W najnowszym numerze...

No i zaczyna się sezon festiwalowy. A z festiwalami różnie będzie, bo i z finansowaniem jest tak sobie. Nie tylko czasopisma nie otrzymały dotacji, ale i imprezy. Miasto Poezji w Lublinie co prawda się odbędzie (to dobra wiadomość), ale w okrojonym zakresie (to z kolei – zła). Ministerstwo, z sobie znanych powodów, nie przyznało dotacji na ten festiwal, który nie tylko jest niespecjalnie chrześcijańsko-narodowy (a dokładniej mówiąc – wcale), na dodatek robi go instytucja, w której mieści się muzeum Żydów. I nawet nie próbują udawać, że się nie mieści. Tak tylko mówię, bo to z pewnością nie ma związku z nieprzyznaniem dotacji (po raz pierwszy od wielu lat).

Zastanawiam się, jak „poezja zaangażowana” zareaguje na nieładne traktowanie – już nie bezrobotnych, prekariatu, chińskich robotników i brazylijskich mieszkańców slamsów – a naszych, krajowych pisarzy. Przypomina mi się propagandowa akcja organizowana przez PZPR w najgłębszym kryzysie lat 80. Otóż postanowiono wysłać koce bezdomnym w Nowym Jorku od polskich komunistów. Szczegółów nie pamiętam, ale przyszło mi do głowy, że PiS jest partią de facto socjalistyczną i krytyczną wobec liberalnego kapitalizmu, co może nieoczekiwanie być po drodze „poetom zaangażowanym”. A jeśli w sprawach gender, imigrantów i innych spornych jest nie po drodze, to nadal zastanawia mnie, dlaczego nie widać jakiegoś zalewu wierszy przeciw łamaniu konstytucji w Polsce; wciąż na fali są bezdomni w Nowym Jorku, którzy nie mają koców.

Możliwe jednak, że nie tylko niedokładnie pamiętam akcję z kocami, może także przegapiłem jakieś nowe tematy zaangażowania poezji. Tylko, że jeśli ja przegapiłem, to kto nie przegapił? Mój pracodawca? (Węgier, nie czyta poezji ani polskiej, ani węgierskiej). Dyrektor palarni kawy, którą zbudowano 200 metrów od mojego bloku? Pan ze sklepu rybnego w Rumi? Chłopcy z piwem na klatce schodowej? Minister kultury? Przecież to do nich i o nich te wiersze. Ja, minister kultury, chłopcy z piwem i pan z rybnego – wszyscy przegapiliśmy poezję zaangażowaną w nasze sprawy.

Cały numer jednak jest w czymś jeszcze innym. Otóż zamach na sztukę jest co prawda oficjalnie skierowany przeciwko sztuce zaangażowanej w przeciwną stronę. Rząd najbardziej gniewa się na różne Idy, Pokłosia i inne podobne wytwory, ale tak naprawdę to tylko wierzch. Pod spodem jest niezgoda na sztukę „wynaturzoną”, jak mawiali faszyści i komuniści, na cały ten zblazowany obszar dzieł, których autorami i konsumentami są liberalni, kosmopolityczni intelektualiści, wielbiciele obrazów, przedstawiających kwadrat i rzeźb przedstawiających pisuar. A więc eskapiści.

I jak tu bronić sztuki eskapistów? Czy potrzebujemy sztuki zaangażowanej, żeby bronić niezaangażowanej? Czy niezaangażowana staje się przez to zaangażowana – że w ogóle jest i hmm... „walczy”? Jeśli napiszę wiersz o wiośnie, to czy poeta zaangażowany napisze wiersz o tym, że ja mam polityczne prawo pisać o wiośnie? Może przeciwnie, napisze wiersz, że zły ze mnie człowiek, bo zaraz zaczną tu strzelać do ludzi, a ja bezczelnie piszę o tym, że drzewa strzeliły pąkami.

Drzewa, rzeczywiście, strzelają na całego, pąki świstają gęsto. A jeśli ktoś mnie zapyta, co ja zrobiłem dla obrony wolności, to odpowiem zaskakująco, że też napisałem parę wierszy zaangażowanych. Nie znacie ich? Wiedziałem.

Sławomir Płatek

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.