Wpisy oznaczone ‘hard rock heroes’

Hard rock heroes, dokończenie o festiwalu w Spodku

czwartek, 15 Grudzień 2011

Jeszcze o festiwalu Festiwal Hard rock heroes. Nie kończył się (w sumie… kończył, ale to taki frazeologizm „nie kończył się”) na Whitesnake. Zagrało parę innych grup i było naprawdę fajnie. Po kolei: za Krukiem nie przepadam, ale ludziom się podobało. Niewielu co prawda tych ludzi słuchało, tłok się zrobił dopiero na TSA, ale jak ktoś przyszedł, to pewnie wiedział co lubi. J.D. Overdrive nie słyszałem w ogóle, po prostu tramwaj mi przyjechał jak już skończyli. Tak naprawdę jazda zaczęła się na The Answer, ja napiszę kiedyś recenzje tych ich płyt. A koncert – no jazda na maxa, chłopaki zarżnęli wszystko co się rusza. Niby są wtórni, ale to jest rock and roll. Tu się nie da wymyślić czegoś od zera. Tu się zaczyna od Led Zeppelin, dopiero potem jest jakiś wybór. Doskonała gra na żywo. To się nie będę rozwodził, skoro się rozwiodę przy innej okazji, a jeszcze grał Alcatrazz. No kurde, niby dobrze grali, niby się starał ten Bonnet. Niby ceni się, że gość w wieku Ewy Lipskiej fruwa po scenie i tarza się w miarę sprawnie fizycznie, że nie fałszuje aż tak bardzo (chociaż Coverdale w podobnym wieku robi to wszystko znacznie lepiej, ale nie każdy jest Mistrzem). Jednak wszystko bez jaja. Cały ten fałsz Blackmore’a (cała ta nieprawda, która zniszczyła jedyną płytę ich obu), udawane podniecenie. Najśmieszniej wyglądało, kiedy Bonnet wrzeszczał patetycznie do mikrofonu, wygrażając pięścią nieokreślonemu bliżej adwersarzowi i w geście triumfu, niczym berło, buławę, czekan, czy też znicz – wznosił butelkę Kropli Beskidu. Jak się połapał, to odłożył, dziabnął parę łyków i już nie popijał więcej.

TSA dało zarąbisty koncert. Najlepszy tego wieczoru. Tak, TSA zrobiło najlepszy koncert, a Whitesnake najlepszy show. To jest pewna różnica. Piekarczyk nigdy nie śpiewał czysto, ale tak już ma i tak już ma być. I to była najbardziej autentyczna, własna muzyka. Najdojrzalsza w przekroju całego wieczoru. Wtedy przeżyłem swoje, potem było już tylko bałwochwalcze (i bardzo przyjemne hedonistycznie) poklepywanie wężowej skóry. Położyłem się na posadzce i zjednoczyłem z kosmosem. TSA jest kosmiczne i ja też jestem.

Róbcie takie festiwale (to do organizatorów). Grajcie (to do muzyków).

Tagi: , , , , , , , , , | Kategoria: Muzyka, Muzyka moja ulubiona | Komentowanie nie jest możliwe

Whitesnake w Spodku

środa, 7 Grudzień 2011

No i zagrali chłopaki. Ach jak ja się martwiłem o gardło Coverdala, jak się martwiłem o dobór utworów. O nagłośnienie i o sceniczność perkusisty. Ale jednak bardziej byłem napalony niż się martwiłem. I co? I dobrze było. Stałem (skakałem również, bujałem się, tudzież rozpychałem, kiedy za bardzo chciano mnie sprasować), darłem ryja i nie mogłem wyjść z podziwu, że sześćdziesięcioletni blondynek na scenie ma wciąż tak doskonały głos. Rzeczywiście, już w połowie lat 70. można było zauważyć, że on naprawdę pracuje nad wokalem. Poszerza skalę, cyzeluje barwę, artykulację, wzbogaca o nowe brzmienia. Jak sądzę nagrywał się całymi godzinami, słuchał, analizował. W żadne bzdury o naśladowaniu Planta nie wierzę. W niektórych momentach mają po prostu podobne cechy, ale to przypadkowa zbieżność, wyolbrzymiona przez fakt, że i muzyka z tej samej (szerokiej) strefy gatunkowej. O ile jednak Plant był wcześniej (jak czasem wspominałem, pięć lat w tamtym okresie to cała epoka) i śpiewał w lepszej kapeli (Zeppelini vs Deep Purple – gra do jednej bramki), to ostatecznie jest po prostu słabszym wokalistą od Coverdala. Ten drugi jest punktem odniesienia sam dla siebie, a że czerpie elementy z najlepszych wzorców rocka, to co? Elementy. Plant też czerpał, przed nim było paru Murzynów i Janis Joplin, których naśladował na pewno bardziej niż sam był potem naśladowany.

A jeszcze ważniejsze – kto mając 60 lat nadal śpiewa równo i bezbłędnie? Gillan skrzeczy, Plant piszczy, Dio… umarł. Kto jeszcze umie śpiewać? O czym tu gadać, nikt chyba. Do tego na żywo – głośno, z wigorem, czysto we wszystkich rejestrach, jeszcze latając po scenie.

Perkusista zrobił swoje. Tichy jest świetnym technikiem, solo było efekciarskie, chociaż wtórne po Aldridge’u. O ile ten drugi grał energetycznie, to pierwszy – siłowo. Aldridge był jak wściekły tancerz za bębnami, Tichy jak bokser. Ale nie było źle. Nowy element – pojedynek gitarzystów. Dostali swoje narożniki, my mieliśmy wiwatować i na tej podstawie był werdykt. Aldrich wygrał, jest eksponowany i rozpoznawalny. To on pisze muzykę, stąd faworyzowanie. Ale moim zdaniem Beach jest lepszy. Aldrich gra sprawniej, szybciej, bardziej precyzyjnie, ale to wszystko jakieś bez jaja. Dużo dźwięków i gęsto. Beach „pociągnął”, on ma feeling, jest niewiele słabszy technicznie, za to bardziej ekspresyjny na scenie (dużo bardziej), jego gra jest urozmaicona, ma puls, ciekawszą artykulację. Wbrew pozorom sporo wnosi do brzmienia zespołu. W ogóle uważam, że najlepsi gitarzyści, jacy trafili się w Whitesnake, to Vandenberg, Sykes i chyba właśnie Beach – wcale nie najszybsi. Najszybsi to Aldrich i Vai. Ale oni z kolei… właśnie Vaia krytykował Vandenberg za brak bluesowego feelingu i zbyt metalowe brzmienie.

Był jeszcze basista, Michael Devin. Bardzo dobry wykonawczo i scenicznie. W ogóle zespół wypadł znakomicie, widowisko było pierwszej klasy. Zastanawiałem się, czy nie zbledną po wyobrażeniach, jakie zostawił mi koncert DVD z 2006 roku. Nie, to naprawdę właśnie tak wyglądało, pomimo, że na płycie jest podrasowane montażem, pracą kilku kamer, może jakimś tam wyczyszczeniem. A jednak nie, na żywo nic nie stracili!

Było dobrze. Poniżej jeden link – jak było słychać z trybuny:

No jest najlepszy. Nie ma opcji, nikt nie podskoczy.
A teraz – jak to brzmiało pod samą sceną (byłem jakiś metr od barierki, prawie najbliżej jak się dało, jazgot i ścisk był potworny, ale i piękny):

Chwilami mnie widać nawet :) ale nie powiem gdzie. Na niektórych filmikach z koncertu też słychać jak wyję. Tu jest artykuł o pozostałej części festiwalu Hard rock heroes, bo na razie napisałem tylko o głównym punkcie.

Tagi: , , , , , , , , | Kategoria: Muzyka, Muzyka moja ulubiona | 1 komentarz »