Jazda po emocjach

Są takie chwile, w których trudno poradzić sobie z emocjami. Ot, taki zwykły wieczór. I nagle dociera, że nie jest zwyczajnie – jestem w gronie przyjaciół, siedzimy w ogrodzie, na niebo wdrapuje się ogromny księżyc. Pełnia. To słowo najlepiej określa sytuację. Jest gitara, śpiewamy. Nagle Kukułka (gospodyni i zarazem grająca na gitarze) zaczyna Stoimy pod murem, zdjęto nam wolność jak koszulę skazańca… W miarę śpiewania, głos więźnie w gardle (przepraszam za ten wyświechtany zwrot, ale tak jest), dociera do mnie, że nie za sto, dwieście lat będzie już małe okienko, ale że to, o czym śpiewaliśmy na początku lat 80. i co było tylko cichutką nadzieją, zdarzyło się nam naprawdę. Że doczekaliśmy. (To, że nie bardzo umiemy sobie z tym poradzić, to zupełnie inna kwestia, dziś zupełnie nie o tym.) Dziękuję. Za wszystko – za to, że zdarzyło mi się właśnie takie życie.

Dodaj komentarz