W najnowszym numerze...

Piotr Mosoń - separatum

Gdyby ktoś się zastanawiał, czy zostać poetą (nie tak po prostu pisać wiersze, ale poetą być!) to po lekturze „separatum” zapewne przemyśli sprawę jeszcze raz. Tomik jest bowiem krótkim, wierszem pisanym traktatem o tym, że być poetą jest fatalnie, aczkolwiek jak się zacznie, to trudno przestać. Nie jest to jednak zwykłe biadolenie nad swoim losem, raczej coś bardziej uniwersalnego. Autor zauważa, że ani czasy („requiem dla poezji współczesnej”), ani czytelnicy („antybohater”), ani nawet sam poeta („autoportret niecharakterny”) nie mogą spełnić tego, co zwykle było dane piszącym wiersze. A jeśli spróbuje - ląduje na marginesie w pozie wartej kpiny („i zstąpił duch”). Nie tylko poeta ma problem z dotarciem do świata, ale i świat nie potrzebuje tego rodzaju komunikacji: ikony pękają,/ jak słone gałki oczne, tej która zawsze się odwróci, bo nie nawykłam wierzyć na słowo. zwłaszcza twoje. („żona Lota”).

Kto by wierzył poecie? To utopia. Bez szans na osiągnięcie celu. Książka jest więc zapisem prób, świadectwem podejmowanych starań, ale w żadnym wypadku nie przepisem, czy receptą. Jedynym fragmentem przestrzeni lirycznej, w którym ubywa niepokoju jest dom. Tam wyjaśniają się, a może nawet przestają mieć znaczenie dylematy roztrząsane na zewnątrz. Kłopoty rodzą się na styku z nieadekwatną rzeczywistością (a może to wnętrze poety jest nieadekwatne? Tomik tego nie rozstrzyga), znikają w prywatności. Ta bezpieczna przestrzeń pojawia się znakomicie zarysowana w wierszu „sweter filozoficzny”, powraca w „erotyku powszednim” określającym dość precyzyjnie czym staje się dla autora poezja. W końcu - „chodź, opowiem ci bajeczkę” - ostateczny manifest niemożności skomunikowania się językiem poetyckim z resztą świata. I cóż z tego, że poeta sądzi świat („skundlony”), skoro świat i tak nic sobie z tego nie robi („Pan Cogito…”).

Nad całą książką wisi fatum, syndrom ślepej uliczki. Kolejne wiersze są świadectwem prób przełamania marazmu, co kończy się niemal zawsze fiaskiem. Specyficzna sytuacja, w której bycie na zupełnym pustkowiu jest równoznaczne z całkowitym osaczeniem. Wypowiedziane jest to w sposób przekonujący i dobitny. I właśnie w tym kontekście szczególnie interesujące są te wiersze, które mówią o wyjątkach. Chwilach, sytuacjach, kiedy poeta robi coś sensownego, dokumentując to mimo wszystko wierszem.

Wiersz tytułowy jest chyba przedobrzony. Mógłby być (i chyba powinien) punktem centralnym książki, filarem nośnym. Jednak skłonność do skrótów, która w innych miejscach daje świetne rezultaty (nawet na to by być nikim/ trzeba sobie ręce aż po łokcie// a może by tak rozważyć wariant zazdrosny?/ aż po obrys cienia jestem/ o miłość/ o słowa… - „insomnia”), tu - jakoś ciąży, hamuje, zamiast nadać tempo - rzuca kłody. Przy tym redaktor i korektor przeoczyli parę rzeczy. Autor ma prawo do potknięć stylistycznych, czy gramatycznych, ale ktoś powinien to później wyłapać. Słupsk o tej porze roku wygląda równie bezbarwnie, że gdyby zamknąć oczy, to mógłby być Kościanem („akt czegokolwiek”), powierzchowność spękana ciszą („separatum”) - przeoczono kilkanaście podobnych zdań, którym wystarczy czasem przecinek lub zmiana jednego słowa, żeby były nie tylko poprawne, ale i błyskotliwe. Wiersz „separatum” to przykład, że czasem lepiej zdać się na intuicję, bo ciężką pracą można niekiedy dojść jedynie do spiętrzenia przymiotników. Ale już za chwilę potem fraza: uderz w niemalowany stół, a rozsypią się/ zamki z kart. („chodź, opowiem ci bajeczkę”). Znakomite, lekkie, nośne.

Jest więc spór ze światem i próby komunikacji, jednak narasta też pesymizm. „Wojny intymne” i „poemat poślubny” zabierają poczucie normalności i przyjaznego punktu odniesienia, jakim było osadzenie w akceptowanej codzienności. W dwóch finałowych tekstach - „pobrzeżnie” i „confiteor” powraca idee fixe. Nie ma ruchu na tej szachownicy, po kolejnych próbach rozwiązań pionki wracają do tej samej pozycji.

Jedną z najsilniejszych stron książki są operacje na frazeologizmach, przetwarzanie ich, rozbijanie, nadbudowywanie: wstrzymaj świat i rusz ustami („oralcentrycznie”), cokolwiek jeszcze poza myślnikiem,/ pod którym zbunkrował się minus („genesis kropki”), „bezprzykładny kompromis”. Współczesny język jest używany z umiarem i selektywnie, bez zalewania nawiązaniami do ery informatyki i słownictwa sfery telefonii komórkowej. Język właśnie jest główną zaletą „separatum”, decyduje o rozpoznawalności stylu, usprawiedliwia tematykę, buduje napięcia. A sprawa poezji?

milcz - poezja ma prawo głosu lub obowiązek zaniechania,
wyłącznie wtedy gdy szeptem kłamstwo jest groźniejsze,
niż każda nadinterpretacja pokuty. i ani słowa o emocjach.
nie rzucaj mi w oczy Salomonem nadaremno. amen.

(„confiteor”)

Sławomir Płatek

Autor: Piotr Mosoń
Tytuł: Separatum
Wydawca: Miejski Dom Kultury w Radomsku, 2010
ISBN: 978-83-931977-0-5

(tomik wydano jako zwycięski projekt w II OKP im. Janusza Różewicza)

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.