sposób rodzi się za sprawą Conrada humanizm wewnętrzny, a także taki model pisarstwa, który będzie współpracował z wizją humanistyki, którą moglibyśmy w ten oto eksperymentalny sposób określić. Humanistyką wewnętrzną…

Karol Samsel

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.