Udało się zrobić prawdziwe wydarzenie. Czerwona Róża, może niezupełnie stała się tym, czym była kiedyś, ale zaczęło się na to zanosić. To były piękne momenty. I nagle dowiaduję się, że zarząd GTPS po cichutku, nie informując mnie i nie uzasadniając decyzji – rozwiązał ze mną prawie dwuletnią współpracę.

Dziwna to decyzja – nie otrzymałem żadnego oficjalnego pisma, nie mówiąc już o podziękowaniu. Nie podano też żadnych przyczyn nagłej zmiany poglądów. Po prostu z dnia na dzień zmiana frontu. Żadna z osób mających cokolwiek do zarzucenia naszej współpracy nie skontaktowała się ze mną. Nie udzielono mi żadnych wyjaśnień i nie proszono mnie o żadne wyjaśnienia. Z kilku informacji, jakie do mnie dotarły zdaje się wynikać, że najbardziej krytyczni byli działacze związani z lokalnym ZLP. I że za dużo „nowości”. Sytuacja jest raczej mętna, a transparentność działań – żadna.

Może więc po prostu największym złem jest sam fakt, że zaczęło „się dziać”. Nagle pojawili się jacyś nowi ludzie z Gdańska i innych części Polski, jakieś media, koncepcje rozbudowy konkursu. Większość zarządu GTPS nie zdradzała zainteresowania tym rozwojem i w ogóle konkursem. Postanowili go zatrzymać, nic nie jest łatwiejsze w kontroli niż stagnacja. Tak to interpretuję.

Ostatnia decyzja, o jakiej zostałem oficjalnie poinformowany (jeszcze jako koordynator), to odrzucenie mojego projektu rozbudowy konkursu o dodatkowe elementy (m.in. nagroda w dziedzinie krytyki literackiej), odrzucenie pomysłu przekształcenia finału w rodzaj festiwalu, poszerzenia działań medialnych i promocyjnych, podwyższenia nagród i kilku innych inicjatyw. Mój wniosek o dofinansowanie z miasta na dość wysoką kwotę zignorowano, w jego miejsce przygotowano wniosek na czterokrotnie niższą kwotę. W koncepcji zlikwidowano wszystkie unowocześnienia i przywrócono model sprzed trzech lat. Na tym urywają się tropy, nie jestem już informowany co dalej. Na imprezie finałowej w grudniu 2013 widziałem bodajże tylko trzech członków zarządu organizatora, żaden z nich nie należał do tych, którzy tydzień później sprzeciwili się dalszej współpracy ze mną. Nikt nie zgłaszał żadnych zarzutów do mojej pracy.

Kibicuję konkursowi, bo włożyłem w niego dwa lata pracy (poniżej jest więcej o tym, co zrobiłem). Kibicuję też, bo jest to jedno z dóbr polskiej poezji i jako takie nie może być traktowany jak mebel w biurze organizatora. Jednocześnie konkurs realizowany według formuły z ostatnich kilkunastu lat szybko wróci do drugiej ligi. To powinien być najważniejszy, najbardziej opiniotwórczy i najlepiej finansowany konkurs w Polsce. Zaniedbany – skarłowacieje. Z tego co wiem, nie ma obecnie żadnego pomysłu, kto ma być jego koordynatorem, kto ma być w jury i jak zadbać o promocję. Nie ma też żadnej koncepcji rozwoju konkursu i jego unowocześnienia. Gwałtowny wzrost ilości nadsyłanych zestawów w ostatnich dwóch latach był głównie wynikiem wsparcia portalu Salon Literacki (akcje promocyjne i patronat medialny).

Smutne jest też to, że kiedy tylko postawiłem konkurs na nogi, od razu jest wielu chętnych do odcinania kuponów. Zwłaszcza gdański oddział ZLP „wierci się” ostatnio niespokojnie. Być może są jacyś „aspiranci”, a decyzje mają charakter personalny.

Poniżej treść mojego artykułu (przedruk) z „Jednodniówki Czerwonej Róży” (wydanej na finał), w którym podsumowałem dotychczasowe usprawnienia i zarysowałem plany na przyszłość. Oczywiście w tej sytuacji w dużej części jest już nieaktualny, ale warto wiedzieć:

———————–

Za nami 54. edycja Konkursu Czerwonej Róży. Mało kto dziś wie, że pierwsza odbyła się w Krakowie i jej zasady były inne niż obecnie. Zmienia się zresztą wiele, o czym poniżej.

Jak przebiegała tegoroczna edycja? Konkurs wciąż jeszcze jest na etapie zmian i przeorganizowania. Śmierć Andrzeja K. Waśkiewicza, wieloletniego opiekuna konkursu była nie tylko przykrym wydarzeniem. Cała logistyka i „papierologia” Czerwonej Róży była niemal wyłączną jego zasługą. Pozostał żal, ale też chaos. Szczęśliwie jest wciąż wiele osób, którym zależy na utrzymaniu i rozwoju tej cennej tradycji, a autorzy wciąż traktują Czerwoną Różę jako konkurs prestiżowy. Prace nadeszły z Polski i zagranicy. Przysłano między innymi zestawy zbindowane i oprawione jak książki, drukowane na kolorowym papierze, na maszynie, a nawet spięte agrafkami. Dziękujemy! Jest w tym coś pozytywnie barwnego.

Warto wspomnieć o tym, że oprócz zestawów „ocalałych” w preselekcji, otrzymaliśmy sporo takich, w których widać inwencję, staranność, poszukiwanie własnego stylu. Być może ich autorzy w przyszłości będą laureatami wielu konkursów. Na razie nie były brane pod uwagę przy podziale nagród, co nie znaczy, że są bezwartościowe. Dziękujemy każdemu, kto wziął udział.

Od zeszłego roku jestem opiekunem Czerwonej Róży. Dziękuję Gdańskiemu Towarzystwu Przyjaciół Sztuki, które powierzyło mi koordynację, za zaufanie i przywilej. Podjąłem kilka inicjatyw, mających na celu przywrócenie konkursowi rangi, jaką miał w czasach swojej największej świetności.

Zwróciłem uwagę między innymi na to, że konkurs przez całą swoją historię nie dorobił się logo. Zarząd GTPS przystał na pomysł wykonania logotypu. Zaprojektował go prof. Cezary Paszkowski.

Konkursowi w minionych dekadach towarzyszyły różne imprezy dodatkowe. Były to m.in. nagrody dla twórcy z tzw. Ziem Odzyskanych, dla debiutanta („Nagroda Peleryny”, podobną rolę pełnią obecnie nagrody Złoty Środek Poezji i Silesius), za całokształt (także istnieją współczesne odpowiedniki), a także dla krytyka literackiego („Nagroda Pióra”). Zdarzało się kilka pomniejszych, krótkotrwałych inicjatyw. Wszystko to każe wnioskować, że konkurs Czerwonej Róży miał ambicje i w praktyce realizował rolę arbitra w skali ogólnopolskiej. Z biegiem czasu jednak, zwłaszcza w latach 90., doczekał się konkurencji – żywej i bardzo aktywnej. To spowodowało, że przy jednoczesnym uszczupleniu formuły, Czerwona Róża spadła do rangi jednego z wielu równorzędnych konkursów poetyckich. Z czasem została przez wiele z nich wyprzedzona pod względem prestiżu.

Zmiany, jakie dokonały się w polskiej poezji na początku lat 90. były zasadnicze. Dotyczyły nie tylko myślenia o wierszu i roli poety, ale także działań promocyjnych, wydawniczych, organizacyjnych. Często myślę, że lata 90. osobliwie ominęły Trójmiasto i że w tej dekadzie nie wydaliśmy ani jednego poety mającego realny wpływ na język współczesnej polskiej poezji. Było to zapewne wypadkową wielu różnych czynników. Wiązało się z tym z pewnością zachwianie pozycji Konkursu Czerwonej Róży. W ostatnich latach przed 2011 na konkurs przysyłano od 30 do 50 zestawów wierszy, co rzuca się w oczy zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę, że na przeciętny konkurs w Polsce przysyłanych jest 150 – 200 zestawów. Bez wątpienia był to kryzys.

Przed konkursem stoi obecnie przede wszystkim zadanie dostosowania do współczesnego obiegu. Jego formuła i działania promocyjne zostały zweryfikowane, wprowadziliśmy szereg zmian. Przede wszystkim finał konkursu – od bieżącej edycji wyniki są ustalane dopiero w dniu rozstrzygnięcia. Nominowani spotykają się na finale i prezentują swoje wiersze, następnie jury podejmuje ostateczną decyzję o podziale nagród. Ten model został wcześniej wypracowany (według mojej wiedzy) w konkursie „O Złote Cygaro Wilhelma” w Czerwionce Leszczynach. Dziękuję za inspirację.

Wprowadzono kategorię dla uczniów gimnazjów i szkół średnich pod nazwą „Pąk Czerwonej Róży”. Dziękujemy za pomoc w promocji tej inicjatywy, duże wsparcie otrzymaliśmy z Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Gdańska.

Pojawiła się ponownie preselekcja prac. W tym roku dokonali jej Izabela Fietkiewicz-Paszek i Paweł Podlipniak. Jury po preselekcji rozpatrywało 24 zestawy. Uważamy, że rola konkursu literackiego nie ogranicza się do wręczenia pieniędzy wybrańcom. Zależy nam na tym, żeby werdykt także coś komunikował. Dlatego podaliśmy do wiadomości pseudonimy wszystkich autorów, którzy przedarli się przez preselekcję. Wymieniliśmy też pseudonimy autorów, którzy nie dostali się do finału, ale byli brani pod uwagę podczas obrad jury.

Pierwszy raz wprowadziliśmy ograniczenie dotyczące „zawodowców”. Wynikało to z faktu, że wielu poetów bierze udział w konkursach zawodowo, od lat zajmując miejsca tym, którzy czekają na swój dobry start. Zdarzają się wręcz twórcy cynicznie piszący wiersze pod gust określonego jury. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich. Szereg doświadczonych poetów wysyła prace na konkursy z różnych powodów, jednak uznaliśmy, że Czerwona Róża powinna promować nowe zjawiska. To rozwiązanie (niedopuszczenie do udziału osób mających w dorobku więcej niż dwie książki) spotkałem wcześniej w konkursach organizowanych w Łodzi. Dziękuję za inspirację. Oczywiście nie jest to wyjście doskonałe, ale lepsze niż żadne.

Ważną zmianą jest skład jury. To akurat nie wynikało z jakichś pomysłów na przemodelowanie konkursu. Z podstawowej czwórki jurorów, niemal w tym samym czasie dwóch zmarło. Był to animator i przewodniczący komisji – Andrzej Krzysztof Waśkiewicz (wcześniej otrzymał wyróżnienie w roku 1967) i Krzysztof Gąsiorowski (wyróżniony w 1964, 1966 i 1968). Pozostali dwaj to Marek Wawrzkiewicz i Leszek Żuliński (laureat Nagrody Pióra Czerwonej Róży za krytykę literacką). Kiedy GTPS powierzył mi organizację kolejnej edycji konkursu po śmierci A.K. Waśkiewicza, siłą rzeczy musiałem wymyślić nową formułę komisji. Zaprosiłem Leszka Żulińskiego do kapituły Nagrody Pióra, którą próbowałem reaktywować i której w bieżącej edycji nie udało się zrealizować z braku finansów. Natomiast trzon jury konkursu oparłem na regule powoływania dwóch stałych jurorów z Gdańska (to ja i Andrzej Fac), jednej osoby spoza Gdańska (Dorota Ryst) i jednej osoby zmieniającej się co roku (w 2012 był to Maciej Melecki, w 2013 – Karol Maliszewski). Ma to na celu zachowanie jednocześnie związku konkursu z Gdańskiem i jego otwartości na komunikację z resztą kraju.

Pracujemy obecnie bardzo intensywnie nad rozwojem Czerwonej Róży. Chodzi zarówno o lepszą promocję i kontakt z mediami, jak i o rozbudowanie samego konkursu. Wiele wskazuje na to, że w przyszłym roku integralną częścią Czerwonej Róży po ponad dwudziestu latach będzie Nagroda Pióra dla krytyka literackiego. Jej zasady będą przystosowane do nowoczesnej rzeczywistości literackiej w Polsce. Wstępną zgodę na udział w komisji Nagrody Pióra wyraził zasłużony współpracownik konkursu i wybitny krytyk, Leszek Żulński. Prowadzimy rozmowy z kandydatami na pozostałych jurorów, chcielibyśmy, żeby przynajmniej jeden z nich był Gdańszczaninem. Pani Anna Sobecka, wdowa po Andrzeju Krzysztofie Waśkiewiczu wyraziła wolę przyznania nagrodzie jego patronatu, co przyjmujemy z wdzięcznością.

Jaki jest efekt tych zmian? Na edycję 2012 wpłynęło ponad 350 zestawów (głównie w wyniku akcji promocyjnej na portalu salonliteracki.pl), na tegoroczną – ponad 160, przy czym jeśli wziąć pod uwagę ograniczenia, jakie opisałem powyżej, jest to duża liczba. Dwoje laureatów – Magdalena Gałkowska i Jakub Sajkowski – bardzo rzadko wysyłają swoje wiersze na konkursy. Dla Czerwonej Róży zrobili miły wyjątek.

Nazwa konkursu przez lata obrosła różnymi wersjami. W materiałach z ostatnich kilku lat najczęściej powtarza się zwrot „O Laur Czerwonej Róży”. Jednak w najstarszych źródłach, do jakich dotarłem, znajduje się sformułowanie „Konkurs Czerwonej Róży”. Wszystko wskazuje na to, że powrócimy do tej nazwy, choć różnica jest raczej kosmetyczna.

Dziękujemy wszystkim zaangażowanym przy konkursie i jego uczestnikom. Dziękujemy także Urzędowi Miasta Gdańska za wsparcie finansowe. Dziękujemy sponsorom konkursu, a zwłaszcza pani Wiktorii Kusińskiej, która oddała do dyspozycji pomieszczenia w hotelu Dom Aktora – nie tylko przy okazji finału, ale także przez cały rok dla gości kolejnych spotkań autorskich.

Kiedy będą Państwo czytali ten biuletyn, prawdopodobnie będą już znane wyniki bieżącej edycji, goście będą zjadali przekąski, a laureaci tonęli w uściskach. My jednak pracujemy nad kolejną edycją. Na początku roku będziemy znali szczegóły. Zostajemy w kontakcie, życzcie nam powodzenia!

8.12.2013

——————————————————

Teraz czytam to z żalem. 29.01.2014