W najnowszym numerze...

Tomasz Markiet

Chciałem sprawdzić czy jestem rówieśnikiem jakiejś ciekawej postaci, ale Wikipedia podaje, ze tego dnia co ja urodziła się tylko znana aktorka filmów porno Kendra Lust. Pomińmy zatem datę, kiedy się urodziłem. W młodości, jak każde grzeczne dziecko posiadałem biblię z obrazkami do której z upodobaniem dorysowywałem statki kosmiczne atakujące apostołów i dinozaury pożerające świętych. W szkole podstawowej, zajęcia z plastyki na których narysowałem abstrakcję z czaszkami skończyły się wizytą u szkolnej psycholog. Wtedy pierwszy raz usłyszałem opinię, że jestem artystą, co wywołało popłoch moich rodziców. Przez kolejne dwie dekady byłem bardzo obiecującym artystą u progu kariery. Świadomy wagi porządnego wykształcenia, które powinno zapewnić spory dochód i wygodne życie, zdecydowałem się skończyć filozofię. Mając odpowiednią podbudowę teoretyczną, uparłem się, że nikt mnie nie będzie mnie uczyć rysować i nauczę się sam. Badając wytrzymałość cienkopisów odkryłem ile radości sprawia zagęszczanie kresek i wymyślanie skomplikowanych wzorów. Rysowanie w ten sposób daje efekt podobny do medytacji lub innych powtarzalnych czynności wymagających skupienia. Wspaniale też kanalizuje wszelkie kompulsywne natręctwa od których nie mogę się opędzić. Ostatnio kusi mnie, żeby skończyć z rysunkiem figuratywnym i skupić się nieograniczonym pokrywaniu kreskami dużych powierzchni. Sam jestem ciekaw jak to się skończy.

Tomasz Markiet


 

Kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z twórczością Tomasza Markieta, nie mogłem oprzeć się klimatowi, aurze bijącej z tych prac. Jak widać na przykładzie powyższej notki, nasz autor nie tylko potrafi pięknie rysować, ale także pięknie o sobie pisać. Tomka poznałem wiosną 2013 roku właśnie przy okazji wernisażu jego twórczości; sporządziliśmy też wtedy wywiad, który ukazał się w umarłym od dawna zinie Pływy (od którego w sumie wiele się zaczęło).

Oprócz klimatu tej twórczości, wynikającej z wyobraźni autora, oprócz mozolnej techniki, której sam Tomasz przypisuje wymiar medytacyjny (a która to technika bywa stosowana także przez innych autorów) wybijającą cechą każdego z tych dzieł jest pieczołowita kompozycja – każdy ruch, każda kreska jest dokładnie zaplanowana, od układu całości po detale, ornamentykę, wszystko jest na swoim miejscu. Nie ma tutaj miejsca na improwizację, brak tutaj pola dla twórczej dezynwoltury, i myślę, że połączenie tych trzech głównych aspektów sztuki Markieta – klimatu, techniki i dyscypliny – pozwala na uzyskanie takich efektów, jakie mogą Państwo dziś podziwiać.

Marcin Kleinszmidt

 


 

Tomasz Markiet – galeria prac

 

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.