Nagroda im. Wisławy Szymborskiej ustanowiona

 

Zapowiada się pięknie. Pi ar jest niesamowity. Nagroda absolutnie ponad poziomy wzlatuje. Jest dwa razy wyższa niż najwyższa bodajże z aktualnych – Nike (200 tys. + ewentualnie 50 tys. dla tłumacza). To nie tylko objaw poważnego podejścia do swojej inicjatywy, to chyba też pewien sygnał w świat i próba odróżnienia się od tła.

Jaka jest idea? Wisława Szymborska była jedną z osób (celowo nie piszę „poetów”), które reprezentowały Polskę poza Polską. Nie budowała nam wizerunku „Chrystusa Europy”, nie promowała przegranych wojen, zdrad, waśni politycznych, szarż husarii. Jej twarz była po części twarzą tego, co jest naszą główną siłą: polskiej kultury. Dziwnym jest dla mnie, że zamiast zasług, pamięta się Szymborskiej głównie „słabe” ostatnie tomiki – chociaż wcale nie były takie złe. Może nie miały tej siły rażenia, co Ludzie na moście, ale punktowe operowanie słowem, nazywanie rzeczy ich najwłaściwszym imieniem jest jednym z najtrudniejszych wyzwań poety i tu pozostała autorytetem z którym chyba tylko Herbert się równał. To zresztą ich cecha wspólna.

Dla nas jednak najważniejsza jest rozpoznawalność jej na świecie. Nie prywatnie – bo poszczególni poeci mogą utożsamiać się z nią bardziej lub mniej, lub wcale. To, że sam czuję się uczniem m.in. Szymborskiej, nie ma żadnego znaczenia. Dużo istotniejsze jest to, że wychodząc metr za granicę Polski mogę być pozytywnie skojarzony z bardzo dobrą literaturą i jest to zasługa naprawdę niewielu ludzi. Jedną z tych niewielu jest Wisława Szymborska. Ta międzynarodowość, „transparentność” komunikacji wydaje się być jedną z głównych cech nowej nagrody.

Wszystko wskazuje na to, że będzie to najbardziej nośna z polskich nagród literackich. Taka, o której będzie się najwięcej mówić za granicą. Nagroda, która będzie w jakimś stopniu pomagać lub – niekiedy – przeszkadzać w drodze do międzynarodowej kariery. Zależnie od przyjaźni i antagonizmów kompletnie niepowiązanych z literaturą.

Jaki kształt przyjmie obyczaj werdyktów? Czy będzie podobny do literackiego nobla, w którym liczy się milion spraw pozaliterackich łącznie z polityką i gospodarką globalną? Wysokość nagrody, którą można już określać jako ćwierć miliona złotych może być pokusą do używania jej w różny sposób. Taka kwota jest potężnym narzędziem o ogromnej sile rażenia.

Stąd też oprócz radości mam obawy. Może się na przykład okazać, że choć żąda się książki poetyckiej z poprzedniego roku, o werdykcie decyduje skala nazwiska autora, wartości promocyjne (np. regularne przeplatanie pochodzenia lub światopoglądu autorów), parytet płci i inne czynniki, a to które z nadesłanych książek są najlepsze, to rzecz drugorzędna. Oczywiście może się też tak nie okazać. Trzeba jednak pamiętać, że Fundacji będą patrzeć na ręce nie tylko autorzy i czytelnicy poezji, ale i politycy różnych państw oraz sponsorzy, a także międzynarodowe środowiska intelektualistów. To presja trudna do zignorowania. Od pierwszej edycji znajdą się tacy, którzy (słusznie bądź nie), będą chcieli przyklejać „łaty”, „etykietki”, stereotypy. Niekiedy trudne do zignorowania.

Międzynarodowy charakter nagrody może też wywoływać takie inklinacje, że faworyzowani będą autorzy niespecjalnie doceniani w Polsce, za to np. sławni w USA. Może to zresztą nie być takie złe rozwiązanie, jeśli miałoby wzmocnić ogólny wizerunek polskiej poezji na świecie, z korzyścią dla wszystkich jej autorów. Gorzej, jeśli „ofiarą” nagrody padnie ktoś, kto wielkiej chluby swoim rodakom po piórze nie przynosi lub po prostu nie reprezentuje ich literacko. Wiele będzie zależało od tego, czy fundatorzy będą chcieli wpisać się w istniejące koniunktury, czy zbudować własny styl.

Nagrodzie grozi też „odpolszczenie”. Niektóre polskie wydawnictwa specjalizują się w tłumaczeniach i z pewnością przystąpią do wyścigu w roli faworytów z silnym lobby i dobrą „stajnią”. Od wielu lat poezja amerykańska jest wzorem dla najważniejszych rodzimych twórców i przytłoczyła większość lokalnych „szkół”. Niezwykle modne nie od dziś są też Bałkany. Ukazują się naprawdę dobre tłumaczenia naprawdę dobrych książek. Co będzie, jeśli kapituła co roku uzna, że żaden polski tomik nie jest tak dobry jak któryś z przetłumaczonych zagranicznych? Czy to wypromuje polskie pisanie na świecie, czy raczej światowe w Polsce? A nasze – jeszcze bardziej zamerykanizuje?

Zagadek jest wiele. W maju przyszłego roku dowiemy się o pierwszych nominacjach. Ja mam nadzieję, że będzie dobrze. Życzę nowej nagrodzie – jak każdej bez wyjątku, aby wyroki, które wyda były słuszne i trwałe historycznie, a o to najtrudniej. I żeby była międzynarodowa, ale jednak wciąż polska.

 

O samej Szymborskiej po jej śmierci napisałem jeszcze parę zdań, TU JEST LINK

Oficjalna informacja prasowa o nagrodzie – TU JEST LINK